
Wjeżdżasz, jesz, wyjeżdżasz. Żadnego szlabanu, żadnego biletu. Pół roku później w skrzynce znajdujesz wezwanie do zapłaty na 600 zł. Coraz więcej kierowców wpada w pułapkę automatycznych parkingów przed restauracjami McDonald's. Brak szlabanu, wyraźnej informacji i regulamin napisany "maczkiem" to przepis na idealną pułapkę parkingową. UOKiK wszczyna postępowanie wyjaśniające.
Wjeżdżasz na parking pod popularną restauracją "pod złotymi łukami". Nie musisz pobierać biletu, nie musisz szukać drobnych, nie blokuje cię żaden szlaban. Spokojnie zamawiasz jedzenie, pijesz kawę, dzieci bawią się na zjeżdżalni. Po wizycie wsiadasz do auta i odjeżdżasz. Wydaje się, że wszystko jest w najlepszym porządku. Aż do momentu, gdy pół roku później znajdujesz w skrzynce pocztowej wezwanie do zapłaty opiewające na kilkaset złotych.
To nie jest scenariusz filmu grozy dla zmotoryzowanych, to brutalna rzeczywistość, z którą mierzy się coraz więcej polskich kierowców.
Parkingowy Wielki Brat patrzy i liczy minuty
Era papierowych biletów zsuwających się z deski rozdzielczej powoli mija. Przy wielu restauracjach McDonald's w Polsce zarządzanie miejscami postojowymi przejęły zewnętrzne firmy (m.in. Parkdepot), które wprowadziły w pełni zautomatyzowane systemy oparte na kamerach.
Mechanizm jest bezszelestny: kamera u wejścia rejestruje twoje tablice rejestracyjne i godzinę wjazdu, a kamera u wyjścia odnotowuje czas opuszczenia strefy. W zależności od lokalizacji, masz 60 lub 90 minut na bezpłatny postój. Jeśli spędzisz w restauracji choćby minutę dłużej, system automatycznie generuje wezwanie do zapłaty. Standardowa opłata? 150 zł.
Szok po pół roku. "Dostałem rachunek na 600 zł"
Największe oburzenie kierowców budzi fakt, że wezwania przychodzą z gigantycznym opóźnieniem – często po 6 lub nawet 7 miesiącach. Brak szlabanu usypia czujność, a klient nie dostaje na miejscu żadnego ostrzeżenia, że darmowy czas właśnie minął.
Wyobraźmy sobie osobę, która regularnie spotyka się ze znajomymi w McCafe lub co niedzielę zabiera tam rodzinę na obiad. "Po pół roku dostałem wezwania do zapłaty na łącznie 600 zł razem ze zdjęciem mojego samochodu, godziną wjazdu i wyjazdu" – skarżył się Portalowi Spożywczemu jeden z ukaranych kierowców.
Dopiero z listu dowiedział się o istnieniu "niewidzialnego" systemu. Kiedy otrzymujesz wezwanie po tak długim czasie, zazwyczaj nie masz już paragonu, a odtworzenie okoliczności wizyty graniczy z cudem.
Zobacz także
Na sprawę zwróciła też uwagę Federacja Konsumentów.
– Sytuacja, z którą mierzą się klienci restauracji McDonald’s, nie jest mi obca – sam doświadczyłem mechanizmu "pułapki parkingowej". Zaparkowałem na wolnym miejscu w Warszawie, gdzie nie było czytelnych informacji o opłatach, a mimo to po 15 minutach otrzymałem wezwanie. Zgodnie z art. 384 § 1 Kodeksu cywilnego, jeśli konsument nie został prawidłowo poinformowany o warunkach umowy przed jej zawarciem, to takie warunki go nie wiążą. Brak jasnego oznakowania to zaniechanie wprowadzające w błąd, co może być uznane za nieuczciwą praktykę rynkową – komentuje Paweł Rokicki, fundator i dyrektor zarządzający tej organizacji.
Postuluje przede wszystkim obowiązek montowania szlabanów i biletomatów na prywatnych parkingach płatnych. To jedyny pewny sposób, by jednoznacznie poinformować kierowcę o zasadach i wyeliminować problem braku świadomości co do płatnego charakteru miejsca. Kluczowe jest również, aby warunki parkowania były czytelne i dostępne do spokojnego przeczytania już po wjechaniu na teren. Czytanie regulaminu przy zamkniętym szlabanie powoduje zatory i niepotrzebną presję. Temu rozwiązaniu powinna towarzyszyć opcja bezpłatnego wyjechania z parkingu w ciągu np. 15 minut. Taki "czas na decyzję" pozwoliłby konsumentowi na spokojne zapoznanie się z warunkami i rezygnację z usługi bez kosztów. Dodatkowo niezbędne jest wprowadzenie mechanizmu anulowania wezwania do zapłaty po okazaniu paragonu.
– System parkingowy ma służyć porządkowaniu przestrzeni, a nie być maszynką do zarabiania na nieświadomości konsumentów. Obecnie sieć McDonald’s często odsyła skarżących się klientów do zewnętrznego operatora, jednak jako właściciel terenu powinna brać większą odpowiedzialność za to, jak traktowani są jej goście – dodaje Rokicki.
Oznakowanie pod lupą UOKiK
Czy to w ogóle legalne? Eksperci przypominają: to nie jest mandat od służb państwowych, lecz roszczenie cywilne wynikające z zaakceptowania regulaminu terenu prywatnego. Problem w tym, czy ów regulamin został klientowi odpowiednio przedstawiony.
Z relacji kierowców wynika, że tablice z regulaminem, często zapisane drobnym drukiem, znajdują się przy samym wjeździe. Zatrzymanie się i przeczytanie go zza kierownicy jest w praktyce niemożliwe. Co więcej, wewnątrz samej restauracji nierzadko próżno szukać jakichkolwiek informacji o limitach lub o możliwości przedłużenia postoju np. przy kasie.
Sprawą zainteresował się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Tylko w ubiegłym roku do urzędu wpłynęło kilkadziesiąt skarg na jednego z operatorów (w tym 40 dotyczących firmy Parkdepot). UOKiK wziął pod lupę wzorce umowne i bada, czy oznakowanie na parkingach jest na tyle jasne i czytelne, by konsument z pełną świadomością godził się na proponowane warunki. Warto pamiętać, że w ostatnich latach Urząd bezlitośnie nakładał milionowe kary na nieuczciwych operatorów parkingów przy dyskontach (np. za utrudnianie reklamacji czy mylące oznakowanie).
McDonald's: My na tym nie zarabiamy
A co na to sama sieć? McDonald's broni się, twierdząc, że limity rzędu 90 minut są dla większości klientów całkowicie wystarczające. Firma tłumaczy, że systemy parkingowe mają chronić miejsca dla faktycznych gości restauracji przed osobami, które traktują plac przed lokalem jako darmowy parking "na mieście". Sieć kategorycznie odcina się również od kwestii finansowych, deklarując, że nie czerpie żadnych zysków z nakładanych kar – wszystkie pieniądze trafiają na konto zewnętrznego operatora.
Niezależnie od intencji, efekt wizerunkowy jest bolesny. Rodzinny wyjazd na frytki, który kończy się listem od windykatora na kilkaset złotych, pozostawia ogromny niesmak. Dopóki system powiadamiania o przekroczeniu czasu nie stanie się bardziej przejrzysty, klienci muszą pamiętać o jednym: darmowy parking to dziś luksus, za którego nieuwagę płaci się bardzo słono.
