Fot. foto_and_wideo/mares90/Shutterstock/kompozycja SLL

Pasażerowie z Trójmiasta i okolic dostali tej wiosny jeszcze jeden bardzo silny argument za tym, żeby znielubić transport publiczny. Wzrost cen biletów kolejowych nawet o ponad 25 proc. to siarczysty policzek dla tych, którzy zaufali zapewnieniom urzędników przekonujących latami do tego, by porzucić auta na rzecz pociągów. Jeśli dodamy do tego maraton katastrof, jakim jest przeciągające się w nieskończoność uruchamianie systemu wspólnego biletu FALA, pozostaje zapytać wprost: dlaczego jeszcze nikt za to nie beknął?

REKLAMA

Pomorze koleją stoi. To rekord w skali Polski

Oddajmy jednak na początku pomorskiemu samorządowi co mu należne. Pomorze faktycznie jest najbardziej kolejowym regionem w Polsce. W 2025 roku z takich przewozów skorzystało w tym województwie ponad 76 milionów pasażerów, co jest rekordem w skali i lokalnej, i ogólnokrajowej.

Dwie trzecie pasażerów jeździło Szybką Koleją Miejską, pozostali korzystali z pociągów POLREGIO. Pasażerowie coraz częściej trafiają też na nowe pociągi SKM, czego przykładem są Impulsy 58WE wyprodukowane przez Newag, których do czerwca ma na torach między Gdańskiem a Wejherowem ma kursować już 20.

Skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle? To pytanie zadało sobie pewnie wielu pasażerów po tym, jak 1 marca obudzili się z nowymi stawkami Taryfy Pomorskiej, obowiązującej w pociągach Szybkiej Kolei Miejskiej i POLREGIO.

Nagle podróż przez raptem cztery stacje między Gdańskiem Śródmieściem a Gdańskiem Wrzeszczem zdrożała do 7 złotych za przejazd (wcześniej było to 5,5 zł), a wyprawa do Sopotu w obie strony wiąże się już z wydatkiem rzędu 22 złotych za osobę. Z kolei ceny biletów miesięcznych skoczyły w górę o 30 złotych.

Gdyby nie kryzys paliwowy, mogłoby się okazać, że dla wielu osób bardziej opłacalnym środkiem komunikacji stałby się nagle... samochód.

Pomorze. Skąd tak drastyczne podwyżki biletów komunikacji miejskiej?

Samorząd województwa pomorskiego ustami wicemarszałka Leszka Bonny, tłumaczył wprowadzenie podwyżek wspomnianymi wyżej potężnymi inwestycjami w nowe pociągi. – W ciągu sześciu lat dopłata z budżetu województwa do przewozów kolejowych wzrosła z 137 mln zł do prawie 400 mln zł – tłumaczył Bonna.

Zapomniał tylko dodać jednego: aż 10 nowych pociągów Impuls dla Pomorza zostało zakupionych z pieniędzy... z Krajowego Planu Odbudowy.

Władze województwa uznały, że pasażer przełknie gorzką pigułkę widząc, że polepsza mu się standard podróżowania, bo pociągi nie witają go twardym siedziskiem rodem z lat dwutysięcznych i zamkniętą na stałe toaletą.

Problem w tym, że radość z wysokiej jakości taboru lekko blednie, jeśli codziennie dojeżdżasz do pracy na przykład Pomorską Koleją Metropolitalną. Padła ona ofiarą własnego sukcesu.

Chętnych na przejazd między Kaszubami a Trójmiastem jest tak wielu, że na niektórych późniejszych stacjach poranne zatrzymanie się pociągu wcale nie jest pewne. Tłum w pociągu jest bowiem tak duży, że na kolejne osoby po prostu nie ma już miejsca.

FALA. Koszmar pasażerów

Wróćmy jednak do FALI, bo to ona jest najgorszym, co spotkało publiczny transport na Pomorzu w ciągu ostatniej dekady. Pomysł był dość prosty: wprowadźmy wspólny bilet na komunikację miejską dla całego Trójmiasta i okolic. Tak, żeby pasażerowie przesiadający się w swoich podróżach z gdańskiego tramwaju do trójmiejskiej SKM-ki, a potem jeszcze przykładowo do gdyńskiego trolejbusa, nie musieli kupować na taką podróż trzech osobnych biletów.

Okazało się, że łatwiej było opowiadać o wizji wspólnego biletu, niż ją zrealizować. Powstanie FALI wiązało się z dogadaniem się kilkunastu samorządów (Tczew na ostatniej prostej postanowił się wypisać, czując że będzie z tego więcej szkody niż pożytku), dostosowaniem się ich pojazdów do nowej formy odbijania biletu, napisania aplikacji i zbudowania w niej systemu płatności. Dziś można jasno powiedzieć, że nic z tego nie wyszło.

