
Polacy muszą przygotować się na wzrost cen żywności. Tak twierdzi dyrektorka finansowa Jeronimo Martins, właściciela sieci spożywczego giganta Biedronka. Na razie przy sklepowych półkach nie czuć drożyzny, jednak skutki wzrostu cen paliw i nawozów niedługo do nas dotrą. Efekt Trumpa dociera do Polski.
Dynamiczne wzrosty cen paliw oraz środków niezbędnych do produkcji rolnej, takich jak nawozy, stwarzają realne zagrożenie dla stabilności cen żywności. Taką diagnozę przedstawiła Ana Luisa Virginia, dyrektorka finansowa Jeronimo Martins (właściciel sieci sklepów Biedronka), wskazując, że te czynniki uderzają w producentów nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie.
Priorytety Biedronki w Polsce
Jak podaje serwis Wiadomości Handlowe, w odpowiedzi na te trudne warunki, Biedronka ma koncentrować swoje działania na zabezpieczeniu rentowności biznesu. Głównym celem spółki jest obecnie znalezienie równowagi między ochroną wypracowanych marż a utrzymaniem stabilnego poziomu sprzedaży w obliczu rosnących kosztów operacyjnych.
Wzrost cen na sklepowych półkach ma nastąpić w drugiej połowie roku. Choć na razie klienci nie odczuwają gwałtownych podwyżek, zarząd Jeronimo Martins ostrzega, że obecny spokój jest tylko tymczasowy. To opóźnione uderzenie inflacji sprawi, że rachunki za zakupy mogą wzrosnąć o kolejne kilka procent w skali całego kraju.
– Obecnie nie widzimy jeszcze inflacji po stronie podażowej. Jednakże spodziewamy się, że rosnące ceny paliw i nawozów wywrą presję na koszty, szczególnie po stronie produkcyjnej w sektorze rolnym, zaczynając właśnie od rolnictwa. Prawdopodobnie nastąpi opóźnienie samego cyklu, więc sądzimy, że większość tych podwyżek cen ujawni się począwszy od drugiej połowy roku – tłumaczy Ana Luisa Virginia, cytowana przez Wiadomości Handlowe.
Ceny zależą również od klientów
To, ile zapłacimy za zakupy w drugiej połowie roku, ma zależeć w dużej mierze od nas samych i od tego, jak mocno sklepy będą ze sobą rywalizować.
Dyrektorka finansowa Jeronimo Martins podkreśla, że rynek to system naczyń połączonych. Nawet przy rosnących kosztach paliw, to ostateczny popyt i determinacja konkurencji w walce o udział w rynku będą hamulcem lub katalizatorem dla dalszych podwyżek.
Zobacz także
Mimo presji Biedronka nadal rośnie
Wiadomości Handlowe podają, że pierwsze miesiące 2026 roku to czas ostrej gry o portfele Polaków. Mimo że produkty w Biedronce staniały średnio o ponad 3 procent, klienci wciąż zachowują dużą ostrożność. Zamiast robić zapasy, konsumenci analizują każdą wydaną złotówkę i wybierają głównie produkty promocyjne, obawiając się nadchodzącej fali drożyzny. Taka postawa sprawia, że liderzy rynku muszą mierzyć się z wyjątkowo trudnym otoczeniem, w którym walka o klienta wymaga coraz większych poświęceń cenowych.
Obecnie sieć Biedronka obejmuje ponad 3 880 sklepów na terenie całej Polski. Z danych finansowych za ubiegły rok wynika, że przychody spółki w 2025 roku wyniosły 107 mld zł. Oznacza to wzrost sprzedaży o 7,5 proc. w porównaniu do roku poprzedniego, mimo odnotowanej presji kosztowej.
