zabawkowe miecze na tle zamku w Stobnicy
Średniowiecze z betonu i smart-zamek dla krezusów. Stobnica, czyli pomnik polskiego absurdu Fot. BelusUAB / Shutterstock / succo / Pixabay / Montaż: INNPoland.pl

Stało się. Po latach sądowych batalii, w kwietniu 2026 roku Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie uznał monumentalny zamek w Stobnicy za w pełni legalny. Przyglądamy się spektakularnej skali absurdu: budowana w sercu chronionego lasu enklawa dla milionerów nagle zamienia się w park rozrywki, który ma udawać wieki ciemne za pomocą nowoczesnego betonu, inteligentnych systemów i biletów za ciężkie miliony.

REKLAMA

Zamek w Stobnicy miał być zamkniętym azylem dla najbogatszych ludzi w kraju. Skończyło się na imitacji średniowiecznego miasteczka i biletach wstępu na leśną ścieżkę. Gigantyczna inwestycja w środku chronionego lasu wkracza w ostatnią fazę: wykończeniową. Czy współczesna fantazja bogatego biznesmena stanie się nowym symbolem polskiej turystyki, czy raczej pomnikiem bezsilności państwa wobec grubego portfela?

Średniowiecze z betonu i smartzamek dla krezusów. Witamy w Stobnicy, pomniku polskiego absurdu

Poczujcie na chwilę tę niesamowitą, głęboką skalę absurdu. Mamy rok 2026. W kwietniu Naczelny Sąd Administracyjny ostatecznie oddala skargi ekologów i uznaje, że gigantyczny, betonowy zamek wzniesiony na sztucznej wyspie w samym sercu chronionej Puszczy Noteckiej (obszar Natura 2000) jest w pełni... legalny. Państwo skapitulowało, drut kolczasty i wały ziemne znikają, a inwestycja wchodzi w ostateczną fazę.

I tu następuje najlepszy, najśmieszniejszy zwrot akcji. Budowla, która od 2015 roku powstawała jako supertajna, elitarna enklawa dla obrzydliwie bogatych milionerów, nagle otwiera podwoje dla... pospólstwa. Dlaczego? Bo kapitał musi się zgadzać, a nic tak dobrze nie zarabia, jak ludzka ciekawość i czysty, niczym niefiltrowany kicz. Co ciekawe, jeszcze kilka lat temu krążyły plotki o pałacu Kulczyków w puszczy – w rzeczywistości za inwestycją stała zupełnie inna poznańska rodzina biznesmenów.

Zamek w Stobnicy. Inteligentny gmach udaje wieki ciemne

Właściciele obiektu wpadli na genialny w swojej bezczelności pomysł. Skoro nie da się już ukryć tej monstrualnej konstrukcji przed światem, zróbmy z niej... średniowieczny Disneyland. W środku zamku trwa właśnie gorączkowe budowanie "średniowiecznego miasteczka". Powstaje sztuczny rynek, na którym zatrudnieni aktorzy będą imitować pracę dawnych kowali, złotników i rzemieślników.

Wyobraźcie sobie ten potężny dysonans poznawczy:

  • Z jednej strony: turyści płacący 40 złotych za samą przyjemność opłynięcia zamku łódką lub 50 złotych za spacer wokół płotu.
  • Z drugiej strony: "inteligentny zamek", naszpikowany technologią XXI wieku.
  • Podczas gdy na dole kowal tłucze młotem w sztuczne kowadło pod okiem wycieczki szkolnej, zintegrowany system BMS (Building Management System) na żywo monitoruje temperaturę w apartamentach milionerów i wysyła powiadomienia na smartfona, jeśli pan hrabia zapomni domknąć okna w swojej wieży. Średniowiecze pełną gębą, nie ma co.

    Osobiście przypomina mi to postać z popularnej kreskówki "Świnka Peppa", pana Lisa. To handlarz, który na pytanie typu "Czy to prawdziwe złoto?" odpowiadał zawsze w stylu "Tak, prawdziwe. Z plastiku".

    Otwarcie wewnętrznej trasy dla poszukiwaczy wielkopolskiego plastiku zaplanowano na 2027 rok. Do tego czasu bogacze będą mogli w spokoju kupować apartamenty za astronomiczne, sześciocyfrowe kwoty, ciesząc się strefą spa, basenem i salą balową, podczas gdy za oknem turyści będą kupować plastikowe miecze i magnesy na lodówkę.

