
Blokada najważniejszego szlaku naftowego świata przywołuje cenowe koszmary z 2022 roku. Rynki drżą, patrzymy w złym kierunku. Europejska "zielona polityka" okazuje się naszą najpotężniejszą tarczą. Kto zatem wpadnie w energetyczną przepaść? Odpowiedź może was zdziwić. We własne, surowcowo-inflacyjne sidła wpadają dziś... USA i Chiny. Te kraje, w przeciwieństwie do nas nie wyciągnęły wniosków z historii.
Od kilku dni światowe rynki finansowe przypominają rozpędzony pociąg, któremu nagle zgasły światła. Jedzie dalej, ale nie wiadomo, po jakich torach. Zamknięcie cieśniny Ormuz i rosnące napięcia na Bliskim Wschodzie wywołały falę histerii. Inwestorzy i analitycy rwą włosy z głowy, wieszcząc powtórkę z energetycznego koszmaru z 2022 roku, a najwięksi pesymiści przywołują mroczne widmo naftowych wstrząsów z lat 70. XX wieku.
Ale zanim wpadniemy w panikę, warto wziąć oddech i spokojnie spojrzeć na dane. Bo obraz, który się z nich wyłania, całkowicie przeczy medialnej wrzawie.
Irański blef. Kolos na glinianych nogach
Blokada kluczowego dla świata szlaku wodnego to bez wątpienia potężny cios w łańcuchy dostaw. Jednak rynki wyceniają to dziś racjonalnie: to bolesne, ale krótkoterminowe zaburzenie, które może i przyhamuje wzrosty, ale nie odwróci globalnych trendów. Dlaczego? Odpowiedź leży w samym Teheranie.
Irański reżim uwielbia prężyć muskuły, sypiąc groźbami i obietnicami krwawego odwetu. Ale faktyczna zdolność militarna i finansowa Iranu do długotrwałego ostrzału rejonu Zatoki Perskiej maleje z dnia na dzień. Gospodarka tego kraju jeszcze przed eskalacją konfliktu balansowała na krawędzi katastrofy humanitarnej. Republika Islamska po prostu nie ma żadnego ekonomicznego bufora, który pozwoliłby jej przetrwać wyniszczającą, przedłużającą się wojnę.
Zielona tarcza Europy. Śmialiśmy się, a to ratuje nam skórę
Tu dochodzimy do absolutnie fascynującego zjawiska. Wielu ekspertów, polityków i zwykłych obywateli traktowało unijną politykę redukcji emisji z przymrużeniem oka – ot, światopoglądowa, ekologiczna fanaberia. Dziś okazuje się, że to brutalnie skuteczna polityka obronna.
Jak zauważa w swojej analizie Kamil Szczepański, Młodszy Analityk Rynków Finansowych XTB, Europa nie ma własnych złóż ropy i gazu, by samodzielnie przetrwać. I przez lata kraje Bliskiego Wschodu i Rosja bezlitośnie wykorzystywały to uzależnienie jako narzędzie szantażu. Stary Kontynent miał dwa wyjścia: całkowicie oddać swoją suwerenność w ręce dyktatorów dysponujących kurkami z ropą, albo drastycznie ściąć zużycie paliw kopalnych.
Zobacz także
Wybrano to drugie. I choć bolało, dziś pijemy szampana. Mimo, iż wielu polityków zapewnia o planach fedrowania węgla i paleniu ropy, to dobrze wiedzą, iż nie ma do nich powrotu. Najważniejszy fakt jest taki, że gospodarka Europy ma dziś energochłonność o blisko 30 proc. mniejszą niż gospodarka USA i niemal o połowę mniejszą niż gospodarka Chin.
Warto dodać, że nie chodzi o liczby bezwzględne: mowa o przeliczaniu zużycia energii na PKB. Całkowite zużycie energii w USA jest o około 56 proc. wyższe w przeliczeniu na osobę niż średnia światowa. UE jest znacznie bardziej efektywna.
Prawdziwy przegrany siedzi w Pekinie
Jeśli ktoś w tej globalnej układance naprawdę powinien dzisiaj panikować, to są to Chiny. Państwo Środka importowało z Bliskiego Wschodu ponad połowę całej zużywanej przez siebie ropy.
Przecięcie cieśniny Ormuz oznacza, że gigantyczny chiński przemysł staje przed widmem kryzysu rentowności. A co jeśli irański reżim upadnie? Biorąc pod uwagę głośną "specjalną operację" w Wenezueli ze stycznia 2026 roku, Pekin może obudzić się w koszmarze: ich jedynym liczącym się, stabilnym dostawcą energii zostanie Rosja.
Ta sama Rosja, której naftowa infrastruktura jest dziś regularnie, metodycznie i widowiskowo obracana w perzynę przez ukraińskie drony. To energetyczna pułapka bez wyjścia.
Inflacyjne tsunami przyjdzie... z USA
Jeśli zastanawiasz się, co w takim razie pożre twoje oszczędności, przestań patrzeć na Bliski Wschód i spójrz na Waszyngton. To nie Iran, a Stany Zjednoczone są dziś głównym motorem globalnej drożyzny.
Owszem, USA odnotowały w 2025 roku imponujący wzrost gospodarczy (pomimo specyficznych działań administracji Donalda Trumpa). Analityk XTB uważa, że ten wzrost jest w dużej mierze syntetyczny. Zbudowano go na potężnych zbrojeniach oraz histerycznej rozbudowie infrastruktury sztucznej inteligencji (AI/IT).
Ameryka dewastuje własny budżet i pompuje bańkę inflacyjną, kupując za to gospodarczy "sukces", którego zwykły amerykański Smith nie widzi we własnym portfelu. Złota rada dla uważnych inwestorów? Zamiast obsesyjnie odświeżać wiadomości o zablokowanych tankowcach w cieśninie Ormuz, zacznijcie uważnie śledzić amerykańskie wskaźniki inflacji (PCE i CPI). To stamtąd nadejdzie prawdziwy wstrząs dla światowej gospodarki.
