
Obalenie ekstremistów w Iranie to marzenie wielu, ale sposób, w jaki zabrał się za to Waszyngton pod przywództwem Trumpa, po prostu przeraża. Ryzyko blokady Cieśniny Ormuz wisi w powietrzu, a to oznacza jedno: potężny cios w polską gospodarkę i drenaż naszych portfeli z każdym wyjściem do marketu.
Kiedy izraelskie i amerykańskie bomby uderzały jedna po drugiej w Teheran i irańskie instalacje, nie miałem w sobie euforii, ale drzemała we mnie cicha nadzieja. Nadzieja, że ten piękny kraj ze wspaniałymi ludźmi będzie miał wreszcie szansę się odrodzić. Czas szybko pokazał, jak bardzo byłem naiwny.
Każdy upływający dzień to dowód na to, że USA z administracją Donalda Trumpa na czele nie mają zielonego pojęcia, co zrobili, dlaczego to zrobili i co właściwie chcą osiągnąć. A to bardzo złe wieści. Również dla nas, dla Polski.
Atak USA na Iran. Miało być zwycięstwo, jest chaos
Reżim ajatollahów w Iranie powinien upaść, co do tego chyba nikt z nas nie ma wątpliwości. Wyobraźcie sobie sytuację, gdy na czele potężnego kraju stoi organizacja skrajnych fundamentalistów religijnych – takich Grzegorzów Braunów podniesionych do sześcianu.
Ta fanatyczna organizacja ma własną armię, policję i imperium biznesowe w jednym (Korpus Strażników Rewolucji), decyduje o składzie władz państwa i arbitralnie akceptuje kandydatów do jakichkolwiek wyborów. Tam nawet w głosowaniu lokalnym nie wystartuje nikt, kto nie dostanie glejtu od religijnego reżimu.
Mamy więc państwo, nad którym góruje nieponosząca żadnej odpowiedzialności za swoje czyny kasta ludzi o wątpliwej poczytalności, niekierująca się zdrowym rozsądkiem, strzelająca do własnych obywateli na ulicach.
I to wszystko dzieje się w Iranie – dawnej Persji, perle Bliskiego Wschodu, kraju olbrzymim, zjawiskowo pięknym, będącym niegdysiejszym źródłem nauki i mądrości. Nic dziwnego, że na Iran ze złością patrzą inne państwa regionu, nawet te, które delikatnie mówiąc, niespecjalnie lubią się z Izraelem czy USA.
Z moralnego i strategicznego punktu widzenia, uderzenie w reżim było słuszne. Ale czy zrobiono to dobrze? Gdzie tam. Akcja została koncertowo spaprana.
Trump rozpętał wojnę bez żadnego trybu. Jakoś to będzie? Niestety nie
Świat z przerażeniem słucha teraz chaotycznych komunikatów administracji Trumpa. Jedni doradcy mówią, że prezydent ma plan. Jaki? Świetny! Bo przecież jest "genialnym strategiem". Inni doradcy, w chwilach szczerości, przyznają, że USA zostały namówione do ataku przez Izrael. Są jeszcze tacy ludzie Trumpa, którzy z kamiennymi twarzami próbują nas przekonywać, że to właściwie Iran sprowokował USA do uderzenia wyprzedzającego.
Co dalej? "No, może uzbroimy Kurdów" – słyszymy z Waszyngtonu. A że to absolutnie rozwścieczy Turcję (kraj NATO!), która z Kurdami walczy na śmierć i życie? Oj tam, oj tam, jakoś to będzie.
Nie, nie będzie. Historia najnowsza uczy nas, że "jakoś" na Bliskim Wschodzie zawsze kończy się tragedią. Prezydent George W. Bush zapłacił gigantyczną cenę za swoją nieudaną awanturę w Iraku, który do dziś nie podniósł się ze zgliszcz i jest państwem o krok od upadku. Poprzednik Trumpa, prezydent Joe Biden, drogo zapłacił za chaotyczne, paniczne wycofanie wojsk z Afganistanu, który znów wpadł w łapy talibów i tonie w biedzie oraz terrorze.
Trump podąża tą samą drogą. Właśnie wychodzi na jaw, że on po prostu nie wie, co dalej robić. Być może amerykański wywiad, jeszcze nie do końca opanowany przez jego ludzi, ma jakieś pojęcie o sytuacji i działa niezależnie. Ale analitycy wiedzą, że próba narzucenia władz Iranowi przez USA źle się skończy, bo w innych państwach zawsze źle się kończyła. Że de facto będzie to cofnięcie się do sytuacji sprzed kilkudziesięciu lat.