    Nie jest to zresztą odosobniony trend – mimo spadku popytu na zwykłe lokale deweloperzy odbijają sobie straty na segmencie premium, a spadek popytu na mieszkania wcale nie zatrzymał wind cenowych w luksusowych inwestycjach.

    Zamkomania po polsku, czyli nie tylko Stobnica

    Myślicie, że Stobnica to odosobniony przypadek architektonicznego odklejenia? Skądże! Polacy mają zakorzenioną w genach miłość do monumentalnych, betonowych potworków udających zamczyska. Na rodzimej mapie kuriozów Stobnica ma bardzo silną konkurencję. Oto jej rywale.

    1. Zamek w Łapalicach (Kaszuby)

    Absolutna matka i królowa wszystkich polskich samowoli budowlanych. Snycerz i producent mebli Piotr Kazimierczak, wymarzył sobie w latach 80. potężny zamek o powierzchni 5 tysięcy metrów kwadratowych.

    Miało być 12 wież (jak 12 apostołów), 365 okien i 52 komnaty. Inwestorowi zabrakło pieniędzy i obiekt od dekad stoi w stanie surowym, stając się mekką dla fanów urban exploration i Harry'ego Pottera. Jak opisywano, zamek w Łapalicach to największa samowola budowlana, która miała być dziełem życia, a nigdy nie została ukończona.

    Co najciekawsze: w 2023 roku rada miejska w Kartuzach... zalegalizowała ten zamek, z planem przerobienia go na hotel. Do dziś jednak na budowie panuje głucha cisza.

    2. "Cztery wieże" w Katarzyninie (Wielkopolska)

    Coś dla fanów Disneya na sterydach. Na środku szczerego pola, tuż obok Parku Krajobrazowego, lokalny inwestor (firma produkująca... kompost) postawił gigantyczny, klasycystyczno-gargamelowaty zamek z czterema wieżami narożnymi.

    Mieści się tam hotel na ponad 110 miejsc z kręgielnią i saunami. Wygląda tak kiczowato, że miejscowi mówią na niego "Disneyland dla dorosłych".

    3. "Basztogród" w Nowosielcach-Gniewoszu (Bieszczady)

    Jeśli jedziecie w Bieszczady szukać surowej natury, możecie mocno się zdziwić. "Basztogród" to hotel, który wygląda jakby ktoś wziął cztery klasyczne, PRL-owskie domy-kostki, obficie oblepił je blankami obronnymi i połączył murem z szarych pustaków.

    Do wyboru są apartamenty: kamienny, rycerski i – a jakże – glamour (z kominkiem).

    Kto bogatemu zabroni?

    Najbardziej bolesne w historii Stobnicy jest to, że ta budowla nie niesie za sobą absolutnie żadnej wartości historycznej ani kulturowej. To czysta, współczesna fantazja bogatych ludzi, pomnik spełniania prywatnych zachcianek kosztem nienaruszonej do tej pory przyrody. Apartamenty w takich miejscach trafiają zresztą do bardzo wąskiego grona – tych samych, na których nie robi żadnego wrażenia ile kosztują luksusowe mieszkania w Warszawie.

    "Łatwo się wyzłośliwiać, aczkolwiek problemem nie jest zabawa w średniowiecze (...) ale wszystko to, co działo się dookoła tej inwestycji" – pisał trafnie Adam Bednarek na łamach Spider's Web.

    Przez lata urzędnicy przymykali oko, procedury były naginane, aż w końcu w 2026 roku temat zamknięto prawomocnym wyrokiem sądu. Skoro państwo okazało się bezsilne wobec potęgi betonu i pieniądza, inwestorom nie pozostało nic innego, jak postawić kasy biletowe.

    Idźcie więc, kupcie bilet za pięć dych, popływajcie łódką wokół deweloperskiego snu i podziwiajcie, jak pięknie i hałaśliwie można zarobić na udawaniu historii pośrodku lasu. To kolejny dowód na to, że dla grona, jakim są najbogatsi Polacy, prawo i przyroda bywają jedynie drobną przeszkodą do ominięcia. Kto bogatemu zabroni? No przecież nie Polska.