Ksiądz oraz rowerzysta. Polski ksiądz jak Łatwogang. Teraz na rowerze przejedzie przez USA
Polski ksiądz jak Łatwogang. Teraz na rowerze przejedzie przez USA Fot. New Africa / PeopleImages / Shutterstock Montaż:INNPoland.pl

Polski ksiądz na długo przed akcją, którą prowadzi Łatwogang, jeździł rowerem w szczytnym celu. Przed nim mordercza trasa przez Stany Zjednoczone, dwanaście dni niemal bez snu i ekstremalne zmęczenie. Jako pierwszy katolicki kapłan w historii spróbuje przejechać rowerem blisko 5000 kilometrów przez pustynie i pasma górskie USA. Wszystko po to, by pomagać dzieciom w potrzebie.

REKLAMA

Paweł wie, że to, co go czeka w Stanach Zjednoczonych, będzie ekstremalne. – Najtrudniejsze będą Góry Skaliste – przyznaje. – Wyjeżdża się na ponad dwa tysiące metrów i zostaje tam bardzo długi czas. A to oznacza mniejszą ilość tlenu i ewentualnie problemy z oddychaniem. Najwyższy punkt wyścigu to ponad 3400 metrów – opowiada Paweł w swoim mieszkaniu w Bremie.

W tym mieście-landzie na północy Niemiec nie ma gór ani pustyń, przez które będzie musiał przejechać w USA. Zamiast upałów – tylko kilkanaście stopni Celsjusza. Żeby się przygotować do ultrawyścigu, Paweł jeździ do późna w nocy na trenażerze w piwnicy. Cieplej ubrany i bez wentylatora.

Innym razem trenuje nad rzeką Wezerą. Nieraz jeszcze po północy. 

"Szalony na punkcie rowerów"

Jestem księdzem katolickim i jestem troszkę szalony na punkcie rowerów – tak często przedstawia się 41-letni ks. dr Paweł Nowak. W mediach społecznościowych po prostu: Pastor on Bike.

Pochodzi z Dębicy, święcenia kapłańskie przyjął w Tarnowie, doktorat zrobił na KUL-u. Od 2014 roku jest kapłanem w Niemczech – w diecezji Hildesheim, która obejmuje m.in. część Bremy. Na co dzień ks. Paweł odprawia msze w trzech parafiach, udziela chrztów, ślubów, odprawia pogrzeby, spotyka się z radami parafialnymi. Jest – jak mówi – blisko ludzi i "otwarty na słuchanie wszystkich".

Wiernym opowiada o swojej pasji kolarskiej i śmiałych planach. Odlicza dni do wielkiej wyprawy przez USA. Zostało ich jeszcze kilkanaście. 

Pierwszy ksiądz na RAAM

Potem, 16 czerwca, wyruszy w jeden z najtrudniejszych wyścigów kolarskich świata – Race Across America (RAAM) – w kategorii solo mężczyzn. Będzie pierwszym księdzem katolickim i piątą osobą z Polski, która ruszy w morderczy maraton. Przed nim 4800 kilometrów, 52 tys. metrów przewyższenia i dwanaście dni prawie bez snu. – Może tylko godzinę, dwie dziennie – mówi. Codziennie chce przejechać 450 kilometrów.

Trasa, która rozpoczyna się na zachodnim wybrzeżu w stanie Kalifornia i kończy na wschodnim – w New Jersey, prowadzi przez trzy pasma górskie, dwie pustynie i Wielkie Równiny. Paweł zabierze ze sobą trzy rowery – wszystkie z tej samej niemieckiej firmy. – Jeden bardziej na góry, drugi – uniwersalny i jeszcze rower aero, głównie na długie proste – wylicza, prezentując pojazdy ulokowane w pokoju gościnnym.

Na niebieskiej koszulce startowej Pawła są trzy flagi – polska, niemiecka i amerykańska. Jednak najbardziej rzuca się w oczy kolorowy napis "Trauerland" ("Kraina Smutku"). To dla tego stowarzyszenia z Bremy, które nieodpłatnie pomaga dzieciom, młodzieży i młodym dorosłym po stracie bliskiej osoby, ks. Paweł chce zebrać podczas wyścigu 26 tys. euro. – odpowiednio do roku kalendarzowego.

Jak Łatwogang

Pierwszą zbiórkę rowerową Paweł Nowak wymyślił na długo przed Łatwogangiem, który wyruszył z Zakopanego do Gdańska, aby zebrać pieniądze na terapię ośmioletniego Maksa.

