
Stocznia Cesarska w Gdańsku zmienia właściciela. Najstarszy obszar historycznych terenów postoczniowych został sprzedany przez dwie belgijskie firmy. Transakcję poprzedziły lata drobiazgowych przygotowań pod rewitalizację. Kupiec? Polski deweloper Develia. Specjaliści od urbanistyki alarmują: to de facto ta sama firma, która już raz bezpowrotnie zepsuła panoramę tej części Gdańska, stawiając gigantyczny i nie pasujący do niczego Bastion Wałowa.
Gdańsk. Młode Miasto: wizja a rzeczywistość
Powstające na terenach postoczniowych Młode Miasto w Gdańsku budziło nadzieję na to, że nie stanie się kolejną airbnb-only dzielnicą stolicy Pomorza. Ostra kontrola konserwatorska, świadomość historycznego znaczenia terenów, kreatywne wizje nowych funkcji hal, w których przed laty budowano statki... To wszystko miało sprawić, że w mieście nazywanym republiką deweloperów pojawi się zielona wyspa, miejsce służące faktycznie lokalnej społeczności, a nie jedynie turystom i zagranicznym inwestorom.
Tereny postoczniowe składają się z dużej liczby działek, które zostały kupione przez różne podmioty z branży deweloperskiej. Efekt? Już teraz okolice ulicy Wałowej w Gdańsku są gęsto pokryte nowymi blokami, z mieszkaniami czekającymi głównie na przejęcie przez fundusze inwestycyjne lub najem krótkoterminowy przez turystów.
Ale ze Stocznią Cesarską miało być inaczej. To XIX-wieczny kompleks obiektów z czasów pruskich, w których do wybuchu I wojny światowej budowano niemieckie okręty podwodne.
Belgowie prowadzili ten projekt w wyjątkowy sposób
Belgijscy deweloperzy Alides i Revive przejęli te tereny w 2017 roku. To był czas urzędowania najbardziej restrykcyjnego konserwatora zabytków na Pomorzu w historii. Igor Strzok nie tylko na terenie stoczni nie chciał godzić się praktycznie na nic (dość powiedzieć, że udało mu się na siedem lat zablokować remont słynnego mostu w Tczewie).
A jednak Belgowie uznali, że podniosą rękawicę i przygotują taką wizję rewitalizacji Stoczni Cesarskiej, że nawet surowe recenzenckie oko konserwatora Strzoka nie będzie się miało do czego przyczepić.
W 2018 roku portal Trójmiasto.pl pisał o bardzo szerokiej wizji przyszłości Stoczni Cesarskiej, przygotowanej dla Belgów przez pracownię z Danii. Obok 3500 mieszkań miało tam znaleźć się między innymi miejsce na targ żywności, muzeum sztuki współczesnej, nadbrzeżną promenadę, miejsca spotkań, mnóstwo zieleni. Ta wizja została zrealizowana jedynie fragmentarycznie – zrewitalizowano między innymi budynek dawnej dyrekcji stoczni, którą wypełniono nowoczesnymi przestrzeniami biurowymi.
Stocznia Cesarska sprzedana. Znalazła się w rękach firmy od kontrowersyjnej inwestycji
Niestety w piątek przed Wielkanocą Belgowie ogłosili, że pozbywają się terenu Stoczni Cesarskiej w Gdańsku.
– To wyjątkowy teren w Polsce. Jesteśmy dumni z tego, co tutaj zbudowaliśmy, nie tylko w betonie i stali, ale przede wszystkim w zakresie wizji, planowania i zaangażowania społeczności. Przeprowadziliśmy ten teren przez jego najbardziej złożoną i przełomową fazę transformacji – powiedział Rikkert Leeman, prezes Alides.
Nowym właścicielem terenu został polski deweloper Develia, który w 2027 roku ma zacząć na nim realizować swoje inwestycje mieszkaniowe.
Decyzja belgijskich deweloperów błyskawicznie odbiła się echem w Gdańsku. Trudno się dziwić, bo Develia to nowa nazwa firmy deweloperskiej LC Corp. A ta budzi w stolicy Pomorza złe skojarzenia, bo to właśnie ona postawiła jedną z pierwszych inwestycji mieszkaniowych na terenach postoczniowych: Bastion Wałowa.
To cztery 17-piętrowe budynki mieszkalne, widoczne z każdego wyżej położonego punktu w Gdańsku, których budowa wzbudziła dekadę temu ogromne kontrowersje. Ówczesny prezydent Gdańska Paweł Adamowicz próbował w tej sprawie mediować z deweloperem, ale nic to nie dało. Plan zagospodarowania przestrzennego pozwalał na takie kolosy, a o zmianie formy LC Corp dyskutować nie chciało.
Zobacz także
Gdańsk. Aktywiści mówią o "najgorszym scenariuszu"
"Właściwie trudno wyobrazić sobie gorszy scenariusz dla przyszłości terenów postoczniowych. Tracimy potencjalnie najlepszego inwestora w historii Młodego Miasta" – czytamy na profilu ruchu miejskiego Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej.
"Realizuje się scenariusz, przed którym ostrzegaliśmy służby konserwatorskie w 2018 roku. I nie realizuje się przypadkiem. Nasze miasto robiło co mogło, aby zniechęcić do siebie zagraniczny kapitał z mniej 'małosycylijskim' podejściem do inwestycji. Z jednej strony mieliśmy lata blokowania inwestycji przez poprzedniego Pomorskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków, z drugiej kuluarowe naciski na wybór 'lepszych' pracowni architektonicznych" – dodają aktywiści.
Forum Rozwoju Aglomeracji Gdańskiej zaznacza, że jedyną nadzieją dla Młodego Miasta jest to, że nowy właściciel terenów Stoczni Cesarskiej będzie wdrażał pomysły poprzednika, z takim mozołem budowane przez lata.
Jeśli tak się nie stanie, może się okazać, że teren tak niebywale cenny historycznie, posiadający potencjał uczynienia z Gdańska architektonicznej postindustrialnej perły na skalę europejską, stanie się kolejną pozbawioną duszy maszynką do zarabiania pieniędzy przez wielkie podmioty branży finansowo-inwestycyjnej.
– Projekt tej skali, w tak wyjątkowej lokalizacji, niesie ze sobą zarówno ogromną odpowiedzialność, jak i silną szansę na wzrost – mówi prezes Develii Andrzej Oślizło. Pozostaje więc nam obserwować to w jaką stronę pójdzie ten projekt.
Czy ochota na jak największy wzrost zwycięży nad odpowiedzialnością za duszę bezcennego historycznie terenu? Pozostaje trzymać kciuki, że wygra jednak to drugie. Nawet jeśli to myślenie naiwne.
