Polski pracownik na tle banknotu 100 zł i mapy Europy.
Eurostat opublikował dane o średnich kosztach godzinowych pracy w Europie. Polska ze wzrostem o 8,8 proc. Fot. BigBlues/Shutterstock/Janusz Pienkowski/Getty Images/kompozycja własna

Eurostat oszacował średnie koszty pracy godzinowej w Unii Europejskiej. Wedle nowych danych, to koniec stereotypu taniego polskiego pracownika. Wyprzedziliśmy m.in. Bułgarię, Rumunię i Węgry.

REKLAMA

Wedle wskazania Eurostatu średnie godzinowe koszty pracy w strefie euro wynoszą 34,9 euro i 38,2 euro, w porównaniu z odpowiednio 33,5 euro i 36,8 euro w 2024 r. Polska uplasowała się poniżej tej średniej i ma wciąż daleko do liderów, ale wyprzedziła znacznie kraje, których pracownicy uchodzą obecnie za tanich.

Średnie koszty pracy na godzinę w Polsce wedle Eurostat

Jak podał Eurostat pod koniec marca, godzina pracy polskiego pracownika wynosiła w 2025 r. 19,1 euro (ok. 82 zł). Rok wcześniej było to 17,3 euro (ok. 74 zł). Pokazuje to, że stopniowo zmniejszamy dystans do największych gospodarek, a nasi pracownicy zarabiają więcej. Na wskaźnik wpływa suma wszystkich wydatków, jakie ponoszą firmy, zatrudniając i utrzymując pracowników w danym kraju, w tym uwzględnia się pensje i koszty pozapłacowe, jak składki na ubezpieczenia społeczne.

Na szczycie zestawienia znalazły się Luksemburg (56,8 euro), Dania (51,7 euro) i Holandia (47,9 euro). Najniższe godzinowe koszty pracy wskazano w Bułgarii (12 euro), Rumunii (13,6 euro) i na Węgrzech (15,2 euro).

W praktycznie wszystkich krajach odnotowano wzrost kosztów pracy, a najwyższe dynamiki zaobserwowano w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Polska zaliczyła skok o 8,8 proc. rok do roku. W największych gospodarkach Europy tempo wzrostu było zauważalnie niższe: we Francji wynosiło 2 proc., we Włoszech 3,2 proc., a Hiszpania, Cypr oraz Luksemburg po 3,5 proc.

Najwyższe koszty pracy w UE odnotowano w gospodarce niebiznesowej, z wyłączeniem administracji publicznej. Najniższe: w sektorze budowlanym.

Czy Polacy nadal są tanią siłą roboczą?

Wiadomo, jak to jest z tanią siłą roboczą: im niższe koszty pracownika, tym chętniej zagraniczni inwestorzy decydują się na lokowanie produkcji w danym kraju celem poszukiwania oszczędności. Polska obecnie jest bliżej środka europejskiej stawki, ale pozostaje nadal atrakcyjnym miejscem do inwestycji z powodu swojego położenia i rozpędzonej gospodarki.

W praktyce nasi eksperci są często warci połowę tego, co dostawaliby w krajach z czoła stawki, a jakością wcale nie odbiegają od liderów. Nie ma co się też dziwić, że jednym z problemów, jaki Polska musi rozwiązać, to docenienie naszych specjalistów. Na INNPoland poruszaliśmy problem "drenażu mózgów".

"Nakłady na badania i rozwój w Polsce muszą dogonić średnią europejską. W skali europejskiej jest to 2,2 proc. PKB, a u nas mamy w tym momencie trochę więcej niż 1,5 proc. PKB. Pieniądze na rozwój polskiej nauki muszą się znaleźć: na finansowanie badań, ale i zatrudnienia" – powiedział minister nauki i szkolnictwa wyższego Marcin Kulasek cytowany przez portal naukawpolsce.pl. Przypominamy, że w Polskiej Akademii Nauk fizyk potrafi zarabiać gorzej niż kasjer w dyskoncie.