
Kiedy ceny paliw na pylonach idą w górę, notowania rządu zwykle spadają. Doskonale wie o tym premier Donald Tusk, ale nie ma swojego Daniela Obajtka. Jak ustaliło RMF FM, gabinet Donalda Tuska szykuje jednak interwencję na rynku paliw, by zatrzymać drożyznę. Na stole leżą trzy scenariusze, ale w tle toczy się twarda, polityczna gra.
Interwencja na rynku paliw staje się faktem. Władza szuka sposobu na obniżenie cen benzyny i diesla. Problem w tym, że ktoś musi za to zapłacić, ale chętnych do wzięcia na siebie kosztów tej operacji brakuje. Uwolnienie rezerw strategicznych, cięcie akcyzy, a może zmuszenie Orlenu do wzięcia kosztów na klatę?
Na razie wiadomo, że powtórki z "przedwyborczych cudów paliwowych" z czasów Daniela Obajtka nie będzie. Rząd szykuje autorską receptę na drożyznę na stacjach. Z najnowszych przecieków wynika, że premier i ministrowie prowadzą zakulisowe rozmowy z władzami Orlenu. Stawka jest wysoka, bo na stole leży groźba wprowadzenia podatku od ponadnormatywnych zysków giganta.
Najbardziej prawdopodobny scenariusz zakłada, że za ulgę na stacjach zapłaci sam Orlen. Koncern świetnie zarabia na tanim gazie z USA, co rząd zamierza teraz brutalnie wykorzystać w negocjacjach.
Jak ustaliło RMF FM, odbyły się już pierwsze spotkania na linii premier, kluczowi ministrowie oraz władze Orlenu. Cel jest jeden: zatrzymać podwyżki, a docelowo doprowadzić do obniżenia cen na stacjach. Zespół kryzysowy pracuje obecnie nad trzema wariantami.
Trzy drogi do tańszego tankowania
Polityczny szantaż podatkiem od nadmiarowych zysków
Jak zmusić spółkę giełdową, która musi dbać o wyniki finansowe, do dobrowolnego cięcia zysków? Mateusz Morawiecki i Jarosław Kaczyński mieli swojego Daniela Obajtka, który skrupulatnie dbał o ich polityczne interesy. Ale Ireneusz Fąfara to nie Obajtek i łatwo nie odpuści interesów spółki, którą kieruje. Rząd ma jednak asa w rękawie.
Spójrzmy: Orlen znajduje się obecnie w doskonałej sytuacji finansowej. Koncern świetnie zarabia nie tylko na samej produkcji paliw, ale również na niezwykle zyskownym mechanizmie: sprowadza tani gaz LNG ze Stanów Zjednoczonych i sprzedaje go na rynkach europejskich po znacznie wyższych cenach. Te "złote żniwa" są bacznie obserwowane przez polityków.
Zobacz także
W otoczeniu rządu pojawiły się – i to z pewnością nieprzypadkowo – głosy o możliwości jednorazowego obłożenia Orlenu tzw. podatkiem od nadmiarowych zysków (ang. windfall tax). To klasyczna metoda "kija i marchewki", a raczej miękkiego szantażu rynkowego.
Kalkulacja rządu jest prosta: zamiast ustawowo uderzać w firmę nowym, bolesnym podatkiem, który odbiłby się negatywnie na wycenie giełdowej, politycy dają zarządowi Orlenu szansę. Jeśli koncern "dobrowolnie" ulży kierowcom i obniży ceny, temat uciążliwego podatku zostanie zamknięty w szufladzie.
Wnioski dla kierowców
Rząd Donalda Tuska stoi przed poważnym testem. Musi udowodnić, że potrafi reagować na paliwową drożyznę, nie uciekając się jednocześnie do metod, za które jeszcze niedawno bezlitośnie krytykował swoich poprzedników. Wszystko wskazuje na to, że ostateczny rachunek za ten polityczny spokój zostanie wystawiony Orlenowi. Pytanie tylko, czy rynki finansowe i akcjonariusze koncernu przyjmą tę "dobrowolną" interwencję ze zrozumieniem.
