
Polska i Europa nie są znane jako giganci produkcji elektroniki, ale nie jest też tak, że Polska pozostaje całkowitą pustynią.
Wielkie nadzieje wiązaliśmy z planami budowy pod Wrocławiem fabryki Intela, ale ten amerykański gigant pod presją problemów wewnętrznych wycofał się z tego projektu. Nie tylko zresztą u nas, ale i w Niemczech, bo fabryki te były ze sobą połączone. Wtedy tak samo szybko zniknęliśmy z globalnej mapy produkcji półprzewodników jak się na niej pojawiliśmy.
Rosnąca potrzeba wzrostu niezależności technologicznej, czy to europejskiej, czy polskiej, otwiera jednak nowe możliwości, ułatwia dostęp do kapitału i pozwala marzyć o rzeczach dotychczas trudnych do osiągnięcia.
Polski Krzem. Firma znad Wisły rozpycha się na rynku półprzewodników
Jednym z przykładów może być firma Polski Krzem, którą parę miesięcy temu założyła grupa weteranów z Intela i paru innych firm z branży półprzewodnikowej. To co świadczy o rozsądku założycieli to oparcie się na tzw. podejściu fabless oraz wykorzystanie otwartego standardu RISC-V do projektowania polskich chipów.
Co to znaczy? Podejście fabless oznacza zlecanie produkcji w działających już fabrykach, ponieważ budowa takiej fabryki oznaczałaby inwestycje warte miliardy złotych. Wykorzystanie architektury RISC-V oznacza po pierwsze przyśpieszenie prac, a po drugie wykorzystanie istniejących branżowych standardów. Firma chce się skupić na tworzeniu chipów do wykorzystania w branży wojskowej, energetycznej i kosmicznej, a ich główny cel to bezpieczeństwo chipów i tzw. szyfrowanie postkwantowe.
Jak zapowiadają twórcy, trwają rozmowy z polskimi funduszami i inwestorami, bo wymogi finansowe są niebagatelne. Mowa o kilkuset milionach złotych w początkowej fazie budowy firmy.
Samo szyfrowanie postkwantowe to w branży gorący temat i pracuje nad nim nie tylko polskie wojsko w postaci Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Wojskowi eksperci przeprowadzili już udane testy rozwiązań, które mają być wdrażane w polskim wojsku i służbach specjalnych. ResQuant, startup z Łodzi, zajmuje się właśnie projektowaniem systemów odpowiedzialnych za szyfrowanie odporne na, kolokwialnie mówiąc, komputery kwantowe, które zniszczą obecne, klasyczne systemy bezpieczeństwa.
Zobacz także
Polskie doświadczenie w projektowaniu chipów
Polska posiada już zresztą pewne kompetencje w projektowaniu elementów lub całych chipów. ChipCraft z Warszawy/Lublina specjalizuje się w projektowaniu elektroniki do systemów satelitarnych GPS, a Digital Core Design z Bytomia to prawdziwy weteran. Istniejąca już od ponad 25 lat firma chwali się, że zaprojektowane przez nich systemy trafiły do ponad miliarda urządzeń elektronicznych na całym świecie.
Nie jest jednak też tak, że Polska jest globalną pustynią. Wilk Elektronik, producent pamięci i dysków, to mały, ale jednak uznany producent elektroniki. Firma mająca ponad 35 lat doświadczenia, nie produkuje oczywiście kluczowych elementów swoich pamięci, ale jest to absolutny globalny standard. Nawet najwięksi, jak Kingston czy Corsair są tylko i aż ekspertami od montowania chipów od dostawców jak Samsung, Micron czy SK Hynix. Faktycznych producentów w skali TSMC, Samsunga czy Intela w Europie nie ma w ogóle, a i Goodram jest unikatem w skali Europy.
Warto to docenić, nawet jeśli chciałoby się mieć więcej. Niestety nie ma tutaj łatwiej ścieżki rozwoju, ponieważ przeskoczenie tego wymagałoby dokonania przez Goodram wielomiliardowych inwestycji, bez gwarancji sukcesu, a sama firma daleka jest od posiadania takich środków.
Bez wątpienia perłą w koronie pozostaje Vigo Photonics, unikatowy w skali świata producent fotonicznych układów scalonych i detektorów fotonowych, wykorzystywanych w medycynie, wojsku i branży kosmicznej. To ich detektory wylądowały na Marsie z amerykańskim lądownikiem.
Obecnie firma szykuje się do budowy wartej miliard złotych fabryki fotonicznych układów scalonych, która ma ich wprowadzić do pierwszej ligi w tej niszy produkcyjnej oraz uczynić pierwszym na świecie producentem fotonicznych układów scalonych w zakresie tzw. średniej podczerwieni.
Warto by było, aby polskie państwo chuchało i dmuchało na firmę z Ożarowa. Vigo już teraz dostarcza podzespoły do Polskiej Grupy Zbrojeniowej i należy liczyć, że ten szybko rosnący producent uzbrojenia będzie traktował tę współpracę priorytetowo.
Instytucje, które "trzymają" elektronikę w Polsce
Za aspekty badawczo-rozwojowe w kwestii elektroniki i odpowiedniki odpowiadają w Polsce głównie dwie instytucje. Jedno to związany z Politechniką Warszawską CEZAMAT, który posiada już infrastrukturę wartą około 2 miliardy złotych, która może stanowić bazę do krajowej linii produkcji układów scalonych.
Nie mówimy oczywiście o najbardziej zaawansowanych i najmniejszych wersjach układów scalonych, ale o alternatywnych i mniej wymagających produkcyjnie, ale nadal bardzo nowoczesnych, które i tak znajdują zastosowanie w tysiącach produktów.
Drugą instytucją jest Łukasiewicz – IMiF (Instytut Mikroelektroniki i Fotoniki), intensywnie zaangażowany w europejski projekt linii pilotażowej w zakresie produkcji tzw. półprzewodników szerokoprzerwowych.
Dodatkowe środki i perspektywy dla tych ośrodków badawczych jak i środki dla Vigo Photonics znalazły się dzięki unijnemu CHIPS Act, który zakłada wydanie miliardów euro na europejską suwerenność półprzewodnikową.
Mamy więc jak widać liderów i struktury, które mają przed sobą przyszłość wartą wsparcia państwa nie tylko w zakresie finansowania produkcji i badań, ale również w zakresie bycia kluczowym klientem dla przyszłych polskich chipów. Orlen, PGE czy PGZ to firmy, które mogą złożyć w nich naprawdę spore zamówienia i liczmy na to, że w tym kierunku pójdzie program "local content" zapowiadany przez premiera Polski.
