Mieliśmy OZE-sroze, mamy pompy-srompy. Teatrzyk z domniemanym trupem redaktora
Mieliśmy OZE-sroze, mamy pompy-srompy. Teatrzyk z domniemanym trupem redaktora Fot. Polsat / INNPoland.pl

"Daj pan spokój z tą pompą" – grzmi redaktor Jankowski, przyznając, że za gaz zapłaciłby... tyle samo. Gdzie tu sens, gdzie logika? Prawica walczy z prądem, jak don Kichot z wiatrakami, bo Polacy na złość ciągle montują sobie pompy i panele, nie słuchając dramatycznych okrzyków. Cóż, chyba są mądrzejsi i lepiej umieją liczyć.

REKLAMA

Od jakiegoś czasu z rosnącą fascynacją oglądam wybryki Grzegorza Jankowskiego w Polsacie. Ostatni wprawił mnie w nastrój radośnie głupkowaty. Jankowski posługujący się w sprawach zawodowych tzw. chłopskim rozumem zderzył się ze ścianą argumentu i kolizji tej nie przetrwał. Ale ja go za ten upór szanuję. Jest jak don Kichot walczący z wiatrakami (niemal dosłownie) i może doczeka się jakiejś powieści na swój temat. Albo chociaż filmu. "Tańczący z węglem", "Jankowski: ostatnia hałda"...

Jednocześnie zrodziło się we mnie pytanie, co takiego złego w pompach ciepła widzi specyficznie pojmowana prawica. Urządzenie pobiera prąd, daje w domu ciepło. Robi to niezwykle sprawnie i tanio. Oczywiście pod warunkiem, że jest poprawnie zamontowane i wyregulowane. Ale wróćmy na chwilę do Jankowskiego.

Pompy ciepła. Chłopski rozum Jankowskiego kontra styczeń

Obejrzenie tego materiału to jak seans teatru jednego aktora, w którym scenariusz napisano wielkimi literami, a jedyną dopuszczalną emocją jest święte oburzenie. Oczywiście oburzenie Grzegorza Jankowskiego, kreującego się na trybuna ludowego. Redaktor nawet nie zauważa, że staje się królem dramy. Bardzo dziwnej dramy.

Jeden z jego gości, Michał Hetmański z Fundacji Instrat, zauważył, że redaktor Jankowski, tak niby przeciwny, sam ma pompę ciepła. Bardzo podobna sytuacja co z politykiem PiS Przemysławem Czarnkiem, który tak bardzo nie lubi paneli fotowoltaicznych, że aż sam je zamontował u siebie w domu.

Wróćmy jednak do wymiany Jankowskiego i Hetmańskiego.

J: A daj pan spokój, wie pan co, z tą pompą ciepła. Zapłaciłem za styczeń 2500 zł.  H: A ile pan by zapłacił za gaz? Ile ten gaz będzie kosztować w przyszłym roku? J: A wie pan co, diabli mnie biorą, bo bym za gaz zapłacił makabryczne pieniądze. H: Wzywam, panie redaktorze, pan pokaże rachunek i porównamy nie tylko koszty ogrzewania za miesiąc… J: Jaki rachunek pan chce?!

I tu Jankowski się zagotował.

– Nie wydałem miliona złotych na docieplenie. Tak, bo nie miałem kasy, żeby wstawić sobie nowe okna, bo może wy macie te pieniądze, bo może wy w tej Brukseli i w życiu wam żadnego rachunku nie pokażę. Miałem zwykły normalny dom. Zwykły normalny dom miałem, jak każdy Polak miał dom – perorował chaotycznie Jankowski.

Jednak prowadzący z Polsatu nie byłby sobą, gdyby nie sięgnął po pytania graniczne.

Po moim trupie. Od moich rachunków to wy się odczepcie, okej? – to był jego ostateczny argument.

Fakt jest taki, że w zderzeniu z prośbą o twarde dane – czyli własne rachunki – rozkrzyczany redaktor Jankowski zareagował tak, jakby ktoś poprosił go o kody do głowic nuklearnych.

"Po moim trupie", czyli dlaczego fakty parzą Grzegorza Jankowskiego?

