
Klient McDonald’s w Gdańsku po kilku miesiącach otrzymał wezwanie do zapłaty za parking, mimo że korzystał z usług restauracji. Po długiej korespondencji z Parkdepot i siecią McDonald’s opłatę anulowano.
Na części parkingów przy restauracjach McDonald’s w Polsce funkcjonuje system oparty na kamerach, które automatycznie odczytują tablice rejestracyjne. Kierowca nie pobiera biletu ani nie zatrzymuje się przy szlabanie. Czas postoju liczony jest od momentu wjazdu do wyjazdu.
Problem na parkingu McDonald’s w Gdańsku
Jeśli samochód przekroczy określony limit, zwykle 60 lub 90 minut właściciel pojazdu może po kilku miesiącach otrzymać wezwanie do zapłaty, najczęściej w wysokości około 150 zł.
Wielu kierowców twierdzi, że nie znało zasad parkowania. Zwracają uwagę na brak jasnych informacji o limicie czasu i sposobie jego przedłużenia. Krytycy systemu podkreślają, że brak szlabanów i parkometrów sprawia, iż trudno kontrolować czas postoju.
Ich zdaniem system najbardziej uderza w osoby, które faktycznie korzystają z restauracji i spędzają tam więcej czasu, a nie w kierowców zostawiających auta bez związku z lokalem.
Spór klienta z Parkdepot i McDonald’s
Jeden z klientów McDonald’s przy ul. Świętokrzyskiej w Gdańsku relacjonuje, że w styczniu 2025 roku odwiedził restaurację, korzystając z niej wraz z innymi osobami i spędzając tam dłuższy czas. Po ponad pół roku otrzymał wezwanie do zapłaty od Parkdepot za przekroczenie limitu parkowania.
Jak twierdzi, nie miał świadomości obowiązujących zasad, a oznakowanie na miejscu nie było wystarczająco czytelne.
Spór trwał wiele miesięcy. Klient prowadził korespondencję zarówno z operatorem parkingu, jak i McDonald’s Polska. Sieć odsyłała go do Parkdepot, natomiast operator utrzymywał sprawę jako otwartą.
W jednej z odpowiedzi klient zażądał jednoznacznego rozwiązania sprawy: anulowania opłaty lub skierowania jej do sądu. Sprawę zgłosił również do Miejskiego Rzecznika Konsumentów oraz zapowiedział zawiadomienie UOKiK.
Anulowanie opłaty jako "gest dobrej woli"
Ostatecznie Parkdepot poinformował o anulowaniu opłaty, określając decyzję jako "jednorazowy gest dobrej woli".
Operator wskazał również, że na terenie obiektu dostępne są rozwiązania umożliwiające przedłużenie parkowania, np. poprzez kod QR, a w razie wątpliwości zaleca kontakt z obsługą restauracji.
Klient nie zgadza się z takim podejściem. Uważa, że anulowanie opłaty wynika z braku jasnego poinformowania o zasadach parkowania, a nie z "gestu dobrej woli".
Jego zdaniem informacje o limicie czasu i sposobie jego wydłużenia powinny być widoczne przy wjeździe i wewnątrz lokalu. Oczekiwanie, że klient będzie dopytywał obsługę, uważa za nieadekwatne.
Podczas wcześniejszej kontroli jednego z takich parkingów redakcja również nie znalazła jasnych informacji o limicie czasu ani o możliwości jego przedłużenia w widocznych miejscach przy wejściu do restauracji czy wewnątrz lokalu.
Zobacz także
Klienci McDonald’s bez możliwości weryfikacji wizyty
Przy wielu restauracjach McDonald’s w Polsce obowiązują podobne zasady: parkingi bez szlabanów, oparte na kamerach i automatycznym naliczaniu czasu. Zewnętrzni operatorzy, tacy jak Parkdepot, egzekwują opłaty po przekroczeniu limitu. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.
Kierowcy często dowiadują się o naruszeniu dopiero po kilku miesiącach, gdy otrzymują wezwanie do zapłaty. Dotyczy to także osób faktycznie korzystających z restauracji.
System nie rozróżnia klientów restauracji od osób, które zostawiają samochód bez związku z lokalem i nie przewiduje prostego sposobu potwierdzenia wizyty, np. paragonu.
"Obecny system nie rozróżnia faktycznych klientów restauracji od osób niekorzystających z oferty lokalu" – podsumował klient z Gdańska, cytowany przez portalspozywczy.pl
Sprawą zajmuje się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który analizuje skargi m.in. na Parkdepot oraz regulaminy i sposób informowania kierowców. McDonald’s podkreśla, że limity mają zapewniać rotację miejsc, a opłaty pobierają zewnętrzni operatorzy.
Źródło: Portal Spożywczy