U Pawła zaczęło się od "everestingu" w czerwcu 2023 roku. Dla chorej na serce Antosi przejechał setki kilometrów, uzyskując sumę przewyższeń, które odpowiadają wysokości najwyższej góry świata – Mount Everest. Udało się zebrać ponad 18 tys. złotych.

Potem było "serce dla Kacperka" – przejechanie non stop bez snu tysiąca kilometrów, rysując na mapie Polski swoim śladem przejazdu serce. Zajęło to Pawłowi 50 godzin.

Dla kolejnej organizacji pomagającej ciężko chorym dzieciom z Bremy objechał diecezję Hildesheim (1200 km). Potem jeszcze dla Filipka objechał Polskę (ponad 3600 km), a dla hospicjum dziecięcego pojechał z Bremy do Rzymu na spotkanie z papieżem.

Kilka dni później jechał już w kolarskim maratonie Race Around Austria, objeżdżając Austrię (2200 km) w niecałe pięć dni. Zbierał wtedy datki dla fundacji pomagającej dzieciom chorym na raka.

Wszystkie akcje można było śledzić na kanałach społecznościowych Pawła Nowaka.

Ultrakolarz w sutannie

Tak będzie i w tym roku podczas maratonu kolarskiego przez Amerykę. Do USA ks. Paweł zabiera siedmioosobowy zespół z Polski, który będzie mu towarzyszył w dwóch pojazdach. Wśród nich brat Rafał – z zawodu lekarz – i Aneta Lamik, zwyciężczyni ubiegłorocznego RAAM w kategorii solo kobiet.

Wszystkie wyprawy organizuje z własnej kieszeni. I choć w Niemczech księża otrzymują miesięczne wynagrodzenie, na wyjazd do Stanów pieniądze pożyczyli też rodzice i brat. Na razie koszty wyniosły już 50 tys. euro.

Ktoś powie, że to prawie dwa razy więcej niż zamierzony cel zbiórki, ale dla księdza z Bremy liczy się jeszcze coś innego. – Te akcje pokazują, że księża są normalnymi ludźmi, mają swoje pasje – jak każdy człowiek – mówi Paweł. I podkreśla, że gdy wyrusza w trasę, do ludzi trafia pozytywna informacja. – Ktoś może usłyszeć, że jednak Kościół żyje i że Pan Bóg jest – zaznacza.

A łączność z nim ks. Paweł będzie miał przez cały kolarski maraton, gdzie – jak mówi – jest czas na modlitwę i kontakt z Bogiem. – Wiara jest dla mnie motywatorem i wsparciem w czasie trudów wyścigu. I na pewno aniołowie mają mnie pod swoją opieką w czasie drogi – stwierdza.

Nie będzie mógł jednak odprawiać mszy i odmawiać obowiązkowego brewiarza. – Święty Filip Neri powiedział, że "opuszcza Chrystusa dla Chrystusa". I to też jest moja dewiza, kiedy właśnie nie mogę odmówić tych obowiązkowych modlitw, ale w tym czasie czynię coś dobrego dla drugiego człowieka – mówi Paweł Nowak.

"Po prostu jeżdżę na rowerze"

W Bremie w "Krainie Smutku" będzie mu kibicować ponad 120 dzieci i nastolatków przychodzących na zajęcia, które pomagają im przepracować śmierć rodziców, rodzeństwa i innych bliskich osób. To najstarsza inicjatywa tego typu w Niemczech. Istnieje od 27 lat. – Utrzymujemy się niemal wyłącznie z darowizn i to one sprawiają, że nasza oferta jest bezpłatna dla wszystkich zainteresowanych – mówi Maja Bendiks, wiceszefowa zespołu pedagogicznego "Trauerlandu". Placówka cały czas szkoli nowych pomocników i pomaga rozwijać podobne instytucje w innych regionach Niemiec.

Gdy w listopadzie ubiegłego roku Paweł napisał e-mail do "Krainy Smutku", proponując, że zbierze dla niej pieniądze w wyścigu przez USA, jej zespół nie mógł uwierzyć w swoje szczęście. – Paweł to wspaniały człowiek. Można by go nazwać dobrym samarytaninem – mówi Claudia Köpke, odpowiedzialna w stowarzyszeniu za fundusze.

Paweł uśmiecha się trochę nieśmiało. – Postaram się zasłużyć na te słowa – mówi ultrakolarz, który wcale za takiego się nie uważa. – Nie jestem ekstremalnym sportowcem, nie trenuję profesjonalnie. Po prostu jeżdżę na rowerze – powtarza.