Gdańsk
Gdańsk czeka bitwa o ogródki restauracyjne. Właściciele knajp walczą o wszystko Fot. Lidia Stawinska / Unsplash

Gdańscy restauratorzy nie chcą zamykać swoich ogródków zewnętrznych przed północą. A taki wymóg może zostać wprowadzony po stworzeniu na terenie Głównego Miasta (umownej "starówki) parku kulturowego. Proponowane przez władze miasta limity mają zredukować hałas, który negatywnie wpływa na dobrostan mieszkańców. Ale zredukują też obroty w restauracjach, bo wiele z nich żyje właśnie z ogródków, obleganych głównie wieczorową porą.

REKLAMA

Sprawa parku kulturowego w Gdańsku staje się powoli istną telenowelą. Kilka tygodni temu władze miasta ogłosiły, że odkładają jego wprowadzenie o kolejny rok. To drugi raz w ciągu ostatniej dekady, kiedy pomysł uregulowania zasad funkcjonowania biznesów w centrum miasta nie może zostać doprowadzony do końca. Przez to Główne Miasto ciągle pełne jest naganiaczy, klubów go-go, automatów do gier i meleksów.

Park kulturowy w Gdańsku jak telenowela

W swoim marcowym tekście w InnPoland pisałem o tym, że drażliwą kwestią w projektowanym parku kulturowym jest wątek związany z restauracjami. Są to miejsca bezdyskusyjnie potrzebne, tworzące charakter miasta, składające się na jego niepowtarzalny klimat.

Otóż zewnętrzne ogródki restauracyjne również mają podlegać regulacjom parku kulturowego. Miasto uznało bowiem, że są podobnym problemem do załatwienia co muzycy grający od rana do nocy w bramie czy pijani ludzie wytaczający się z wśród wrzasków z nocnych klubów.

Gdańsk. Restauratorzy zawiązują stowarzyszenie

Jako że propozycja władz Gdańska mówi o tym, że w dni powszednie ogródki restauracyjne miałyby kończyć działalność o 23:00, a w weekendy o północy, branża gastronomiczna postanowiła głośno zaprotestować. Właśnie zawiązano Gdańskie Stowarzyszenie Restauratorów, które w imieniu branży zamierza prowadzić dyskusję z przedstawicielami ratusza. A chodzi o nawet 200 lokali, które mogą zostać objęte ograniczeniami parku kulturowego.

– W sezonie letnim w wielu lokalach 80 do 85 proc. miejsc dla gości znajduje się w ogródkach gastronomicznych. Planowane zamykanie ogródków o 23:00 w tygodniu i o 24:00 w weekendy oznacza w praktyce konieczność przyjmowania ostatnich zamówień już około 21:30 – mówi rzecznik Gdańskiego Stowarzyszenia Restauratorów Krzysztof Kopeć. Dlaczego? W sezonie w Gdańsku turystów jest mnóstwo i na realizację zamówienia czeka się nawet ponad godzinę.

Kopeć zaznacza, że ograniczenie byłoby uciążliwe, bo wielu turystów do centrum Gdańska dociera pod wieczór, po całodziennym plażowaniu bądź zwiedzaniu okolic Trójmiasta, a ogródek restauracyjny jest często jedynym miejscem, w którym mogą zjeść kolację.

Bez niego wiele knajp po prostu zamknie się wcześniej, gdyż w środku ma zaledwie kilka stolików. Dodatkowo Gdańsk od lat promuje się za granicą jako miejsce pełne kulinarnych atrakcji. A klienci wymagają, by były to atrakcje czynne dłużej, tak jak we Włoszech czy Hiszpanii.

Ludzie wyprowadzają się przez hałas

Dla restauratorów szybkie zamykanie ogródków oznacza istotny spadek zysków, bo to właśnie wieczorami ruch jest u nich w sezonie największy. Problem w tym, że to właśnie nocny hałas jest jednym z głównych powodów rozpoczęcia prac nad parkiem kulturowym. Trudno jest więc pogodzić interes branży gastronomicznej z interesem mieszkańców, których w Śródmieściu jest coraz mniej, bo przez wysokie decybele wyprowadzają się z serca Gdańska jeden po drugim.

Dlatego potrzebny jest dialog, zwłaszcza, że lwia część problemów na Głównym Mieście wcale nie jest związana z restauracjami. Jak wspomniałem na początku, największym problemem, z którym samorząd obecnie nie walczy, są kluby go-go i ich agresywni naganiacze. Próbują oni ściągnąć z ulicy Długiej czy Długiego Targu jak najwięcej osób, najlepiej lekko podpitych, by były skłonne wydać jak najwięcej pieniędzy.

Jeśli miasto będzie upierać się przy szybkim zamykaniu ogródków, dyskusja wokół parku kulturowego może przeciągać się w nieskończoność. Tymczasem część spraw jest do załatwienia natychmiast. Jeszcze w kwietniu ma się odbyć spotkanie urzędników z restauratorami, by wypracować kompromisowe rozwiązanie. Oby się udało, bo o ile w 2026 roku parku kulturowego w Gdańsku już na pewno nie będzie, to 2027 rok wciąż jest realną perspektywą. Krakowa czy Wrocławia takie regulacje nie zabiły, Gdańsk też wytrzyma.