premier Tusk na tle dystrybutora z paliwem
Jest decyzja ws. VAT-u na paliwa. Możemy odetchnąć, będzie taniej Fot. engin akyurt / Unsplash / KPRM / X.com / Montaż: INNPoland.pl

Rząd Donalda Tuska podjął jednak decyzję o obniżce VAT na paliwa i akcyzy paliwowej. VAT leci w dół z 23 na 8 proc., akcyza spada do poziomów groszowych. Tusk zapowiedział też rozwiązanie do tej pory niespotykane: ustalenie maksymalnej ceny paliwa na stacjach benzynowych. Pakiet zmian zwany CPN (Ceny paliwa niżej) mają wejść w życie ekspresowo.

REKLAMA

Aktualizacja:

Premier Tusk zapowiedział, że zmiany wejdą w życie przez Wielkanocą. Najważniejsza kwestia to obniżenie VAT-u na paliwa z poziomu 23 proc. na 8 proc. Jednocześnie spada też akcyza, do najniższego możliwego poziomu, czyli 28-29 groszy.

Kolejną sprawą jest codzienne ustalanie maksymalnej ceny paliwa na stacji. Tusk nazwał to rozwiązanie "kryzysowym". Każdego dnia na każdej stacji cena benzyny i diesla na stacji nie będzie mogła przekroczyć określonej wartości.

Premier dodał też, że zmiany mają wejść w życie w tempie ekspresowym. Treść zmian prawnych ma być gotowa i podana do publicznej wiadomości dziś wieczorem. Marszałkowie Sejmu i Senatu jutro poddadzą przepisy pod głosowanie. Jutro wieczorem gotowe ustawy mają trafić na biurko prezydenta. Niższe ceny na stacjach mamy zobaczyć jeszcze przed Wielkanocą.

Pytanie: o ile stanieje paliwo?

Możliwą obniżkę VAT-u na paliwa zapowiadał dziś minister finansów Andrzej Domański. Przyznał w rozmowie w radiowej Trójce, że cięcie VAT-u na paliwa jest "prawdopodobne". Ekipa, która krytykowała metody Obajtka, dziś rozważa ten sam scenariusz, by ratować polskie portfele.

Obniżka VAT o 15 punktów do 8 proc. spowodowałaby ścięcie cen paliwa. Jeśli założymy teoretycznie, że litr kosztuje 7 złotych, to obecnie 23 proc. tej kwoty jest VAT-em. To ok. 1,61 zł. Gdyby VAT spadł do 8 proc., cena na pylonie zjechałaby do poziomu ok. 5,82 zł za litr. To oczywiście wyliczenia dość zgrubne, ale sam premier zapewnił, że ceny paliw powinny spaść o "złoty kilkadziesiąt".

Mimo wszystko decyzja o obniżce VAT jest zaskoczeniem. Jeszcze niedawno słyszeliśmy, że "ręczne sterowanie" cenami na stacjach to domena przeszłości. Jednak rzeczywistość 2026 roku – z ropą Brent przebijającą 100 USD i zablokowaną Cieśniną Ormuz – chyba zmusiła rząd do drastycznych kroków.

Ten scenariusz jeszcze kilka miesięcy temu byłby nie do pomyślenia. Obecnie stało się jasne, że same obniżki marż przez Orlen (o których pisaliśmy wczoraj) to za mało, by powstrzymać drożyznę.

Państwo musi sięgnąć do własnej kieszeni – czyli do wpływów podatkowych. I tu rodzi się problem, bo niższy VAT to mniejsze wpływy do budżetu. Z drugiej jednak strony obniżenie jednego z najważniejszych podatków musi zahamować ewentualny skok inflacji. Wbrew pozorom inflacja jest w pewien sposób dobra dla budżetu, bo dostarcza mu większe ilości pieniędzy z podatków. Obywatele jednak wolą – i trudno się dziwić – martwić się o stan własnych portfeli.

Jak pisaliśmy wcześniej, największą obawą ministra Domańskiego jest to, by miliardy, które budżet straci na podatku, nie "wyparowały" po drodze do baku. Chodzi o to, by ceny rzeczywiście spadły, a nie o to, by obniżony podatek został w rękach dostawców, dystrybutorów czy stacje benzynowych.

Duch Obajtka nad resortem finansów?

Trudno nie zauważyć ironii losu. Obecna ekipa rządząca przez lata krytykowała "tarcze antyinflacyjne" poprzedników, nazywając je psuciem rynku i ukrywaniem inflacji. Dziś rząd prawdopodobnie zdecydował się na ten sam manewr.