
Wideo, na którym klient apteki kupuje paczkę prezerwatyw i każe wystawić fakturę na Kancelarię Prezesa Rady Ministrów, bije rekordy popularności. Jednak to, co dla internautów jest świetnym żartem, w świetle przepisów jest przestępstwem. "Trollowanie" skarbówki może skończyć się nie tylko grzywną, ale nawet więzieniem.
To miał być chyba swoisty performance wymierzony w system KSeF i symbol buntu przeciwko fiskalnej inwigilacji. Krajowy System e-Faktur (KSeF), obowiązkowy od lutego 2026 roku, miał uszczelnić system podatkowy i wyeliminować oszustwa. Tymczasem stał się narzędziem w rękach internetowych śmieszków, którzy postanowili przetestować granice absurdu.
KSeF i prezerwatywy na KPRM. "Poproszę najmniejsze, jakie są"
Scenariusz nagrania, które krąży po sieci, jest prosty. Mężczyzna wchodzi do apteki, prosi o paczkę prezerwatyw – złośliwie zaznacza "najmniejsze, jakie są" – po czym przy kasie podaje numer NIP Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Farmaceuta wprowadza dane. System KSeF mieli cyfry i wypluwa dokument.
Faktura idzie w świat. KPRM formalnie staje się nabywcą środków antykoncepcyjnych.
Przekaz autora jest jasny: system jest dziurawy, pozwala wystawić fakturę na każdego, a przedsiębiorcy są bezbronni wobec absurdu biurokracji. Filmik stał się wiralem, symbolem "obywatelskiego nieposłuszeństwa" wobec fiskusa. Dodajmy jeszcze, że i wcześniej dokładnie każdy mógł w taki sam sposób wziąć fakturę na dowolny podmiot. Tyle że wtedy nie trafiała ona bezpośrednio do skarbówki i do oficjalnego obiegu.
Faktura na prezerwatywy dla rządu. Żart, za który można trafić za kratki
Problem w tym, że prawo podatkowe nie ma poczucia humoru. To, co autor nagrania uznał za happening, w języku Kodeksu karnego skarbowego i Kodeksu karnego ma bardzo nieprzyjemne nazwy.
Wprowadzenie do obrotu prawnego faktury dokumentującej zdarzenie gospodarcze, które nie miało miejsca (KPRM nie kupiła prezerwatyw), to wystawienie tzw. pustej faktury. W zależności od kwalifikacji czynu, "żartownisiowi" grożą poważne konsekwencje:
- Fałsz intelektualny (Art. 271 KK): Funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu (a w systemie KSeF przedsiębiorca ma taki status), która poświadcza nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
- Oszustwo podatkowe: Choć kwota jest znikoma, mechanizm jest ten sam, co przy mafiach vatowskich. Wprowadzanie błędnych danych do systemu centralnego to celowe wprowadzanie w błąd organów podatkowych.
Nawet jeśli sąd uznałby znikomą szkodliwość społeczną czynu ze względu na niską wartość "transakcji", samo postępowanie karne i wpis w kartotece to wysoka cena za kilka lajków na TikToku.
KSeF "łyka" wszystko? Luka w systemie
Wydarzenie to obnażyło jednak realny problem, o którym eksperci alarmowali od dawna. KSeF nie weryfikuje, czy osoba podająca NIP przy kasie ma prawo reprezentować dany podmiot.
– Do wystawienia faktury wystarczy znajomość numeru NIP. Te dane są jawne. Każdy może wejść do sklepu i wziąć fakturę na Orlen, KGHM czy lokalną piekarnię – komentują doradcy podatkowi.
Dla przedsiębiorców to koszmar. W systemie KSeF mogą pojawić się faktury kosztowe, o których istnieniu firma nie ma pojęcia. Choć "prezerwatywy dla premiera" są łatwe do wyłapania jako błąd lub żart, to tysiące drobnych faktur na paliwo czy materiały biurowe mogą umknąć uwadze księgowych, tworząc bałagan w dokumentacji i narażając firmę na tłumaczenie się przed Urzędem Skarbowym.
KPRM prezerwatyw nie odliczy
Internauci przytomnie zauważają, że do końca roku obowiązuje okres przejściowy dla faktur o wartości poniżej 450 zł (traktowanych jako faktury uproszczone/paragony z NIP), co technicznie może sprawić, że ten konkretny dokument nie trafi natychmiast do głównego rejestru KSeF w pełnej formie.
To jednak nie zmienia faktu, że "prowokacja" z apteki jest stąpaniem po cienkim lodzie. Administracja skarbowa, dysponując teraz potężnym narzędziem analitycznym, widzi wszystko. I z pewnością nie pozwoli, by państwowy system stał się tablicą do pisania wulgarnych żartów. Przedsiębiorcy, którzy chcą pójść w ślady autora nagrania, powinni dwa razy zastanowić się, czy warto ryzykować wolność dla chwili internetowej sławy.
Zobacz także