Wtedy zainstalowanie na szczycie kontrolowanego przez Zachód człowieka skończyło się rewolucją. Irańczycy są dumni i doskonale pamiętają to upokorzenie. A obecny aparat władzy ma jeszcze dość napędzanych fanatyczną religią psychopatów z karabinami, by uniemożliwiać demokratyzację kraju.
Kto zapłaci za wojnę USA? Pan zapłaci, pani zapłaci, Polska zapłaci
Teraz sytuacja w Iranie zaczyna przypominać wrzodziejący czyrak na mapie świata. I jeśli myślicie, że to tylko problem z wieczornych wiadomości, jesteście w ogromnym błędzie. Brak amerykańskiego planu na "dzień po" uderza rykoszetem w polską gospodarkę, a więc w nas wszystkich.
Zobacz także
Geopolityczna niewiadoma to najgorszy z możliwych scenariuszy dla rynków, który już teraz wywołuje efekt domina. Za amerykański chaos zapłacimy my wszyscy. W jaki sposób?
Iran kontroluje Cieśninę Ormuz. Przez to "wąskie gardło" przepływa każdego dnia około 20 proc. światowego zapotrzebowania na ropę naftową (ponad 20 milionów baryłek dziennie). Jeśli desperackie działania upadającego reżimu zablokują ten szlak, rynki wpadną w histerię. Cena ropy Brent może wystrzelić w kosmos, a to oznacza, że zapowiadane przez pesymistów scenariusze diesla po 8 czy 9 złotych za litr nagle staną się bardzo bolesną rzeczywistością.
I już nie o samo paliwo chodzi. Z ropy robi się przecież plastik, gumę, asfalty, smary. Jest ona surowcem do wyrobu kosmetyków, leków i nawozów sztucznych. I już nie o samą ropę chodzi. W razie czego przypominam: ropy nam nie zabraknie, Polska jest pod tym względem bezpieczna. Ale ceny mogą pójść w górę, bo przez zamieszanie ktoś postanowi robić na niej świetny interes. I powtarzam: nie ma sensu robić najazdu na stacje paliw, bo w ten sposób sami napędzimy ceny. Trzeba okiełznać strach, by się nie urzeczywistnił.
Mówiąc wprost: jak zdrożeje ropa, to podrożeje transport. Z automatu wrosną koszty produkcji i dystrybucji wszystkiego – od chleba i masła, po cegły i usługi. Nasz z trudem wypracowywany spadek inflacji może zostać brutalnie zatrzymany, a ceny w sklepach znów zaczną pustoszyć nasze konta i portfele.
W tym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe. To wspaniała wiadomość dla kredytobiorców. Niestety w tym samym czasie okazało się, że trumpistowskie USA nie mają żadnego planu na Iran. Teraz członkowie RPP mogą z niepokojem myśleć o decyzji, którą podjęli. Kolejne posiedzenia będą upływały pod znakiem nerwowego wetrowania dokumentów i prognoz.
Jeśli sytuacja się nie zmieni, a chaos będzie trwał, zapomnijmy o tańszych kredytach. To bezpośrednia konsekwencja powrotu inflacji. Jeśli ceny zaczną rosnąć z powodu bliskowschodniego szoku, Rada Polityki Pieniężnej będzie miała związane ręce. Przy obecnej stopie referencyjnej wynoszącej 4,00 proc., marzenia setek tysięcy polskich rodzin o wyraźnym spadku rat kredytów hipotecznych zostaną pogrzebane. Koszt pieniądza pozostanie wysoki.
W czasach globalnej zawieruchy inwestorzy wpadają w panikę. Uciekają od walut tzw. rynków wschodzących (czyli pozbywają się polskiego złotego) i kupują "bezpieczne przystanie" – złoto i dolary amerykańskie. Kurs dolara rośnie, a za nim idą ceny elektroniki, samochodów i absolutnie wszystkiego, co sprowadzamy z zagranicy.
To, co miało być chirurgicznym cięciem uwalniającym świat od reżimu ajatollahów, z powodu braku długofalowej strategii administracji Trumpa zamienia się w globalny pożar. A my, stojąc tysiące kilometrów dalej, już zaczynamy płacić za to rachunek przy każdej wizycie w sklepie i na stacji benzynowej.
