Recyklingowanie odpadów i Donald Tusk.
Dziwna sytuacja z gospodarką odpadami w Polsce. Fot. UkrPictures/Worawee Meepan/Shutterstock

Rozwój ludzkości przez stulecia determinowało… lenistwo. Chcieliśmy sobie ułatwiać życie. Zostało to z nami do dziś. Cyfryzujemy usługi, ułatwiamy sobie codzienne czynności, automatyzujemy, upraszczamy procesy. Nawet dyskusja o robotach humanoidalnych zdominowana jest przez wskazywanie na ułatwienia które może nieść ich użycie. I tylko jedna, jedyna osada, zamieszkała przez nieugiętych biurokratów, wciąż stawia opór i uprzykrza życie ludziom. Osada pełna śmieci, ale za to posegregowanych i w ładnych kolorowych woreczkach.

REKLAMA

Nie wiem czy jest jakaś inna sfera naszego życia, która przez lata jest notorycznie psuta, a ludzie z roku na rok oceniają ją gorzej. System zarządzania odpadami przeszedł dziwaczną transformację, gdzie za regularnymi podwyżkami idzie również coraz większa liczba obowiązków dla mieszkańców. Gdyby to jeszcze przynosiło korzyści komuś oprócz wąskiej grupy firm z branży… albo przestępcom. No ale niestety, nie można mieć wszystkiego.

Czy jesteśmy zadowoleni z gospodarki odpadami?

Wydaliśmy przez lata miliardy na nowoczesne sortownie śmieci, wprowadziliśmy pojemniki na odpady z kodami QR, czipami, skanowaniem i innymi cudami. A teraz co roku wymyśla się coś nowego. A to numerowane worki przydzielane na mieszkanie, a to dodatkowe pojemniki, nowe wymogi, zamki do śmietników na kod, że o całym systemie kaucyjnym nie wspomnę.

Tylko czekać, żeby wiaty śmietnikowe dostępne były na mObywatela. Samorządy wydały miliardy na nowoczesne przetwarzanie odpadów, po czym zabrano im zyski z tego płynące i oddano wielkim korporacjom handlowym. Gdyby nie mój legendarny optymizm to pomyśleć bym musiał, że taki był plan od początku, a ja się głupio czepiam.

No więc ci drodzy obywatele, upychający po swoich za ciasnych mieszkaniach dodatkowe pojemniki na śmieci, płacący za ten luksus coraz więcej, mają również okazję znaleźć dodatkową lokalizację na umieszczenie w swoich mieszkaniach dodatkowego worka na puste butelki.

Kto wygrywa na systemie kaucyjnym?

Jak sieciom handlowym miało pójść w pięty używanie plastikowych butelek z kaucją, no to raczej mogą tego nie zauważyć wycierając oczy plikami banknotów. Bo to one są największymi wygranymi. Już na dzisiaj różnica pomiędzy sumą wszystkich kaucji, a butelkami zwróconymi przez konsumentów, wynosi ponad 700 mln zł.

Milionów które nie zostały w waszych kieszeniach, ani nie trafiły do waszych samorządów, więc ci muszą podnieść ceny, aby dalej utrzymywać ten system z gpsami, kodami qr i innymi cudami.

Czytaj także:

A przecież nie było źle. Większość ze zrozumieniem kiwała głową, kiedy wprowadzano segregowanie śmieci w mieszkaniach i domach. Było całkiem proste, każdy wiedział co gdzie wrzucić, no ale nie mogło być tak wiecznie. Tu pojemniczek, tutaj sprawdzanie worków, a tam jeszcze wprowadzenie limitów na PSZOKach. Tylko czy to służy komukolwiek poza firmami które na tym zarabiają i tym, którzy na tym zarabiają, bo jest tak drogo, że warto przejść w szarą strefę?

Gdzie jest granica przerzucania na obywateli wszelkich obowiązków w ramach dbania o czystą Polskę?

Coś co miało nas uczyć ekologii i gospodarki obiegu zamkniętego teraz bardziej frustruje i wkurza. Jak głosi stara maksyma, szaleństwem jest robić wciąż to samo i oczekiwać różnych rezultatów. Unia ponownie próbuje rozwścieczyć mieszkańców, a potem groźnie pohukuje o tym, że "skrajna prawica" i "populiści" dochodzą do władzy w UE. Ciekawe kto tych populistów do władzy pcha.

Czytaj także:

To również typowe dla Unii uśrednianie. Polska nie ma tych samych problemów ze śmieciami co inne kraje, stosowaliśmy własne rozwiązania wdrożone gigantycznym kosztem i które zyskały społeczną akceptację. Teraz widać odwrócenie się trendu, gdzie ludzie czują się wykorzystywani jako narzędzie zysku dla korporacji. Do tego niezmienna chęć polskich polityków do bycia świętszym od Brukseli, gdzie do ostrych i radykalnych przepisów unijnych, lubimy dokręcić jeszcze małą śrubkę od siebie.

Czy doczekamy czasów aż politycy zrozumieją, że utrudnianie życia ludziom prowadzi do frustracji, która przekłada się na to na kogo głosują w wyborach? I że raczej nie spowoduje to głosowania na tych, którzy takie przepisy wprowadzają? No i czym bardziej będą sfrustrowani, tym bardziej będą mieli gdzieś który w kolejności koniec demokracji będzie ogłaszany?

Złe jest wrogiem dobrego

Mieliśmy dobry system, który pozwalał powoli poprawiać niuanse. Lepiej segregować, lepiej posegregowane materiały wykorzystywać. Dać sobie czas na rozwój technologii, bo przecież już dzisiaj pełno dowodów na to, że spora część tzw. recyklingu nic z ekologią wspólnego nie ma.

Zamiast tego postanowiono ludzi wkurzyć, zniechęcić i wzmocnić teorie spiskowe o tym czego tak naprawdę chcą dla nas ONI.

Jeśli w czymś UE jest naprawdę innowacyjna to z pewnością w wymyślaniu kolejnych błyskotliwych metod jak strzelić sobie w kolano.