
Czy naprawdę chcemy, żeby decyzje wpływające na życie obywateli powstawały przy pomocy promptów pisanych przez ludzi, którzy często mają problem z cyfrowymi podstawami obsługi urzędu? Sztuczna inteligencja błyskawicznie wchodzi do polskiej administracji. Problem polega na tym, że państwo nie nadąża za własną cyfrową rewolucją.
Ze wsparcia AI korzysta dziś wiele urzędów czy samorządów. Z raportu NASK "AI w e-administracji publicznej – perspektywa urzędników i instytucji" wynika, że aż 77 proc. urzędników ma kontakt ze sztuczną inteligencją każdego dnia. Najczęściej używają jej do wyszukiwania informacji oraz redagowania dokumentów urzędowych. Właśnie ten drugi element budzi największe emocje. Kiedy algorytm zaczyna pomagać przy tworzeniu pism administracyjnych, pojawiają się wątpliwości.
AI pisze dokumenty urzędowe. Odpowiedzialność nadal zostaje po stronie człowieka
Sztuczna inteligencja coraz częściej pomaga przy tworzeniu pism i dokumentów administracyjnych. Dla wielu urzędów stała się narzędziem codziennej pracy. Jest jednak pewien problem. Dokument wygenerowany przez AI może wyglądać profesjonalnie nawet wtedy, gdy zawiera nieścisłości lub poważne błędy.
Administracja doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożenia. Szefowa służby cywilnej Anita Noskowska-Piątkowska przypomniała w oficjalnych wytycznych, że AI ma charakter wyłącznie pomocniczy i nie zwalnia urzędnika z odpowiedzialności za podjęte decyzje. Dyrektorzy urzędów ostrzegają już nawet pracowników przed odpowiedzialnością dyscyplinarną za bezrefleksyjne kopiowanie treści generowane przez algorytmy.
Zobacz także
Największy problem? Kompetencje cyfrowe urzędników i umiejętność pisania promptów
Sama sztuczna inteligencja nie jest zagrożeniem. Problem zaczyna się wtedy, gdy trafia w ręce osób bez odpowiednich kompetencji cyfrowych. Dobre wykorzystanie AI wymaga logicznego myślenia, umiejętności formułowania precyzyjnych poleceń i sprawdzania poprawności odpowiedzi. Źle napisany prompt oznacza błędną odpowiedź. A błędna odpowiedź w administracji może uderzyć bezpośrednio w obywatela.
Wielu Polaków ma dziś wątpliwości, czy urzędy są gotowe na tak dużą cyfrową zmianę. Część administracji nadal zmaga się z podstawową cyfryzacją, a równocześnie pracownicy zaczynają korzystać z technologii zdolnej do generowania skomplikowanych treści prawnych. AI może bardzo ułatwić pracę, ale bez rozwoju kompetencji stanie się tylko cyfrową protezą, która przyspieszy produkowanie błędów.
Państwo nie nadąża za technologicznymi zmianami. Regulacje nadal są dziurawe
Największą przeszkodą pozostają dziś przepisy i bezpieczeństwo danych. RODO blokuje możliwość wrzucania poufnych informacji obywateli do publicznych modeli AI. Urzędnik nie może po prostu wkleić dokumentacji sprawy do chatbota i oczekiwać gotowej decyzji administracyjnej. Dlatego wiele urzędów działa obecnie w szarej strefie technologicznej, korzystając z AI bez pełnych regulacji i jasnych granic.
Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zaczęło już zbierać dane o wykorzystaniu sztucznej inteligencji w administracji publicznej. Planowane są szkolenia i nowe przepisy dotyczące korzystania z AI przez urzędników. Niestety, technologia rozwija się szybciej niż państwowe procedury. Cyfrowa różdżka już trafiła do urzędów. Teraz pozostaje pytanie, czy wszyscy naprawdę wiedzą, jak jej używać i czy w ogóle powinni z niej korzystać.
