
Przemysław Czarnek ogłosił na X, że przymusił Donalda Tuska do obniżenia cen paliw. To fascynujący przypadek politycznego narcyzmu: człowiek, którego partia miesiącami zwlekała z pomocą kierowcom, dziś zarzuca innym zbyt wolne tempo. Szkoda, że nie liczył miliardów, które wyparowały z portfeli kierowców, gdy PiS miesiącami "analizował" sytuację, pozwalając na rekordowe marże koncernów.
PiS złożył projekt, a Tusk tylko go "przepisał"? Ten przekaz partii jest przeznaczony dla wyjątkowo naiwnych. Przemysław Czarnek próbuje wmówić Polakom, że rząd Koalicji 15 października działa pod jego dyktando, ignorując fakt, że obecny pakiet CPN zawiera mechanizmy, o których PiS bał się nawet pomyśleć.
W polskiej polityce i gospodarce widzieliśmy już wiele, ale Przemysław Czarnek właśnie ustanowił nowy rekord w kategorii "skok na cudzą chwałę". Na X (dawnym Twitterze) hula hashtag #EfektCzarnka, a sam zainteresowany z miną eksperta od wszystkiego ogłasza, że Donald Tusk "przepisywał jego ustawę jak benedyktyni Biblię".
Cóż, z całym szacunkiem do zakonników – oni przynajmniej wiedzieli, co kopiują. Pan Czarnek zdaje się nie rozumieć ani mechanizmów rynkowych, ani własnej przeszłości.
Ceny paliw na Orlenie i innych stacjach. 3 tygodnie Tuska kontra "miesiące analiz" Kaczyńskiego
Czarnek grzmi, że Tusk "łupił Polaków przez trzy tygodnie", bo tyle zajęło wprowadzenie obniżek. To doprawdy urocze w ustach polityka formacji, która w obliczu kryzysu paliwowego po napaści Rosji na Ukrainę w 2022 roku potrzebowała długich miesięcy, by w ogóle dotknąć podatków. Wtedy PiS "analizował", "monitorował" i "wyrażał troskę", podczas gdy ceny na pylonach szybowały w kosmos, a kierowcy musieli płacić.
Rząd Donalda Tuska od momentu złożenia projektu do wejścia w życie przepisów na potrzebował niespełna 3 tygodni. W świecie legislacji to tempo sprinterskie. Ale dla Czarnka to "benedyktyńskie przepisywanie". Może warto przypomnieć panu Czarnkowi, że rządy nie polegają na rzuceniu na biurko trzech kartek papieru z napisem "niech będzie taniej", ale na zbalansowaniu budżetu, wynegocjowaniu zgód unijnych i przygotowaniu logistyki, by systemy fiskalne nie wybuchły tuż przed świętami.
Kopia rozwiązań PiS? Raczej naprawa fuszerki
Czarnek twierdzi, że Tusk skopiował rozwiązania PiS. To kłamstwo tak bezczelne, że aż boli. Przypomnijmy, jak wyglądała paliwowa "tarcza" PiS dla kierowców: obniżono podatki, a Orlen pod wodzą Daniela Obajtka niemal w tej samej sekundzie podniósł ceny hurtowe. Efekt? Podatki poszły w dół, marże w górę, cena na stacji niemal nie drgnęła, zaś miliardy z budżetu zamiast do kieszeni Polaków, trafiły do kasy koncernu. Genialne, prawda panie Czarnek?
Zobacz także
Fakty są jednak takie, że obecny pakiet CPN to zupełnie inna liga. To nie jest tylko "obniżka VAT-u", ustawa ma też zaszyty mechanizm ceny maksymalnej. To bat na stacje, by nie "pożarły" obniżki podatków łupiąc kierowców. To również sztywny maksymalny limit 30 groszy zysku na litrze. No i groźba windfall tax, stanowiąca jasny sygnał dla koncernów paliwowych, by nie próbowały sztucznie pompować cen.
Tego PiS nigdy nie zrobił. Ludzie Kaczyńskiego bali się dotknąć marż swoich nominatów, woląc pudrować rzeczywistość podatkami. Czarnek nazywa to kopią? To tak, jakby nazwać samochód kopią zepsutej furmanki, bo przecież oba pojazdy mają koła.
PiS o paliwach. Dwa miliardy złudzeń
Wyliczenia Czarnka o "2 miliardach złupienia Polaków" są równie wiarygodne, co prognozy pogody na przyszły rok. To czysta demagogia. Jeśli ktoś łupił Polaków, to właśnie ekipa PiS. Doprowadziła ona do skumulowanej inflacji, z którą dzisiaj musimy walczyć tak drastycznymi środkami.
Hashtag #EfektCzarnka to nic innego jak desperacka próba podpięcia się pod realne działanie, na które PiS nigdy by się nie odważył, bo musiałby uderzyć w interesy własnego zaplecza w spółkach skarbu państwa. To narcyzm podniesiony do potęgi n-tej.
