wymięta flaga Iranu z cieniem instalacji naftowej
Wojna nerwów i ropy wokół Iranu. Bomby na Bliskim Wschodzie uderzą w polskiego konsumenta Fot. Saulo Ferreira Angelo / Shutterstock

Rakiety nad Bliskim Wschodem to nie tylko obrazy z telewizyjnych wiadomości. Strach na rynkach podbija cenę baryłki, rafinerie aktualizują cenniki, a droższy transport winduje ceny w naszych sklepach. Zobacz, jak skomplikowany układ sił w Iranie i okolicach przełoży się na naszą inflację i stopy procentowe.

REKLAMA

Czy sytuacja w Iranie odbije się na naszych portfelach i gospodarce? Niestety tak. To trochę frustrujące, że bomby i rakiety podpalające Bliski Wschód mają wpływ na ceny mieszkań, pietruszki czy mleka w Polsce. Ten mechanizm niestety zaczął działać. Możemy tylko mieć nadzieję, że szybko się zatnie. Chociaż znów nie od nas to zależy.

Iran to od wielu lat jeden z kluczowych graczy w jednym z najbardziej zapalnych regionów świata. Kiedy na linii USA–Iran dochodzi do zgrzytów (np. groźby sankcji, fiasko negocjacji nuklearnych czy ryzyko blokady kluczowych szlaków transportowych, jak cieśnina Ormuz), rynki finansowe natychmiast reagują nerwowością. A jak inwestorzy się denerwują, to ceny rosną, bo zaczynają wyceniać najgorsze scenariusze, doliczając do każdej baryłki ropy tzw. premię za ryzyko. Ropa na światowych giełdach po prostu drożeje z dnia na dzień.

Mechanizm drożyzny: od rafinerii do supermarketu

Droższa ropa na rynkach (oraz ewentualne wahania kursu dolara, w którym ropa jest wyceniana) w ciągu kilku tygodni ląduje w cennikach polskich rafinerii. I tu zaczyna się prawdziwy problem dla portfela każdego Polaka, nawet tego, który dojeżdża do pracy rowerem. Nowoczesna gospodarka opiera się na transporcie drogowym. Stare porzekadło mówi, że jak drożeje transport, to wszystko drożeje. Bo wszystko, co kupujemy – od chleba, przez leki, sprzęt AGD, aż po materiały budowlane – dojeżdża do sklepów i hurtowni ciężarówkami i furgonetkami napędzanymi dieslem lub benzyną.

Kiedy koszty paliwa rosną, firmy logistyczne mają wyższe koszty operacyjne, które natychmiast przerzucają na producentów i sieci handlowe. Sieci handlowe z kolei przerzucają je na nas – zmieniając ceny na sklepowych półkach.

Gdy towary w sklepach drożeją, rośnie wskaźnik inflacji. A kiedy inflacja wymyka się spod kontroli (lub spada wolniej, niż zakładano), bank centralny (w Polsce – Rada Polityki Pieniężnej) nie może obniżyć stóp procentowych. W efekcie raty kredytów hipotecznych, leasingów czy kredytów firmowych pozostają na wysokim, bolesnym poziomie.

Złoty trzyma się mocno, złoto bije rekordy

W kwestiach finansowych nie ma jednak co panikować. Nasza waluta już nieraz udowodniła, że jest mało wrażliwa na bliskowschodnie zawieruchy.

– Co ciekawe, polski złoty może wykazać się dużą odpornością. Doświadczenia z czerwca 2025 roku pokazały, że mimo globalnego strachu, PLN potrafił zyskiwać do dolara dzięki swojej stabilności i dystansowi geograficznemu od epicentrum walk – przypomina Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB. Dodaje, że z trzeba się oczywiście liczyć z "podwyższoną zmiennością".

A co z innym walorami? Zdaniem Michała Stajniaka obecnie rolę "ostatecznej polisy ubezpieczeniowej" pełni złoto. Analityk prognozuje, że w w scenariuszu przedłużającego się konfliktu jego cena może poszybować nawet powyżej 6000 dolarów za uncję. Zaskoczeniem nie jest też umocnienie dolara, tego spodziewali się wszyscy.

