
Polacy coraz chętniej informują fiskusa o majątku znajomych, ale rzadko robią to z troski o budżet państwa. Najnowsze dane KAS nie pozostawiają złudzeń: liczba donosów rośnie, ale aż 70 proc. z nich to efekt sąsiedzkich złośliwości, rodzinnych kłótni i chęci odwetu na byłym szefie, a nie przywiązania obywatela do praworządności. Dane z szesnastu izb skarbowych pokazują, że najbliższe otoczenie jest dla KAS najważniejszym źródłem informacji o oszukiwaniu na podatkach.
Wygląda na to, że nasz narodowy sport – "uprzejmie donoszę" – ma się lepiej niż kiedykolwiek. Dane z Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) za 2025 rok nie pozostawiają złudzeń: skarbówka jest zasypywana informacjami od obywateli, ale rzadko kiedy kryje się za tym obywatelska troska o budżet Polski. Motywacją często bywa zemsta lub zazdrość.
Statystyki nie kłamią: do US donosimy coraz chętniej
Zazdrość o nowy samochód sąsiada, trudny rozwód czy konflikt z byłym szefem – to najczęstsze powody, dla których Polacy wysyłają wiadomości do skarbówki. W 2025 roku liczba tzw. informacji sygnalnych przekroczyła 84 tysiące, co oznacza wyraźny trend wzrostowy. Problem w tym, że większość zgłoszeń to nie dowody na wielkie oszustwa, a próba odegrania się na otoczeniu.
Liczba zgłoszeń wysyłanych do KAS rośnie z roku na rok. Porównując dane, widać, że stajemy się coraz bardziej aktywni w informowaniu organów państwa. W 2023 roku donosów było 76,3 tys., rok później już 79,8 tysiąca a zeszły zamknął się wynikiem 84,4 tysiąca. Zestawiając rok 2025 z 2023, widać skok o ponad 10,6 proc.
Portret "sygnalisty": kto i na kogo skarży?
Eksperci KAS oraz doradcy podatkowi wskazują na smutną prawidłowość: aż 70 proc. donosów wynika z osobistych konfliktów. Najczęściej autorami zgłoszeń są:
Większość tych zgłoszeń ma charakter anonimowy i jest napisana w sposób bardzo ogólny, co – jak przyznają urzędnicy – często uniemożliwia jakąkolwiek realną weryfikację. Inaczej mówiąc: KAS nie może sprawdzić, czy wskazana osoba lub podmiot rzeczywiście oszukuje Polskę na podatkach.
Sygnaliści informują skarbówkę. Dlaczego liczba zgłoszeń rośnie?
Choć 70 proc. sygnałów dyktują emocje, wzrost liczby zgłoszeń ma też podłoże społeczne i ekonomiczne. Rośnie świadomość prawna. Dzięki internetowi łatwiej wiemy, co jest nielegalne, a kampanie edukacyjne KAS odczarowują pejoratywny wydźwięk słowa "donos", promując rolę sygnalisty jako strażnika interesu publicznego. W końcu oszukiwanie na podatkach sprawia, że państwo nie może zaspokajać potrzeb obywateli tak, jak powinno.
Swoje robi inflacja i poczucie niesprawiedliwości. Kiedy pieniędzy w portfelu jest mniej, obywatele stają się bardziej wyczuleni na luksusowe życie innych, zwłaszcza jeśli podejrzewają, że jest ono finansowane z unikania podatków.
Do tego dochodzi łatwość komunikacji. Możliwość wysłania e-maila sprawia, że bariera wejścia jest zerowa – wystarczy kilka minut, by odpalić procedurę sprawdzającą u danej osoby.
Zobacz także
Fiskalny szum informacyjny
Mimo że zgłoszenia do skarbówki bywają pomocne w ściganiu oszustów, ogromna ich część to pochopne oskarżenia oparte na domysłach. Magdalena Wojciechowska z BCC ostrzega, że takie zgłoszenia niepotrzebnie obciążają administrację skarbową, utrudniając wyłapywanie prawdziwych, poważnych naruszeń.
"Sukces majątkowy innych bywa często postrzegany nie jako osiągnięcie, lecz jako potencjalne nadużycie. Sygnalista uważa, że sąsiadka nie pracuje, a pozwala sobie na nowe auto, podczas gdy ona po prostu pracuje zdalnie" – podkreśla ekspertka.
Skarbówka staje się coraz sprawniejszym detektywem, ale w dużej mierze musi nim być, by oddzielić ziarno (rzeczywiste oszustwa) od plew (sąsiedzkiej złośliwości). Jeśli planujesz "uprzejmie donieść", pamiętaj: urzędnicy potrafią rozpoznać emocje między wierszami, a anonimowość nie zawsze gwarantuje, że zgłoszenie trafi do sekcji z priorytetami.
