tankowanie paliwa
Myślisz, że rząd skubie cię paliwach? Biorę kalkulator i udowadniam, że paliwo jest... tanie Fot. engin akyurt / Unsplash / Plastic Lines / Pexels / Montaż: INNPoland.pl

Ten Tusk to chyba nas okrada na paliwie – głoszą mądre głowy w mediach społecznościowych. Patrzcie: ropa tańsza niż w 2022, dolar tańszy, a benzyna droższa! Prawda jest taka, że porównywanie cen paliw dziś i 4 lata temu nie ma najmniejszego sensu. Właśnie dlatego, że minęły 4 lata. A jak porównamy, to okaże się, że dziś jest... podejrzanie tanio.

REKLAMA

Premier przez znaczną część społeczeństwa jest posądzany o wiele przewin, ale większość zjawisk będących "winą Tuska" nie jest od niego zależnych. Ja nie mówię, żeby Tuska nie krytykować. Krytykować, ale za to, co faktycznie zepsuł lub zaniedbał.

Rzućmy więc okiem na to, czy paliwa są tak drogie za jego sprawką. Pytanie to klasyk gatunku "chłopski rozum kontra matematyka". Na pierwszy rzut oka faktycznie coś jest na rzeczy. Porównajmy rok 2022 z obecnym: teraz baryłka tańsza, dolar słabszy, a na pylonach rekordy. Czy ktoś nas oszukuje? Sorki, teorię spiskową włóżmy do śmietnika, w należne jej miejsce.

"Bomba" podatkowa, o której wszyscy zapomnieli

Pamiętacie, że od 1 lutego 2022 roku do 31 grudnia 2022 roku obowiązywała obniżona stawka VAT na paliwa? Mieliśmy 8 proc. zamiast standardowych 23 proc. Było to działanie w ramach rządowej Tarczy Antyinflacyjnej, mające na celu obniżenie cen na stacjach paliw. Teraz mamy 23 proc., a więc po prostu musi być drożej. Hm, musi? Tu drobne zastrzeżenie: jeśli wszystko pójdzie dobrze, VAT na paliwa znów spadnie. Tusk zapowiedział jego obniżenie. Trudno się spodziewać, by protestowała przeciwko temu dzisiejsza opozycja, skoro sama się tego domagała.

Ale w tej chwili VAT jest, jaki był. Analizujemy sytuację z podatkiem w wys. 23 proc. W 2022 było po prostu o 15 punktów procentowych niżej. A więc jeśli paliwo w hurcie kosztuje na przykład 5 złotych, to na stacji musi kosztować minimum 6,15 zł w przypadku VAT-u 23 i 5,40 przy 8. Różnica jest spora, prawda? 75 groszy na litrze wynikające wyłącznie z jednej decyzji podatkowej.

Do tego dochodzi wyższa o kilkanaście procent opłata paliwowa i akcyza, które są waloryzowane. W 2022 roku mieliśmy akcyzowy narzut w wysokości 1 413 zł na 1000 l dla benzyny, od 2023 roku stawka wynosi 1 529 zł za 1000 litrów. To niby ledwie kilkanaście groszy więcej na litrze, ale do tego potem dochodzi jeszcze VAT. Różnica nie jest znacząca, ale jest.

Koszty paliwa, a wzrost minimalnego wynagrodzenia

O wiele ważniejsza jest inna kwestia: to nie są te same pieniądze. Pamiętasz, ile zarabiałeś/zarabiałaś w 2022 roku? Założę się, że o wiele mniej, niż teraz. To klucz do zrozumienia kosztów operacyjnych Orlenu, Lotosu i każdej małej stacji w Nowym Targu czy Szczecinie.

W październiku 2022 roku płaca minimalna wynosiła 3 010 zł brutto, średnia 6 688 zł brutto. Dziś jest to odpowiednio 4 666 zł i ok. 9 000 zł brutto. A więc minimalna wzrosła o 55 proc., średnia o 35 proc.

Każdy litr paliwa musi opłacić: kierowcę cysterny, pracownika stacji, serwisanta dystrybutora i panią sprzątającą biuro w Płocku. Skoro ich pensje wzrosły o 35–55 proc., to koszt "przetoczenia" litra paliwa przez system drastycznie podskoczył. Nawet jeśli marża jest uczciwa, to koszty własne firmy są o połowę wyższe niż 4 lata temu.