Niska wymiana handlowa naszą tarczą

Z drugiej strony mamy też trochę szczęścia, że za kolejny konflikt w Zatoce Perskiej płacimy tylko podwyżkami cen. Najważniejsze jest oczywiście to, że w zasadzie nic nam fizycznie nie zagraża. Stabilnie działa też gospodarka, nie padają firmy, ludzie nie lądują na bruku. Polska i Iran nie mają silnych, bezpośrednich związków gospodarczych.

– Aktualnie udział Iranu w polskim eksporcie stanowi około 0,02 proc., a w imporcie ok. 0,01 proc. obrotów handlowych – jest zatem marginalny. W roku 2024 eksport do Iranu wynosił ok. 35 mln USD – były to głównie maszyny czy produkty spożywcze. Wymiana handlowa ma charakter symboliczny, co ogranicza bezpośrednie, negatywne efekty dla polskich firm i konsumentów. Ropa i gaz ma związek z Iranem o tyle, że Polska – podobnie jak inne kraje Europy w znaczącym stopniu polega na imporcie surowców energetycznych z krajów Zatoki Perskiej – mówi INNPoland.pl Eryk Szmyd, SEO & NewTech Analyst z XTB.

Tłumaczy, że wobec konfliktu USA i Izraela z Iranem problemem staje się Cieśnina Ormuz, ale też Cieśnina Bab Al Mandab czy Kanał Sueski, gdzie ponownie mają operować bojownicy Hutu z Jemenu – fracht w tych regionach istotnie podrożeje, a być może przez pewien czas (jak w przypadku Ormuz) całkowicie stanie.

Potencjał do współpracy jest spory, ale ani my nie kupujemy dużo w Iranie, ani irańskie firmy u nas. Dość powiedzieć, że handel z tym krajem to zaledwie jedna setna całej wymiany między Iranem a Unią Europejską. W praktyce ogranicza się to do tego, że czasem możemy znaleźć na półce w sklepie jakieś irańskie bakalie. Praktycznie nie istnieje wymiana turystyczna z tym krajem, chociaż ma doskonałe warunki, by stać się potęgą w tej branży.

Kto jest winny sytuacji w Iranie?

Wszystko psuje polityka, i to raczej nie z naszej strony. Do zrozumienia sytuacji w Iranie niezbędny jest rys historyczny. Potraktujmy go jednak bardzo skrótowo. Otóż Iran był kiedyś państwem w miarę normalnym. Najnowsza historia kraju jest jednak naznaczona przewrotami. W 1921 roku wojskowy przewrót obalił władzę dynastii Kadżarów, od tej pory rządziła dynastia Pahlawich.

I ta władza dążyła do zacieśnienia stosunków z Zachodem, minimalizując rolę duchowieństwa. Szło nieźle. W latach 50 Iran znacjonalizował przemysł naftowy, z którego do tej pory większość zysków czerpał Zachód. Nie spodobało się to Wielkiej Brytanii i USA, które de facto obaliły premiera Mossadegha i wzmocniły szacha Mohammada Rezę Pahlawiego. Ten rządził twardą ręką. Zbyt twardą.

Narastała kolejna rewolucja. I nadeszła: pod koniec lat 70. szach, który był uważany za zachodniego namiestnika, stracił władzę, dostał ją ajatollah Chomejni, radykalny przywódca religijny. Jego następcy rządzą do tej pory, pchając kraj w coraz mroczniejsze odmęty religijnego szaleństwa, co z kolei rodzi opór, coraz silniej tłumiony przez władzę.

Reżim ajatollahów napędzany ropą

Tak rządzony Iran nie ma przyjaciół, ale ma ropę. Dużo, dobrej i taniej. Iran ma trzecie co do wielkości potwierdzone zasoby ropy naftowej na świecie, są szacowane na ponad 208 miliardów baryłek. To mniej jedynie od Wenezueli i Arabii Saudyjskiej. Wenezuelska ropa jest jednak słabej jakości, bliskowschodnia jest o wiele lepsza, czyli łatwiejsza w obróbce i bardziej wydajna.

