
Gospodarka Polski rośnie, pociągi są bardziej punktualne niż w Niemczech, a pewność siebie rośnie. Jednak za tym kryją się napięcia społeczne – pisze "Berliner Zeitung".
Punktualność pociągów może i nie jest miarą, na podstawie której można ocenić stopień rozwoju gospodarki. Niemniej jednak mówi ona chyba coś o ogólnej sytuacji społeczno-gospodarczej kraju – zwłaszcza jeśli spojrzeć na długoterminowe trendy – pisze na łamach niemieckiej gazety "Berliner Zeitung" Jan Opielka. Dodaje przy tym, że według jego "subiektywnej oceny" pociągi PKP "są punktualne znacznie częściej niż niemieckie – odwrotnie niż miało to miejsce jeszcze 20 lat temu".
Przytacza też dane kolei, świadczące o większej punktualności polskich pociągów. "Poprawiające się wyniki kolei (…) idą w parze z innymi pozytywnymi zmianami" – zauważa autor, wskazując na wzrost gospodarczy na poziomie 3,6 proc. PKB w ubiegłym roku oraz najniższe w Unii Europejskiej bezrobocie (według Eurostatu 3,2 proc.).
Opielka wspomina też m.in. o tym, że w 2025 roku Polska po raz pierwszy dogoniła Hiszpanię pod względem PKB na mieszkańca mierzonego parytetem siły nabywczej, co – jak pisze – "ma spore znaczenie symboliczne". W dużej mierze dzięki temu trójpartyjna koalicja pod wodzą proeuropejskiego Donalda Tuska "trzyma się dość mocno". Zwłaszcza Koalicja Obywatelska Tuska na półtora roku przed wyborami wypada dobrze w sondażach – i to pomimo że nie dotrzymała wielu obietnic, w tym dotyczących polityki społecznej, podatkowej i gospodarczej.
Tusk przejął "retorykę myślenia na wielką skalę"
"Jednak Tusk przejął od swoich poprzedników z narodowo-konserwatywnej partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) retorykę myślenia na wielką skalę: Polska nie ma już być maruderem. Ma znaleźć się w klubie wielkich, a przynajmniej tych większych" – pisze Opielka.
Jak ocenia, pewne jest to, że "polski rząd może dziś myśleć w zupełnie innych kategoriach niż jeszcze dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Na tyle ambitnych, że Warszawa dąży obecnie do członkostwa w nieformalnym gronie G20. W zależności od aktualnej siły polskiej waluty względem dolara amerykańskiego Polska jest bowiem obecnie 20. co do wielkości gospodarką świata – tuż za Szwajcarią" – dodaje autor, przypominając, że w połowie kwietnia przedstawiciele Polski zostali faktycznie zaproszeni na spotkanie ministrów finansów i prezesów banków centralnych G20.
Pisząc o przyczynach względnej odporności polskiej gospodarki na kryzysy minionych lat, Opielka ocenia, że w dużej mierze wynika ona z procesu nadrabiania zaległości technologicznych i infrastrukturalnych po 1989 roku. Proces ten od 2004 roku przebiega w stabilnych instytucjonalnie ramach Unii Europejskiej oraz w warunkach swobodnego przepływu ludzi, kapitału i towarów na europejskim rynku wewnętrznym.
"Polak potrafi"
Zdaniem autora rozwój gospodarczy Polski "to coś więcej niż tylko fundusze unijne i zagraniczni inwestorzy". "To przede wszystkim polskie firmy – od mikroprzedsiębiorstw po duże zakłady oraz niektóre państwowe i prywatne koncerny – stanowią kręgosłup polskiej gospodarki" – podkreśla. Co prawda – jak dodaje – "znaczna część firm nadal działa w sektorach o stosunkowo niskiej wartości dodanej, takich jak prosta produkcja czy usługi". "Jednak obok tradycyjnie silnych branż, jak choćby przemysł meblarski, to przede wszystkim młodsze pokolenia Polaków i Polek stworzyły przedsiębiorstwa, które odnoszą sukcesy na skalę krajową, a czasem także międzynarodową" – zaznacza Opielka, przywołując popularne powiedzenie: "Polak potrafi".
Wskazuje on również na stosunkowo dużą liczbę wykwalifikowanych pracowników w Polsce, a także na powroty Polaków z emigracji zarobkowej – często z "doświadczeniem i know-how w bagażu".
"Jednym z powodów dzisiejszego sukcesu gospodarczego jest jednak także polityka rządu PiS z lat 2015-2023, ukierunkowana na popyt. Choć w Polsce i w Europie często nazywano ten rząd niszczycielem demokracji, w polityce gospodarczej i społecznej zrobiono wówczas wiele rzeczy dobrze" – ocenia Opielka. Wymienia przy tym m.in. wprowadzenie ustawowej płacy minimalnej w stawce godzinowej, nowe świadczenia socjalne, ograniczenie luki w VAT oraz kilka dużych inwestycji, w tym rozpoczęcie projektu Centralnego Portu Komunikacyjnego.
Zobacz także
Drogie mieszkania, słabe prawa pracownicze
Opielka pisze także o zagrożeniach związanych z rosnącym zadłużeniem Polski – głównie wskutek zwiększenia wydatków na obronność – ale również o "zupełnie innych problemach kraju", takich jak sytuacja na rynku mieszkaniowym i ogromne ceny najmu i zakupu mieszkań w dużych miastach.
"Liberalny rząd Donalda Tuska, którego głównym hasłem w polityce gospodarczej jest 'deregulacja', do dziś nie wdrożył państwowego programu budownictwa mieszkaniowego, o który apelował jego lewicowy partner koalicyjny. I mimo stałej obecności ukraińskich uchodźców oraz nisko wykwalifikowanych migrantów z krajów trzecich, rząd nie ma również żadnej strategii migracyjnej ani integracyjnej na przyszłą, niezbędną imigrację – tymczasem Polska należy do krajów o najniższych wskaźnikach urodzeń w UE" – zaznacza autor.
Pisze on także o "chronicznym niedofinansowaniu służby zdrowia" oraz trudnej sytuacji pracowników. "Pomijając imponujące wskaźniki ekonomiczne, kwitnące metropolie i znacznie lepszą infrastrukturę w całym kraju, sytuacja milionów ludzi na niższych szczeblach drabiny ekonomicznej i społecznej pozostaje trudna. Specjalne strefy ekonomiczne są często określane przez zatrudnionych tam pracowników mianem 'obozów pracy' – z niskimi wynagrodzeniami, zazwyczaj tylko nieznacznie wyższymi od ustawowej płacy minimalnej, wynoszącej w przeliczeniu około 1100 euro brutto miesięcznie, i przy ciężkiej pracy fizycznej. Wszystko to odbywa się przy znacznie gorszych warunkach prawa pracy niż w Niemczech. Zarówno prawa związkowe, jak i prawo do strajku są w Polsce z perspektywy pracowników słabsze niż za Odrą" – dodaje.
"Są więc jasne i ciemne strony gospodarczego rozwoju kraju, który wiele osiągnął, ale wciąż ma przed sobą sporo pracy" – konkluduje Jan Opielka.
Opracowanie: Anna Widzyk.
