polskie jabłka podbiją Brazylię dzięki umowie Mercosur
Rolnik z Grójca łatwo nie da się Mercosurowi. Steka zje, ale w zamian wyśle jabłka Fot. Gary Lee / Unsplash

Podczas gdy jedni rolnicy jeździli traktorami pod ministerstwo i rozrzucali słomę w protestach przeciwko umowie Mercosur, inni myśleli, jak wyciągnąć z niej korzyści. I zadziałali skutecznie: polskie jabłka zyskują dostęp do jednego z najbardziej obiecujących rynków świata. To dowód na to, że Mercosur działa w obie strony – i my właśnie zaczynamy na tym zarabiać.

REKLAMA

No kto by pomyślał! Podczas gdy nagłówki straszyły nas zalewem taniej wołowiny z Ameryki Południowej, rzeczywistość rynkowa funduje nam spektakularny zwrot akcji. Okazuje się, że umowa z Mercosurem to nie tylko brama wjazdowa dla argentyńskich steków, ale przede wszystkim autostrada dla polskich jabłek, które po dekadzie pukania do drzwi, w końcu mają szansę rozbić bank w Brazylii.

Jak to się stało? Polscy sadownicy, zamiast bać się konkurencji, postanowili ją po prostu... ograć na jej własnym boisku.

Jabłkowy desant na Rio: Grójec ograł "strachy na lachy"

Polscy producenci jabłek od 10 lat próbowali przebić się przez brazylijskie zasieki fitosanitarne. Brazylia, zasłaniając się obawami przed nieznanymi chorobami roślin, trzymała nasz owocowy skarb na dystans, podczas gdy rynek ten spokojnie eksplorowali Włosi czy Hiszpanie.

W maju 2026 roku karta wreszcie się odwróciła. Dzięki silnemu wsparciu Brukseli i osobistym naciskom ministra rolnictwa Stefana Krajewskiego na unijnego komisarza Christophe'a Hansena, polityczna zgoda na otwarcie rynku jest już faktem. Donosi o tym brukselska korespondentka RMF FM, Katarzyna Szymańska-Borginon.

Strategia "pustego koszyka"

Dlaczego Brazylia nagle nas pokochała? To czysta logistyka i sprytne wykorzystanie cykli wegetacyjnych. Polskie jabłka mają trafić do Brazylii zaraz po naszych zbiorach – dokładnie wtedy, gdy tamtejsze zapasy owoców z Chile i Argentyny zaczynają topnieć. Wypełniamy więc rynkową lukę w idealnym momencie, celując w to, by Brazylia stała się naszym trzecim najważniejszym rynkiem zbytu po Egipcie i Indiach.

Jabłka grójeckie: od salonów UE do brazylijskich stołów

Symbolem tego sukcesu są jabłka grójeckie, które w pierwszej połowie 2025 roku robiły furorę jako oficjalny owoc polskiej prezydencji w UE. Ich przewaga? Chronione oznaczenie geograficzne, które nie tylko buduje prestiż, ale pozwala wyciągnąć z unijnej kasy konkretne fundusze na promocję pod palmami.

Ale to nie jest tylko historia o owocach. Maciej Majewski ze stowarzyszenia „Sady Grójeckie” wylicza twardo: każde 100 osób zatrudnionych w sadach generuje dodatkowe 60 miejsc pracy w transporcie, chłodnictwie i branży opakowaniowej. To dziesiątki tysięcy ton towaru, które napędzą polską maszynę eksportową.

Cała sytuacja to fantastyczny przykład na to, że w globalnym handlu narzekanie rzadko przynosi zyski, za to szukanie nisz i twarda negocjacja standardów – jak najbardziej. Skoro nasze jabłka przetrwały próbę salonów Brukseli, brazylijskie plaże powinny być tylko formalnością.