Zasoby Iranu stanowią około 11–12 proc. światowych potwierdzonych rezerw ropy naftowej. I pomimo międzynarodowych sankcji, Iran jest jednym z największych producentów ropy w ramach OPEC (czwarte miejsce w organizacji). W 2024 roku produkcja osiągnęła poziom około 3,2–3,6 mln baryłek dziennie. Teoretycznie irańska ropa objęta jest sankcjami, by nie karmić reżimu. W praktyce ropa nie ma metki, ta z Iranu wędruje głównie do Chin i krajów ościennych, a potem rozchodzi się na cały świat.

Dodatkowo, Iran posiada drugie co do wielkości zasoby gazu ziemnego na świecie. Wydobycie ropy jest kluczowym filarem irańskiej gospodarki, mimo trudności związanych z sankcjami i koniecznością modernizacji infrastruktury.

Co oznacza dla nas widmo blokady Cieśniny Ormuz?

Iran ma coś jeszcze: Cieśninę Ormuz. Ten kraj kontroluje wąski przesmyk (ok. 20 mil szerokości w najwęższym miejscu), przez który transportowane jest około 20 proc. światowej ropy naftowej.

– Oczy wszystkich komentatorów zwrócone są na Parlament Iranu i zapowiedź blokady Cieśniny Ormuz. Jeśli Iran faktycznie zacznie atakować tankowce lub zablokuje ten szlak (przez który płynie ok. 20 mln baryłek ropy dziennie i oczywiście gaz LNG), cena ropy może błyskawicznie przebić barierę 100 USD. Taki scenariusz mógłby z kolei zbliżyć ceny na stacjach nawet do poziomu 6,50–7,00 zł za litr. Niemniej nie powinniśmy oczekiwać powtórki z 2022 roku, kiedy Rosja napadła na Ukrainę i cena benzyny skoczyła do zakresu nawet 7–8 zł za litr – przypomina Michał Stajniak z XTB.

Kluczowym pytaniem pozostaje to, czy Iran faktycznie jest w stanie zablokować cieśninę. Sprawa jest niezwykle skomplikowana. Obecnie nie wiadomo, kto Iranem rządzi i kto mógłby o tym zdecydować. W kluczowym nalocie zginął ajatollah Ali Chamenei i cała wierchuszka irańskiego systemu polityczno–gospodarczo–wojskowego. Kraj może więc być sparaliżowany w kwestiach decyzyjnych. Obecnie obejmowanie wysokich stanowisk w irańskim systemie władzy jest obarczone bardzo wysokim ryzykiem śmierci, więc szukanie następców może potrwać.

– Cieśnina Ormuz stanowi największe ryzyko dla utrwalonego wzrostu cen ropy. Iran może nie zablokować cieśniny fizycznie, z uwagi na przewagę amerykańskiej floty, ale używać środków asymetrycznych – ataków dronowych i balistycznych, atakujących statki handlowe. Bez wątpienia – nawet bez "fizycznej blokady" koszty ubezpieczenia frachtu skokowo wzrosną i zniechęcą wielu przewoźników – co może utrwalić presję inflacyjną – mówi INNPoland.pl Eryk Szmyd, SEO & NewTech Analyst z XTB.

– Niemniej jednak długoterminowa blokada Cieśniny byłaby gospodarczą tragedią – także dla samego Iranu i obecnie nie ma podstaw, by z całą pewnością zakładać jako prawdopodobne, trwające długie miesiące, czy lata blokowanie Cieśniny jest bardzo prawdopodobne. Przez Ormuz przechodzi codziennie ok. 20 mln baryłek ropy, infrastruktura pozwala tylko w niewielkim stopniu ominąć Ormuz poprzez ropociąg "East–West", mający przepustowość wynoszącą niewiele ponad 2 mln baryłek dziennie. Wydaje się, że infrastruktura, pozwalająca ominąć Ormuz będzie szybciej rozbudowywana – dodaje.

Wychodzi na to, że jeśli już ktoś podejmie decyzję o blokadzie Cieśniny, to nie wiadomo co z jej egzekwowaniem. Teoretycznie Iran mógłby stawiać miny i strzelać do tankowców. To jednak najprawdopodobniej oznaczałoby zbrojną reakcję. Nie wiadomo więc, czy Iran ma faktyczne zdolności militarne do odcięcia handlu. No i jednocześnie kraj odciąłby sam siebie od możliwości sprzedaży ropy do Chin, czyli podciął de facto jedyną gałąź, na której siedzi budżet.

