
Gmina Nowy Staw stoi przed szansą na technologiczną rewolucję, która w stu proc. może odmienić lokalną gospodarkę. Projekt pierwszej na Pomorzu biometanowni budzi jednak ogromne emocje wśród mieszkańców, którzy w obawie o komfort życia złożyli setki podpisów przeciwko inwestycji na terenie dawnego składowiska.
Biometanownie mają szansę stać się fundamentem polskiej transformacji energetycznej, a Pomorze może wkrótce doczekać się swojej pierwszej takiej instalacji. Burmistrz Nowego Stawu z optymizmem patrzy w przyszłość, wskazując na liczne korzyści płynące z inwestycji, jednak lokalna społeczność podchodzi do tych wizji z dużym dystansem.
Opór lokalnej społeczności
Mimo zapewnień o nowoczesności projektu, głosy sprzeciwu narastają. Do Urzędu Miejskiego wpłynęło już pismo podpisane przez pół tysiąca mieszkańców, którzy wyrażają swoje obawy co do funkcjonowania biometanowni w ich najbliższym sąsiedztwie. Ten wyraźny opór pokazuje, że droga do realizacji pierwszej pomorskiej inwestycji tego typu może być długa i pełna trudnych rozmów.
W sąsiedztwie miejscowości Świerki, Lipinka, Nidowo oraz Lubstowo rozciąga się teren po dawnym gminnym wysypisku śmieci. Obiekt ten, nieaktywny od końca 2007 roku i poddany rekultywacji, stał się punktem wyjścia dla nowej wizji gospodarczej burmistrza Nowego Stawu. Jerzy Szałach zakłada, że samorząd może zyskać wymierne korzyści finansowe, przyciągając inwestora gotowego postawić w tym miejscu nowoczesną biometanownię.
– Biometanownie i biogazownie stoją w całej Europie. Dla Żuław też są przyszłością. Jest to sposób, by zastąpić brak zasiewu buraków, który z czasem będzie malał. Jeśli chodzi o zboża, rolnicy już mają problem z zaniżonymi cenami. Rozwiązaniem jest produkcja zielonej masy, jaką jest kukurydza bądź inne rośliny. Biogazownia czy w tym przypadku biometanownia nie będzie istniała bez rolników – tłumaczy burmistrz, cytowany przez serwis "Dziennika Bałtyckiego".
Zobacz także
Skala przedsięwzięcia jest imponująca – szacuje się, że aby zapewnić stabilną pracę biometanowni, konieczne byłoby zagospodarowanie upraw na obszarze około 1600 hektarów. Tak duży areał ma zagwarantować ciągłość dostaw i stabilność produkcji energii w gminie.
Realizacja inwestycji ma być dla gminy szansą na duże zyski: jednorazowy zastrzyk gotówki ze sprzedaży 6-hektarowej działki oraz stałe, coroczne wpływy z podatku od nieruchomości. Dodatkowo lokalni rolnicy mogliby liczyć na stabilność finansową dzięki wieloletnim kontraktom na dostawę surowca. Jednak te argumenty nie przekonują wszystkich – dla wielu mieszkańców obawy związane z nowym sąsiedztwem są silniejsze niż obietnice zysków.
Pół tysiąca głosów na "nie"
Skala niepokoju jest widoczna w liczbach – pod protestem skierowanym do burmistrza podpisało się ponad 500 osób z miejscowości znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej biometanowni. Największy opór stawiają mieszkańcy Lipinki, gdzie podpisy złożyło 291 osób, oraz Świerk (124 głosy sprzeciwu). Do protestu dołączyli również obywatele Myszewa i Nidowa, jasno dając do zrozumienia, że obawiają się wpływu inwestycji na ich komfort życia.
"Czy naprawdę nie istnieje inne miejsce? Nasza miejscowość była już w przeszłości obciążona uciążliwą infrastrukturą. Funkcjonowało tu wysypisko odpadów, zlokalizowane są elektrownie wiatrowe, a obecnie planuje się budowę kolejnej instalacji przemysłowej. Skumulowanie tego typu przedsięwzięć w jednej wsi budzi uzasadnione obawy mieszkańców co do dalszego pogorszenia warunków życia" – cytuje pisma mieszkańców portal "Dziennika Bałtyckiego".
Kontrowersje budzi również sam wybór terenu – dawne wysypisko śmieci według części opinii miało pozostać nienaruszone przez pół wieku. Burmistrz Jerzy Szałach uspokaja jednak, że obecnie trwają specjalistyczne badania geotechniczne, sanitarne oraz ekspertyzy dotyczące zagrożenia gazem. Od wyników tych analiz zależy zgoda marszałka województwa na skrócenie zakazu użytkowania terenu oraz ostateczny kształt miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.
Nowoczesna technologia kontra złe doświadczenia
Włodarz gminy podkreśla, że nowoczesne biometanownie różnią się od starych biogazowni (jak np. ta w Tragaminie) i dają pełną gwarancję "bezodorowości". Aby przełamać niechęć, urząd planuje spotkania informacyjne oraz wyjazdy studyjne do wzorcowych instalacji, które działają bez zakłóceń. Przykładem mają być innowacyjne obiekty w Strzelinie czy Wielkopolsce, które udowadniają, że proces produkcji biometanu może być w stu procentach bezpieczny dla środowiska i wysoce efektywny energetycznie.
