Złom, uniesione ręce i flagi Unii Europejskiej i Ukrainy.
Polskie huty alarmują o Ukraińskim zakazie eksportu złomu. Fot. Marketa Rawn/Shutterstock/Belive in Me/Getty Images

Wprowadzony przez Kijów na początku roku zakaz eksportu złomu stalowego wywołał głębokie turbulencje w polskim przemyśle ciężkim. Polska, będąca dotychczas głównym odbiorcą tego surowca z Ukrainy, z dnia na dzień została odcięta od kluczowych dostaw. Sprawa ma jednak wymiar znacznie szerszy niż zwykły spór handlowy – dotyka bowiem fundamentów unijnego prawa oraz przyszłości zielonej transformacji.

REKLAMA

Złom stalowy przestał być traktowany jako zwykły odpad, a stał się strategicznym zasobem. Jest on niezbędny do produkcji stali w nowoczesnych piecach hutniczych, które emitują znacznie mniej dwutlenku węgla.

Złom krytyczny dla klimatu

"Problem ukraińskiego złomu jest jednym z nierozwiązanych elementów relacji handlowych Polski z Unią Europejską. Zablokowanie realizacji tych dostaw stanowi znaczące zaburzenie w handlu międzynarodowym" – alarmuje Mirosław Motyka, prezes Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej (HIPH). Polska do tej pory była głownym odbiorcą ukraińskiego złomu.

Ukraina argumentuje restrykcje koniecznością ochrony zasobów na potrzeby własnego przemysłu stalowego i zbrojeniowego. Z perspektywy prawnej sprawa jest jednak jednoznaczna. Jednostronne embargo to zdaniem branży złamanie zasad Światowej Organizacji Handlu (WTO) oraz zapisów Umowy Stowarzyszeniowej UE-Ukraina, która wprost zakazuje takich praktyk. Skala bogactw surowcowych naszego wschodniego sąsiada robi wrażenie – analitycy od dawna próbują oszacować, ile warte są złoża w Ukrainie, a stal i złom zajmują w tych wyliczeniach ważne miejsce. Stawką zaś jest nie tylko handel, ale również proces zielonej transformacji w Polsce.

Bruksela bezradna

Choć Warszawa już na początku roku skierowała do Komisji Europejskiej wniosek o pilną interwencję, Bruksela od pół roku nie podjęła zdecydowanych kroków. Co gorsza, z kuluarów płyną sygnały, że KE zamierza potraktować nielegalne embargo jako... kartę przetargową. Ustępstwa Kijowa w kwestii złomu miałyby zostać wymienione na nowe limity eksportowe na gotową ukraińską stal do UE.

Mechanizm ten przypomina inne spory o napływ towarów zza wschodniej granicy – wystarczy przypomnieć, jak jaja z Ukrainy i Turcji zalewają polskie sklepy.

Polska branża hutnicza stanowczo sprzeciwia się takiej logice. Wedle prezesa Motyki łączenie tych spraw to niebezpieczny precedens, sugerujący, że można bezkarnie łamać prawo w jednym obszarze, by ugrać coś w drugim. Przemysł domaga się od KE natychmiastowego wymuszenia na Ukrainie przestrzegania istniejących traktatów, a nie sankcjonowania bezprawia w imię nowych, politycznych transakcji.

Źródło: RMF FM.