
W polskim biznesie panuje rzadkie zjawisko: cisza. Zamiast krzyków o błędach 404, zawieszonych serwerach i paraliżu księgowości, mamy… nudę. Krajowy System e-Faktur wystartował. Wbrew czarnym scenariuszom kreślonym przez sceptyków daje radę. Owszem, na razie na małą skalę. Owszem, to dopiero pierwszy dzień. Tak, to niczego nie dowodzi. Ale coraz więcej przedsiębiorców pisze w mediach społecznościowych, że KSeF po prostu działa.
Noc z soboty na niedzielę miała być dla dyrektorów finansowych i księgowych największych polskich firm "godziną zero". O północy wystartował obowiązkowy KSeF dla gigantów. Wielu spodziewało się powtórki z rozrywki – scenariusza znanego z wdrażania Polskiego Ładu czy pierwszych dni e-PUAP, gdzie systemy padały pod naporem użytkowników jak domki z kart.
Niedzielny poranek przyniósł zaskoczenie
System działa. Faktury przechodzą. Logowanie jest płynne. Marcin Łoboda, wiceminister finansów i szef Krajowej Administracji Skarbowej, rzuca na stół twarde liczby: 50 tysięcy faktur, zero problemów.
Pierwsze statystyki, którymi podzielił się Łoboda, brzmią nieźle. W ciągu zaledwie kilku pierwszych godzin funkcjonowania systemu do KSeF wpłynęło ponad 50 tys. faktur i zalogowało się około 320 tys. użytkowników.
– Pierwsze dane pokazują, że proces korzystania z KSeF przebiega płynnie, a system działa stabilnie i zgodnie z przyjętymi założeniami – zapewnia Marcin Łoboda.
Wtóruje mu minister finansów Andrzej Domański, który na platformie X z nieskrywaną satysfakcją odnotował, że start odbył się "planowo, sprawnie i bez zakłóceń". Dla przedsiębiorców przyzwyczajonych do tego, że państwowe systemy wymagają "cierpliwości i odświeżania strony", taka stabilność jest ewenementem.
Wielcy na pierwszy ogień. Kto już korzysta?
Rewolucja zaczęła się od "wagi ciężkiej". Od 1 lutego obowiązek fakturowania w KSeF dotyczy firm, których obroty przekroczyły w 2024 roku 200 mln zł. Według szacunków resortu finansów to elitarna grupa około 4,2 tys. podmiotów. To właśnie oni przecierają szlaki i – ku zdziwieniu wielu – nie zgłaszają na razie krytycznych błędów.
Resort finansów zastosował jednak metodę kija i marchewki, z naciskiem na marchewkę (lub raczej brak kija). Przypomniano, że rok 2026 to okres ochronny – kary za błędne stosowanie KSeF nie będą jeszcze nakładane. To daje biznesowi margines bezpieczeństwa, choć przy obecnej stabilności systemu, może on nie być wcale potrzebny.
Prawdziwy test dopiero nadejdzie
Choć dzisiejszy sukces cieszy, eksperci tonują nastroje. Prawdziwe "sprawdzam" dla architektury IT KSeF-u nastąpi 1 kwietnia. Wtedy do systemu dołączą mniejsze firmy (obroty poniżej 200 mln zł, ale powyżej 10 tys. zł miesięcznie) oraz duża część samozatrudnionych B2B.
Skala zapytań do serwerów wzrośnie wówczas wykładniczo. Jednak dzisiejszy, bezproblemowy start daje nadzieję, że Ministerstwo Finansów odrobiło lekcje z przeszłości. Dla przedsiębiorców najważniejsza wiadomość dnia brzmi: możecie spokojnie wystawiać faktury. Po drugiej stronie kabla ktoś wreszcie dopilnował, żeby wszystko działało.
Zobacz także