Ewentualne skutki blokady będą też szybko niwelowane.

– Nie zapomnijmy też, że kraje OPEC podniosą poziomy produkcji, chcąc załagodzić kryzys – obecnie ropa powyżej 100 USD pozostaje scenariuszem spekulacyjnym, ale zdecydowanie nie przesądzonym. Kluczowe będzie to, jak długo konflikt będzie trwał i jak bardzo zdetermimowany w destabilizacji regionu będzie Iran, który już po pierwszych dwóch dniach wojny poniósł wielkie straty – mówi Szmyd.

Nie da się jednak nie zauważyć, że Iranowi do siania chaosu wystarczy samo grożenie blokadą cieśniny. Łączy ona Zatokę Perską z Zatoką Omańską i Morzem Arabskim leżącym w północnej części Oceanu Indyjskiego. Ropę wysyłają tędy Arabia Saudyjska, Bahrajn, Irak, Iran, Kuwejt i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Co dalej? Huśtawka nastrojów i widmo niepewności

Na razie nie wiadomo, jak rozwinie się sytuacja w regionie. Iran w odwecie rozesłał rakiety niemal w każdym możliwym kierunku. Zapłonął Dubaj, Izrael, Bahrajn, Abu Zabi. Jeśli chodzi o kwestie turystyczne, mogą na tym stracić nasze biura podróży, ale zyskać może Polska jako tzw. destynacja. Bo jesteśmy krajem uważanym za bezpieczny.

– Bliski wschód, a szczególnie Dubaj, Abu Zabi, Katar to kraje, które radykalnie zyskują na znaczeniu turystycznym. To popularne destynacje wśród Europejczyków, w tym Polaków. Zdarzenia na bliskim wschodzie pokazują nam, że należy słuchać ostrzeżeń MSZ odnośnie podróżowania w kierunki zagrożone, a także w ich okolice. To kwestia naszej odpowiedzialności. Spodziewam się, że ruch turystyczny z Polski do Dubaju radykalnie spadnie, co nie będzie bez znaczenia dla naszych biur podróży. Należy jednak podkreślać, że dla wielu turystów planujących zwykle bardzo drogie wakacje na bliskim wschodzie Europa wyda się bezpieczną i atrakcyjniejszą destynacją – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Inne gałęzie gospodarki raczej nie odczują skutków irańskich ataków odwetowych.

– Wymiana handlowa Polski ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi jest bardziej znacząca i rośnie w ostatnich latach. W 2024 roku łączna wartość towarów i usług wymienionych z ZEA wyniosła prawie 2 mld euro z czego eksport z Polski wyniósł zdecydowanie powyżej 1 mld USD (meble, środki farmaceutyczne, produkty spożywcze, maszyny). Jeśli gospodarka regionu miałaby spowolnić, a logistyka Emiratów być trwale zakłócona, tu potencjał do "strat" wśród polskich firm jest większy, ale w skali całego kraju – nadal śladowy – mówi nam Eryk Szmyd.

Zakładnicy geopolityki

Globalny strach przed eskalacją działań militarnych na Bliskim Wschodzie to twardy dowód na systemowe powiązanie polskiej ulicy z geopolityką. O ile nasz rynek pracy i kondycja lokalnych firm pozostają bezpieczne dzięki marginalnym kontaktom handlowym z Iranem, to stacje benzynowe i półki w supermarketach przyjmą na siebie pełne uderzenie.

Nawet jeśli wojna ograniczy się tylko do wzajemnych pogróżek, nałożona na ropę "premia za ryzyko" wyciągnie z naszych portfeli konkretne pieniądze. Na razie nie wiadomo jak duże, bo sytuacja jest niezwykle skomplikowana i płynna.

Iran może walczyć, może się zdemokratyzować, reżim może upaść, ale zdziesiątkowana opozycja może nie przejąć władzy... Scenariuszy jest mnóstwo i na żadny nie mamy wielkiego wpływu. Pozostaje nam patrzeć na ceny paliw na pylonach.