Pieniądze.
Średnie wynagrodzenie w Polsce spadło w ujęciu miesięcznym, a tempo wzrostu płac hamuje. Fot. Canva, montaż: INNPoland

Średnie wynagrodzenie w Polsce spadło w ujęciu miesięcznym, a tempo wzrostu płac hamuje – wynika z najnowszych danych GUS. Pensje wciąż rosną rok do roku, ale wolniejsze tempo wzrostu i inflacja sprawiają, że pracownicy coraz mniej odczuwają realne podwyżki.

REKLAMA

W kwietniu 2026 r. średnie wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 9530,7 zł. To oznacza spadek o 1,3 proc. w porównaniu z marcem, kiedy odnotowano rekordowy poziom 9583 zł.

Kwiecień przyniósł spadek

W ujęciu rocznym płace nadal rosną, ale już mniej dynamicznie niż wcześniej. W porównaniu z kwietniem 2025 r. przeciętne wynagrodzenie było wyższe o 5,4 proc., co oznacza spowolnienie względem wcześniejszych miesięcy (w marcu wzrost wynosił 6,6 proc.). Jednocześnie wynik ten okazał się niższy od oczekiwań rynkowych, które zakładały około 6 proc. wzrostu.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw pozostało w kwietniu na poziomie zbliżonym do marca. W porównaniu rok do roku odnotowano jednak niewielki spadek o 0,9 proc. względem kwietnia 2025 r.

Od stycznia 2026 r. płaca minimalna wzrosła do 4806 zł, czyli o około 3 proc. względem poprzedniej wartości. Choć podwyżka była umiarkowana na tle poprzednich lat, nadal wpływa ona na statystyki średnich wynagrodzeń w całym sektorze.

Dlaczego przeciętne wynagrodzenie spadło? Wyjaśnienia GUS

GUS wyjaśnia, że niższy poziom przeciętnego wynagrodzenia w kwietniu względem marca wynika głównie z mniejszej skali dodatkowych wypłat. W poprzednim miesiącu wypłacano więcej premii, nagród i dodatków, zarówno kwartalnych, rocznych, jak i świątecznych. Ich ograniczenie w kwietniu obniżyło średnią.

Statystyka dotyczy firm zatrudniających co najmniej 10 osób z szerokiego zakresu branż, od przemysłu i budownictwa, przez handel i transport, aż po IT, usługi profesjonalne, kulturę czy rekreację. Oznacza to, że dane obejmują znaczną część polskiego rynku pracy, ale nie całą gospodarkę.

– Polski rynek pracy pozostaje w relatywnie dobrej kondycji, ale coraz mniej przypomina klasyczny rynek pracownika. Nie stał się jeszcze rynkiem pracodawcy w pełnym znaczeniu tego słowa, ale układ sił wyraźnie się zmienia. Firmy rekrutują ostrożniej, częściej szukają konkretnych kompetencji i są mniej skłonne do podnoszenia wynagrodzeń. Widać to zarówno w wolniejszym wzroście płac, jak i w słabszym popycie na pracowników – komentuje Andrzej Gwiżdż, analityk platformy inwestycyjnej Portu.

Firmy ograniczą podwyżki

Ocenia, że w kolejnych miesiącach spowolnienie realnego wzrostu wynagrodzeń może się utrzymać. Jego zdaniem wysokie ceny ropy i paliw będą stopniowo przenosić się na całą gospodarkę, co przełoży się na wyższą inflację „zjadającą” znaczną część nominalnych podwyżek płac.

Analityk wskazuje, że firmy, które już mierzą się z rosnącymi kosztami i słabszym popytem, mogą jeszcze bardziej ograniczać skalę podwyżek oraz intensyfikować działania oszczędnościowe. W efekcie wynagrodzenia wciąż mogą rosnąć szybciej niż ceny, ale realny wzrost płac będzie coraz słabszy.

– Słabsza dynamika realnych wynagrodzeń to ryzyko również dla konsumpcji, która pozostaje głównym silnikiem wzrostu polskiej gospodarki. Jeśli płace będą rosły wolniej, a ceny nadal będą obciążały domowe budżety, gospodarstwa domowe mogą ostrożniej podchodzić do wydatków. Z tego powodu ryzyko rewizji prognoz wzrostu PKB w dół będzie w kolejnych miesiącach rosło – dodaje.