kadry z filmu AI opublikowanego przez Sławomira Mentzena
Konfederacja robi z Polski kraj śmieciarzy. A że nie ma się czym podeprzeć, to generuje ich w AI Fot. Sławomir Mentzen / X.com / Montaż: INNPoland.pl

Mrocznym i smutnym krajem jest Polska, jaką chce pokazać ludziom Konfederacja. Ich ostatni klip zmiótł mnie z planszy, bo ekipa Mentzena postanowiła pokazać jak ich zdaniem wygląda codzienność nad Wisłą. A że niebotyczne rachunki, wszechobecne wiatraki i pielgrzymki ludzi z workami pełnymi plastików to w dużej mierze fikcja, to musieli to wszystko wygenerować w AI.

REKLAMA

Krótki film, opublikowany na profilu Sławomira Mentzena ma już kilka dni, ale nie chciałbym, żeby przeszedł przez echa. Klip powstał tuż przed próbą odwołania szefowej resortu klimatu i środowiska Pauliny Hennig-Kloski, dlatego skupia się przede wszystkim na jej rządowej działce.

Reżyseria: Sławomir Mentzen

Pokazuje szarą (ekstremalnie szarą!) rzeczywistość zwykłego Polaka przeciwstawioną rzeczywistości rozbijającej się limuzynami i samolotami pani minister. Hennig-Kloska odwołana nie została, ale wideo Mentzena wciąż wisi. Zajrzyjmy więc co w nim znajdziemy.

Bohaterem jest mężczyzna około 50-60 lat, na pierwszy rzut oka przypominający Władysława Frasyniuka (łudząco podobny też do mężczyzny, którego niedawno wskrzeszał Donald "Jezus" Trump). Ów pan wychodzi ze swojego domu i widzi wszędzie wokół jeden wielki plac budowy. Obok rosnących jeden przy drugim bloków łopoczą gigantyczne wiatraki. Udręczony Polak wychodzi na podwórko, otwiera skrzynkę na listy i wyciąga z niej monstrualny rachunek od PGE wynoszący 7000 złotych.

Cóż poradzić – myśli biedaczysko, więc udaje się do garażu, z którego wyciąga jeden za drugim czarne worki wypełnione plastikiem. Nagle, przy wkładaniu ich do bagażnika, jeden się rozwiązuje i butelki wypadają na ziemię. To nie koniec niefartów. Po drodze wjeżdża do strefy czystego transportu, w której z automatu jego samochód staje. Dochodzi ostatecznie do sklepu piechotą, gdzie czeka już kolejka innych Polaków, idących jak na stracenie, tylko po to, by ostatecznie przepełniony automat nie przyjął ich butelek.

Konfederacja robi z Polaków śmieciarzy

Narracja o tym, że system kaucyjny uczynił z Polaków naród śmieciarzy, regularnie pojawia się na kontach polityków i sympatyków Konfederacji. Opłata za butelki to według niej nic innego jak tylko po prostu nowe obciążenie, nowy podatek, którego można uniknąć tylko poprzez uwłaczające ludzkiej godności korzystanie z recyklomatów. A że inny okołobutelkowy temat, czyli nakazane przez Unię przytwierdzanie zakrętek, budzi (w znacznej mierze zasłużenie) w przeważającej większości negatywne skojarzenia, to w Konfederacji uznali, że dlaczego by nie zagrać w podobny sposób systemem kaucyjnym?

Problem polega na tym, że snucie narracji o Polakach paradujących z wielkimi workami po ulicach czy też penetrujących chodniki w poszukiwaniu niezgniecionych butelek, które można oddać za parędziesiąt groszy, przede wszystkim obraża Polaków. System kaucyjny działa w ponad połowie krajów Unii Europejskiej, w tym w bliskich nam państwom bałtyckim (na Litwie odzyskują nawet 90 proc. opakowań!), w Rumunii czy nawet na Węgrzech, do niedawna przedstawianym przez prawą stronę jako wzór do naśladowania.

I choć w każdym z tych krajów były różnego rodzaju problemy na początku obowiązywania systemu kaucyjnego (np. z dostępnością maszyn), to nigdzie nie nastąpił tak oczekiwany przez Konfederację wysyp śmieciarzy na ulicach.

W Polsce system kaucyjny miał kiepski start i oczywiście odpowiedzialność za to spada na Paulinę Hennig-Kloskę. Ale tak się dzieje z każdą implementacją nowego rozwiązania o skali ogólnokrajowej, wprost wpływającego na życie niemal każdego obywatela.

Tymczasem owo nowe obciążenie bardzo łatwo ominąć, co pokazał kilka miesięcy temu jeden z działaczy Konfederacji, publikując w sieci post utyskujący na system kaucyjny, w którym oświadczył, że ma dość chodzenia z pustymi butelkami do sklepu, rezygnuje z kupowania butelkowanej wody, inwestuje w filtrowanie kranówki i teraz będzie już samowystarczalny. I to jest właśnie jeden z pożądanych skutków systemu kaucyjnego. Nie mówiąc już o tym kluczowym, czyli ograniczeniu nadprodukcji plastiku, choć wiem, że w przypadku Konfederacji argumenty o dbaniu o środowisko trafiają jak kula w płot.

Problemy tak realne, że trzeba je generować w AI

Konfederacja chce też przekonać ludzi, że płacą niebotyczne ceny za prąd. Problem w tym, że ceny są w ostatnich miesiącach dla wielu odbiorców indywidualnych na stabilnym poziomie, a spory udział w tym ma coraz większy udział odnawialnych źródeł energii, znanych też jako "OZE-sroze".

A niedługo dojdą kolejne źródła taniego prądu, z farm wiatrowych na Bałtyku, nie mówiąc o projekcie polskiego atomu. Mentzen zatem zakłamuje rzeczywistość, pokazując zamiast prawdziwych wysokich rachunków za prąd rachunki wykreowane przez sztuczną inteligencję z kwotami wziętymi z czapy.

Dużo złego narobi w polityce rozwój sztucznej inteligencji, którego efektem będzie zalanie sieci takimi właśnie wątpliwej jakości dziełami. Ale jest też tego dobry skutek. Widać bowiem jak na dłoni jak oderwani od rzeczywistości są niektórzy politycy i w jakich bańkach żyją.

Polska to kraj wielu problemów, ale na pewno nie jest to kraj tak smutny, jak Sławomir Mentzen chce, żebyście go widzieli. Opozycji życzę, żeby poszukała sobie realnych problemów do rozwiązania. Te wygenerowane w AI mogą niespecjalnie ruszać wyborców.