
Słucham polityków Konfederacji i uszom nie wierzę. Twierdzą oni, krzywiąc się do kamer, że system kaucyjny "robi z Polaków śmieciarzy". Panie Mentzen, śmieciarzem nie jest ten, kto odnosi butelkę do sklepu. Prawdziwym śmieciarzem jest ten, kto produkuje tony odpadów i uważa, że sprzątanie po sobie to ujma na honorze.
Kiedy słucham polityków Konfederacji grzmiących o tym, że system kaucyjny "robi z Polaków śmieciarzy", mam ochotę wysłać im zestaw do sprzątania świata – najlepiej z instrukcją obsługi, bo z logiką u nich ostatnio krucho. Panie Mentzen, pora na brutalną lekcję definicji: śmieciarzem nie jest ten, kto odnosi butelkę do sklepu, by odzyskać kaucję i zadbać o planetę. Prawdziwym śmieciarzem jest ten, kto produkuje tony odpadów, ma za nic przyrodę i uważa, że sprzątanie po sobie to "ujma na honorze".
Mentzen i Konfederacja. Krótki test na ich przydatność społeczną
Zróbmy prosty eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że jutro rano znikają z Polski wszyscy politycy Konfederacji. Co się dzieje? Prawdopodobnie nic. Poza tym, że na X zrobi się nieco ciszej, a poziom politycznego populizmu spadnie do akceptowalnych norm. Życie toczy się dalej, gospodarka działa, głupich tyrad nikomu nie brakuje.
A teraz wyobraźmy sobie, że znikają ludzie, których, drodzy konfederaci, tak lekceważąco nazywacie "śmieciarzami". Po trzech dniach miasta zaczynają śmierdzieć. Po tygodniu Polska znika pod zwałami odpadków. Po dwóch wybucha epidemia, a szczury przejmują kontrolę nad Sejmem (choć niektórzy twierdzą, że już tam są).
Zawód osoby usuwającej nieczystości jest fundamentem cywilizacji. Jest o wiele bardziej przydatny, konkretny i godny szacunku niż zawód zawodowego mąciciela z sejmowej ławy. To oni utrzymują nasze życie w ryzach, podczas gdy wy kłócicie się o plastikowe butelki i szczujecie na wszystkich wokół.
Większa konsumpcja, o którą walczycie, to więcej śmieci. To prosta zależność. Jeśli stać nas na branie kredytów i kupowanie dóbr trwałych, to musi nas być stać na cywilizowany sposób pozbywania się opakowań. Twierdzenie, że segregacja odpadów to "robienie z ludzi śmieciarzy", to szczyt hipokryzji kogoś, kto najwyraźniej nigdy nie splamił rąk uczciwą pracą fizyczną.
Poza tym śmieci to biznes. Ze sprzątania i usuwania odpadów utrzymują się miliony ludzi i tysiące firm.
Zobacz także
Śmieciarz to stan umysłu, a nie zawód
Prawdziwa śmiecioza to nie system kaucyjny. To mentalność, w której wolność kończy się na czubku własnego nosa (i własnego wysypiska). Śmiecioza to ględzenie polityka o tym, że wolność to prawo do wyrzucenia puszki do lasu, bo "państwo nie będzie mnie zmuszać". Dla obywatela wolność to czyste powietrze, brak płonących składowisk i sprawne państwo, w którym odpady są surowcem, a nie problemem.
Będziemy kupować więcej, budować więcej i... śmiecić więcej. Jeśli nie zrozumiemy, że sprzątanie to logiczny obowiązek, a nie kara, to faktycznie – jako społeczeństwo – staniemy się "śmieciarzami". Ale nie przez system kaucyjny, tylko przez polityków, którzy zamiast rozwiązywać problemy, wolą robić ideologię z plastiku.
Na koniec mam pytanie do polityków Konfederacji. Skoro tak bardzo martwicie się o godność Polaka, to dlaczego nie walczycie o godne płace dla pracowników komunalnych, bez których wasze biura poselskie utonęłyby w brudzie w niecały tydzień?
Bo przecież pan poseł, pan polityk nie zniży się do sprzątania i wyrzucania śmieci. Może już czas przestać gardzić ludźmi, którzy realnie pracują, i zająć się czymś bardziej pożytecznym niż obrona prawa do rzucania butelek gdzie popadnie?