Jankowski w swoim programie uprawia klasyczną walkę z wiatrakami, tyle że tymi, które dają nam tanią energię. Twierdzi, że pompa ciepła to "makabryczne pieniądze" (2,5 tys. zł za styczeń), jednocześnie przyznając, że za gaz płaciłby podobnie. Gdzie tu logika? Nie ma jej, bo w prawicowej narracji nie chodzi o oszczędności, ale o podtrzymywanie lęku.

Redaktor grzmi i niemal drze szaty, ale rzeczywistość rynkowa jest bezlitosna dla jego retoryki. Nawet wyborcy o konserwatywnych poglądach to przede wszystkim pragmatycy. W marcu 2026 roku zainteresowanie elektrykami na Otomoto wzrosło o 68 proc. tylko dlatego, że paliwo podrożało przez kryzys w Iranie.

Prawica walczy z pompami, a górale montują panele. Komu odkleiła się klepka?

To nie jakieś mityczne lewaki jeżdżą elektrykami. To nie ludzie z mchem na głowie idą w fotowoltaikę i pompy ciepła. Bastion PiS, czyli Podhale, upstrzony jest panelami jak pączek lukrem. Bo to się po prostu opłaca.

Zastanawiam się, po co więc prawica walczy z wiatrakami, pompami ciepła i fotowoltaiką. To wręcz idiotyczne. Ich właśni wyborcy używają tych dóbr na potęgę a potem od swoich liderów słyszą, że to zło.

Być może prawica lubi węgiel i górników? I chcą palić ten węgiel, jak w przeszłości. Hm. Liczba górników spada na łeb, na szyję. Życzliwie podpowiem, że to nie jest licząca się grupa wyborców. Topnieje w oczach, to już około 70 tysięcy ludzi.

I podpowiem też, że większość z nich chętnie zajęłaby się czymś innym, niż wydobywanie węgla na powierzchnię. Są zajęcia przyjemniejsze i równie dochodowe. Ba, pewnie spora część z nich również ma pompy ciepła i fotowoltaikę. To dopiero miszmasz…

Gadanie o węglu jako przyszłości już chyba na nikim nie robi wrażenia. Sporo ludzi ma za to zdanie, że ktoś próbuje z nich robić idiotów. Węgiel jest drogi, dopłacamy do niego krocie w podatkach. Wydajność górnictwa jest na początku XX wieku albo i niższa.

Prawica od zawsze miała na sztandarach niezależność. Co daje większą niezależność niż własna fotowoltaika i pompa ciepła, które uniezależniają nas od kaprysów rynków surowcowych? To paradoks: "prawica" walczy z narzędziem do budowania energetycznej suwerenności jednostki. Pytanie brzmi: dlaczego?

Dlaczego oni to robią?

Dlaczego Grzegorz Jankowski i politycy skrajnej prawicy brną w zaparte? Odpowiedź jest cyniczna: emocje sprzedają się lepiej niż liczby. Łatwiej zwalić winę na "Brukselę" i mityczne podatki, niż przyznać, że dom bez docieplenia i z nieszczelnymi oknami będzie drogi w utrzymaniu niezależnie od źródła ciepła.

Jankowski wygaduje kompletne bzdury. Owszem, ETS to może być nawet 30 czy 40 proc. rachunku za prąd. Tyle, że te pieniądze zostają w kraju i mają iść na unowocześnienie energetyki. Poprzedni rząd, rząd PiS, dosłownie je przejadł, ten – jeszcze nie wiadomo. Sprawdzimy.

Kluczowy jest moment, w którym Jankowski odmawia pokazania rachunków. Wie, że gdyby porównał koszty energii z pompą do kosztów paliw kopalnych w 2026 roku, jego narracja o "strasznej drożyźnie" rozsypałaby się jak domek z kart.

Spektakl Grzegorza Jankowskiego to łabędzi śpiew świata, który boi faktów. Krzyczenie na gości, by "pokazali rolę agencji ratingowych", podczas gdy samemu ukrywa się własne rachunki, to szczyt dziennikarskiego cynizmu. Polacy nie potrzebują opieprzania gości w studiu – potrzebują rzetelnego porównania kosztów, którego redaktor tak panicznie się boi. Liczby nie kłamią, nieetyczni dziennikarze i owszem.