Flaga Iranu. Płynący tankowiec zaatakowany przez Iran. Strzałka indeksowa idąca w górę.
Iran uderza w tankowce w Zatoce Perskiej. Wszyscy wiemy co to znaczy dla ropy Fot. Faeezwan/Shutterstock/Ayastd/kompozycja SLL

Kiedy na Bliskim Wschodzie lecą rakiety, na całym świecie drożeje paliwo. I znów mamy dokładnie ten scenariusz. Iran uderzył w tankowce i infrastrukturę paliwową w regionie Zatoki Perskiej, a rynki natychmiast zareagowały. Efekt? Ropa znów przekroczyła poziom 100 dolarów za baryłkę.

REKLAMA

Nowa fala ataków Iranu na cele energetyczne i statki handlowe w regionie Zatoki Perskiej wywołała poważne napięcia na światowych rynkach surowców. W centrum wydarzeń znalazła się strategiczna Cieśnina Ormuz, przez którą transportowana jest około jedna piąta światowej ropy. Każdy incydent w tym regionie natychmiast odbija się na globalnych cenach energii i rynkach finansowych.

Iran uderza w tankowce i magazyny paliwa. Zatoka Perska znów w napięciu

Iran przeprowadził serię uderzeń rakietowych i dronowych na cele w regionie Zatoki Perskiej. Według doniesień zaatakowano m.in. tankowce transportujące ropę oraz magazyny paliwowe w krajach sąsiadujących z Iranem. W Bahrajnie pociski trafiły w zbiorniki paliwa w prowincji Muharrak, a w Omanie wstrzymano operacje portowe po uderzeniach dronów w instalacje energetyczne.

Incydenty dotknęły również żeglugę w strategicznej Cieśninie Ormuz. W pobliżu Zjednoczonych Emiratów Arabskich w kontenerowiec trafił nieznany pocisk, który wywołał pożar. Wcześniej uszkodzone zostały dwa tankowce z ropą w pobliżu Iraku, a jeden z członków załogi zginął. W odpowiedzi część transportu morskiego zaczęto przekierowywać do portów nad Morzem Czerwonym.

Ropa Brent przekracza 100 dolarów za baryłkę. Inwestorzy uciekają z giełd

Odpowiedź rynku była natychmiastowa. Cena ropy Brent wzrosła o ponad 9 proc., przekraczając poziom 100 dolarów za baryłkę. Analitycy wskazują, że przy utrzymującej się eskalacji konfliktu cena w przedziale 90-100 dolarów może stać się nową normą na światowych rynkach surowców.

Na sytuację zareagowały także rynki finansowe. Kontrakty terminowe na indeks S&P 500 spadły o około 1 proc., a europejski indeks Stoxx Europe 600 stracił 0,7 proc. Jednocześnie umocnił się dolar amerykański, a rentowność 10-letnich obligacji USA wzrosła do około 4,24 proc., co pokazuje rosnący niepokój inwestorów.

USA uwalnia strategiczne rezerwy ropy. Ceny energii pod presją wojny

W odpowiedzi na napięcia w regionie Stany Zjednoczone zapowiedziały uwolnienie części strategicznych rezerw ropy. Z amerykańskich magazynów ma trafić na rynek 172 mln baryłek surowca, a łącznie państwa członkowskie Międzynarodowej Agencji Energetycznej planują wprowadzić do obrotu nawet 400 mln baryłek.

Jeśli kryzysowa sytuacja w Ormuz trwać będzie nie dłużej, niż do końca marca skutki nie powinny być długofalowe, a rynek ropy stopniowo wróci do kondycji sprzed wojny w horyzoncie kilku miesięcy. Straty infrastrukturalne będą powoli odbudowywane, a kraje Zatoki Perskiej prawdopodobnie rozpoczną intensywniejsze zbrojenia, na wypadek powtórki takiej sytuacji w przyszłości. To wydaje się kolejną 'korzyścią', jaką głównie sektorowi zbrojeniowemu Stanów Zjednoczonych może przynieść ten konflit. Impuls inflacyjny spowodowany cenami paliw w skali globalnej powinien być ograniczony nie tylko na (miejmy nadzieję) ograniczony czas tej sytuacji, ale także na fakt, że to szok zewnętrzny. Rosnące ceny ropy doprowadziłyby do spadku aktywności gospodarczej, konsumpcji i coraz większych poziomów rezerw, co naturalnie wywarłoby w średnim terminie spadkową presję na ropie.

Eryk Szmyd Analityk rynków finansowych XTB

materiały prasowe

Eksperci podkreślają jednak, że takie działania mogą jedynie chwilowo uspokoić rynek. Jeśli konflikt na Bliskim Wschodzie będzie się rozszerzał, ceny energii mogą pozostać wysokie przez dłuższy czas. Dla kierowców i gospodarek na całym świecie oznacza to droższe paliwo i kolejną falę presji inflacyjnej.