Energetyczny szok rafinerii

Ropa to surowiec, ale żeby zamienić ją w benzynę, potrzebujesz gigantycznych ilości energii elektrycznej i gazu. Obecnie ceny prądu dla dużych odbiorców są o około 60–80 proc. wyższe niż w połowie 2022 roku (wtedy korzystano jeszcze z kontraktów terminowych sprzed wojny). Zauważmy też, że proces odsiarczania paliw wymaga wodoru, który produkuje się z gazu. Choć ceny gazu spadły z rekordów, koszty jego przetworzenia i certyfikaty CO2 (system ETS) są dziś znacznie droższe.

W mediach społecznościowych widzę porównania kursu dolara. No bo w październiku 2022 roku kosztował 4,40 zł, dziś 3,70 zł a skoro ropę kupuje się za dolary, to powinniśmy za tę samą sumę w złotych kupić więcej ropy. Proste? Proste.

Ale nie do końca. Skumulowana inflacja od października 2022 do marca 2026 to około 25–30 proc. To oznacza, że 7 złotych w 2022 roku miało taką samą siłę nabywczą jak około 9 złotych dzisiaj. Przykład? W 2022 roku za 7 zł mogłeś kupić np. 1,5 bochenka dobrego chleba. Dziś za jeden bochenek zapłacisz 7-8 złotych.

Gdyby dziś paliwo kosztowałoby tyle samo co w 2022 r. (np. 6,50 zł), byłoby ono w relacji do innych towarów szokująco tanie. Co dziwne: ono do niedawna właśnie tyle kosztowało!

Dlaczego jest rekord?

Paliwo jest dziś drogie nie dlatego, że "ropa jest droga", ale dlatego, że wszystko wokół ropy zdrożało. Jeśli za kilka dni znów będziemy mieli VAT na poziomie 8 proc. (jak w 2022), cena paliwa ostro zjedzie. Tusk oszacował, że powinno to być mniej więcej 1,20 zł na litrze.

Załóżmy, że dziś benzyna kosztuje 7,50 zł za litr. Te ceny w całym kraju kręcą się jak w kołowrotku, są tańsze miejsca, są droższe. W tej cenie VAT stanowi obecnie ok. 1,73 zł, czyli samo paliwo to 5,78 zł. Jeśli będzie opodatkowane VAT-em na 8 proc., jego cena spadnie do 6,24 zł. Na każdym litrze, dzięki obniżeniu VAT zaoszczędzimy 1,2 - 1,3 zł. Przez obniżenie akcyzy zyskamy dodatkowe kilkanaście, może nawet 20 groszy.

Można się więc spodziewać, że trafią się stacje, na których literek 95-tki będzie kosztował poniżej 6 złotych. Dziś litr benzyny w hurcie Orlenu kosztuje 5,626 zł. Gdyby stacja chciała go sprzedać bez marży, musi wystawić paliwo za 6,92 zł. To jest cena absolutnie minimalna.

Po obniżce VAT ten sam litr będzie kosztował 6,08 zł, ale to jeszcze bez planowanej obniżki akcyzy. Stacje będą więc w stanie sprzedawać paliwo z malutką marżą, ale za cenę poniżej 6 złotych za litr.

Więcej zarabiasz, więcej płacisz

Prawda jest jednak taka, że skoro zarabiasz o 40 proc. więcej niż w 2022 roku, to paliwo po 8 zł boli Twój budżet mniej więcej tak samo, jak paliwo po 5,80 zł cztery lata temu. I piszę to nie dlatego, że lubię Tuska i kocham drogie paliwo. Taka jest po prostu prawda. Zauważamy wzrost cen i uważamy go za niesprawiedliwy. Ale wzrost płac to po prostu nam się należy i nie warto o nim mówić?

Fakty są takie, że pomimo inflacji i wzrostu cen niektórych artykułów, zarabiamy coraz więcej i mniej musimy się martwić o domknięcie domowego budżetu. Oczywiście statystycznie, oczywiście są osoby, którym nie żyje się łatwiej. Nie mówimy też o sumach, które pozwoliłyby nam na brak zmartwień. Ale bądźmy uczciwi w tych szacunkach i porównaniach.