Wizja FALI była taka: pasażer wchodzi do pojazdu, przykłada do specjalnego walidatora kartę płatniczą bądź telefon z aplikacją, a wychodząc z niego "odbija się" pokazując, że kończy podróż. I wszystko brzmi fajnie, gdyby nie to, że rzeczywistość obnażyła całą masę prozaicznych problemów. Zarówno "falomaty" służące do kupowania biletów, jak i walidatory działają w kratkę. Bywa, że w całym tramwaju nie masz jak się "odbić", bo w każdym urządzeniu jest jakaś awaria.

Najbardziej wyraziście widać to na dworcach kolejowych, gdzie zamontowano sporą ilość falomatów, ale co drugi z nich nie działa, wyświetlając komunikat informujący o tym, że zaprasza do skorzystania z falomatu obok.

Obsługująca FALĘ spółka InnoBaltica nie chce powiedzieć ile urządzeń nie działa, wciąż też nie ma wybranego nowego operatora. Dotychczasowa współpraca z Asseco wyszła fatalnie, ale niewykluczone, że to właśnie ta firma wygra w czerwcu kolejny przetarg, o czym informuje portal Trójmiasto.pl.

Komunikacja nie tylko miejska. Samorząd wybiera propagandę sukcesu

Pomorskie samorządy w dodatku nie chcą przyznać się do błędu i od wielu miesięcy uprawiają propagandę mającą przekonać miejscowych, że FALA jednak sukcesem jest. Najbardziej perfidnym zagraniem było chwalenie się gwałtownym wzrostem użytkowników. Nie mogło być inaczej, skoro odebrano możliwość kupienia biletu miesięcznego poprzez inny niż FALA system.

Sprawa dotarła aż do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który sprawdza czy pozbawienie Pomorzan usług innych dostawców, takich jak jakDojadę, nie jest przypadkiem nieuczciwej konkurencji.

Dodajmy do tego powtarzające się problemy ze znikającymi z podpiętej do FALI karty płatniczej biletami, nieczytelne kody QR na papierowych biletach (operator FALI opublikował nawet swego czasu instrukcję pokazującą... jak prawidłowo podtykać papierek pod czytnik) czy mandaty nakładane na uczciwych pasażerów, którzy w trakcie kontroli orientowali się, że FALA nie naliczyła im opłaty za przejazd.

Poseł PiS Kacper Płażyński właśnie zawnioskował do Najwyższej Izby Kontroli o zbadanie projektu wspólnego biletu. I jeśli mam sobie wyobrazić coś, do czego stworzona jest NIK, to jest to właśnie ta rzecz, bo trudno o bardziej wyrazisty przykład regularnego wyrzucania publicznych pieniędzy w błoto.

FALA do reanimacji, tylko czy pacjent przeżyje?

Obsługująca FALĘ samorządowa spółka InnoBaltica właśnie po raz kolejny wymienia prezesa. Radomira Matczaka po serii wizerunkowych porażek zastępuje Dagmara Kleczewska. To urzędniczka, której udało się postawić na nogi inny początkowo katastrofalny projekt, czyli trójmiejski rower MEVO.

Debiut MEVO był falstartem, bo zamówiono rowery ze zbyt szybko wyładowującymi się bateriami. Jakby tego było mało, korzystanie z nich było wycenione zbyt nisko, przez co operator upadł. Ale MEVO 2.0 to już inna bajka: teraz system działa świetnie, jest popularny, a Pomorze może poszczycić się jedynym takim rozwiązaniem w Polsce, które oferuje przejazdy rowerami elektrycznymi.

Podniesienie na nogi FALI to jednak misja o wiele trudniejsza niż reanimacja MEVO 2.0. Pasażerowie nowego biletu nie cierpią, i trudno im się dziwić. Nic tu nie działa tak jak powinno, a często po prostu w ogóle nie działa.

Mimo to sprawujący nadzór nad projektem wicemarszałek Bonna jest na Pomorzu nietykalny. Codziennie w doskonałym humorze przecina kolejne wstęgi i bryluje na mniej lub bardziej oficjalnych uroczystościach. I tylko kiedy Bonna ogłasza podwyżkę biletów na chwilę poważnieje, bo okazuje się, że nieustające pasmo sukcesów trwa tylko do czasu, gdy władze przerzucają koszty na pasażerów. Wtedy nagle okazuje się, że w skarbcu pomorskiego samorządu hula wiatr.