
Wszelkie znaki na niebie i ziemi – a przynajmniej te na pylonach stacji benzynowych i wykresach Bloomberga – wskazują, że możni tego świata wreszcie uruchomili kalkulatory i uznali, że pokój się opłaca. Ropa faktycznie tanieje, wraz z nią topnieje nieco napięcie. Ale Trump ma w tym pewien interes.
To niesamowite, jak szybko nastroje na świecie potrafią przesunąć się od wizji globalnego pożaru do ostrożnej nadziei na wielki reset. Zapach prochu powoli wietrzeje, a rozgrzane głowy zaczynają się skłaniać ku elementarnej logice.
Jeszcze kilka dni temu ropa dobijała do 110 USD, a świat drżał przed całkowitą blokadą Cieśniny Ormuz. Dziś baryłka kosztuje 94 USD, a na rynki wraca życie. Dlaczego? Wygląda na to, że Waszyngton i Teheran rozpoczęły dość skomplikowany, ale w końcu wspólny taniec.
15 punktów nadziei (i amerykański desant w tle)
Amerykanie wyciągnęli marchewkę. Przez Pakistan trafił do Iranu 15-punktowy plan pokojowy, zakładający 30-dniowe zawieszenie broni. Donald Trump, samozwańczy mistrz psychologicznych gierek, przestał grozić śmiercią Irańczykom, a zaczął nagle chwalić "nowe irańskie elity". Czy to miłość? Skądże.
To czysty pragmatyzm (prawdopodobnie, bo w przypadku Trumpa nic pewne nie jest). Ale Donald Trump wie, że zbliżają się wybory do Kongresu. Wie, że jego pozycja w sondażach pikuje. Nic tak nie zabija poparcia jak benzyna po 6 dolarów za galon i drożejące hamburgery. Dlatego Waszyngton gra wobec Teheranu metodą kija i marchewki.
Marchewka to obietnica deeskalacji i łagodne słowa prezydenta. Jest i kij w postacu amerykańskich marines z grupy USS Tripoli, którzy są już u wybrzeży Iranu, a komandosi z 82. dywizji powietrzno-desantowej grzeją silniki w Fort Bragg.
Przesłanie jest takie: "Dajemy wam szansę wyjść z tego z twarzą, ale jeśli jej nie weźmiecie, zabierzemy wam wyspę Chark i odetniemy od reszty świata".
Iran w narożniku, Chiny w niecierpliwości
Teheran jest w trudnej sytuacji. W przeciwieństwie do Ukrainy nie ma za plecami całego zachodniego przemysłu zbrojeniowego. Co więcej, Chiny – największy odbiorca ich surowców – mają już dość tego zamieszania. Pekin chce stabilnego handlu, a nie płonących tankowców.
Z drugiej strony, irańskie elity to twardzi gracze. Onie też przecież wiedzą, że Trumpowi się spieszy, więc będą negocjować do ostatniej kropli ropy. Jeśli Iran przesadzi i utrzyma blokadę Cieśniny Ormuz, czeka nas kolejna fala eskalacji. Ale dziś, 25 marca, rynek wierzy w rozsądek.
Zobacz także
Złoty łapie oddech. Ile zapłacimy za dolara?
Dla nas w Polsce ten powiew optymizmu ma konkretny wymiar – nasze portfele. Kiedy świat przestaje się bać końca świata, kapitał wraca do takich krajów jak Polska, a nasz złoty zaczyna prężyć muskuły.
Aktualne kursy (25 marca, południe):
Jeśli deeskalacja stanie się faktem, analitycy (w tym Eryk Szmyd z XTB) przewidują, że dolar może wrócić do poziomu 3,50 PLN, a euro spaść poniżej 4,20 PLN. To byłaby gigantyczna ulga dla importerów, turystów i każdego, kto marzy o tańszej elektronice.
Ostrożny optymizm
Wydaje się, że Trump osiągnął swój cel minimum – pokazał siłę, osłabił potencjał Iranu na lata i teraz chce ogłosić zwycięstwo przed własnym elektoratem. Pytanie tylko, czy Teheran przyjmie tę ofertę pozornej kapitulacji.
Na razie znaki na niebie wskazują, że lęk przed totalną wojną przegrywa z chęcią zarabiania pieniędzy. I to wcale nie jest zła wiadomość.
