stos pieniędzy na tle pustego korytarza
Rzeź pustostanów w Rzeszowie. Podatek za puste mieszkanie o 3 000 proc. w górę Fot. Jakub Żerdzicki / Unsplash / Scarbor Siu / Unsplash / Montaż: INNPoland.pl

Zamiast tworzyć nowe podatki, aktywiści w Rzeszowie chcą sprytnie wykorzystać istniejące przepisy. Jeśli kupiłeś mieszkanie tylko po to, by stało puste i zyskiwało na wartości, miasto może zmienić twoją stawkę podatkową na komercyjną. O co toczy się bitwa i jaki jest prawdziwy cel "Rzeszowskiego Komitetu Antyspekulacyjnego"?

REKLAMA

Czy mieszkanie, w którym nikt nie mieszka, wciąż jest mieszkaniem, czy już tylko kosztowną zabawką inwestora? Rzeszowski Komitet Antyspekulacyjny złożył do Rady Miasta projekt uchwały, który ma drastycznie uderzyć po kieszeni właścicieli "martwych lokali". Sprawdzamy, na czym polega ten rewolucyjny plan i czy rzeszowski eksperyment zmusi deweloperów do obniżenia cen.

Czy Rzeszów pogoni spekulantów?

Zamiast 62 złotych – blisko 1800 złotych rocznie za puste M4. Pod hasłem "rzezi pustostanów" lewica i aktywiści chcą zmusić fundusze inwestycyjne do wpuszczenia lokatorów do zamrożonych lokali. Rozwiązanie jednym jawi się jako ratunek dla rynku, a innym jako zamach na święte prawo własności.

Katowice i Kraków już to robią, Warszawa powiedziała "nie". Projekt podatku od spekulacji mieszkaniowej właśnie trafił na biurka rzeszowskich radnych. Młodzi ludzie mają dość windowania cen najmu i pustych bloków, które służą wyłącznie jako bezpieczna lokata kapitału.

Nowa inicjatywa obywatelska w Rzeszowie proponuje proste, ale bezwzględne rozwiązanie: nie mieszkasz – płacisz jak za biuro lub sklep.

O co chodzi w wojnie o "martwe mieszkania"?

Żyjemy w czasach, w których zakup mieszkania w celach innych niż mieszkaniowe stał się jedną z najpopularniejszych lokat kapitału. Deweloperzy budują, fundusze inwestycyjne kupują całe pakiety lokali, a zamożni inwestorzy indywidualni traktują beton jak bezpieczniejszą alternatywę dla giełdy czy lokat bankowych. Efekt? W nowo oddanych blokach wieczorami w połowie okien nie pali się światło. Mieszkania stoją puste i czekają, aż ich wartość wzrośnie.

Temu zjawisku jawny opór postanowił stawiać powołany w lutym 2026 roku "Rzeszowski Komitet Antyspekulacyjny". Aktywiści złożyli właśnie w Radzie Miasta projekt uchwały, który w kuluarach już zyskał miano "rzezi pustostanów".

O co dokładnie chodzi w tym kontrowersyjnym pomyśle i czy ma on jakikolwiek sens?

Matematyka gniewu: podwyżka o niemal 3 000 proc.

Zasada proponowanych zmian jest genialna w swojej prostocie. Aktywiści nie chcą tworzyć nowego podatku od zera, bo na to nie pozwala polskie prawo. Chcą za to zmienić kwalifikację podatkową mieszkań, które od lat stoją puste.

Obecnie w Rzeszowie (podobnie jak w innych miastach) obowiązują dwie skrajnie różne stawki podatku od nieruchomości:

  • Stawka mieszkaniowa: 1,24 zł za metr kwadratowy rocznie.
  • Stawka dla lokali użytkowych (komercyjnych): 35,36 zł za metr kwadratowy rocznie.
  • Jeśli uchwała przejdzie, puste mieszkanie zostanie uznane za produkt czysto komercyjny – za lokatę kapitału, a nie miejsce do życia. Jak to wygląda w portfelu?

    Roczny podatek dla mieszkania 50 mkw. w Rzeszowie wyniósłby zatem 62,50 zł według obecnej stawki mieszkaniowej, ale aż 1768,00 zł po przekwalifikowaniu na stawkę komercyjną. Dla wielkiego funduszu inwestycyjnego, który posiada w Rzeszowie kilkadziesiąt lub kilkaset takich "martwych mieszkań", roczny koszt utrzymania nieruchomości drastycznie poszybuje w górę.

    Jaki jest cel tych działań? (Spoiler: nie chodzi o budżet)

    Gdy przeciętny obywatel słyszy o nowej opłacie, natychmiast myśli, że miasto szuka łatania dziury budżetowej. Tutaj jest inaczej. Jak otwarcie przyznaje Paweł Preneta z Partii Razem, wpływy z tego tytułu nie będą dla Rzeszowa kluczowe.

    "Celem tej inicjatywy nie jest szukanie dodatkowych środków dla budżetu miasta (...) ale ukrócenie spekulacji mieszkaniowej, sprawienie, że wykorzystywanie mieszkania jako towaru spekulacyjnego przestanie być opłacalne".

    Główny sens tej akcji sprowadza się do dwóch punktów:

  • Wymuszenie podaży: inwestor, stojąc przed wizją płacenia wysokiego podatku za puste ściany, zostanie zmuszony do podjęcia decyzji: albo mieszkanie sprzeda, albo je wynajmie. W obu przypadkach lokal trafia na rynek.
  • Presja na obniżkę cen: młodzi aktywiści podkreślają, że sztuczne chomikowanie lokali zmniejsza ich dostępność. Kiedy fundusze rzucą zamrożone pustostany na rynek, zwiększy się konkurencja, co w naturalny sposób powinno doprowadzić do spadku cen zarówno zakupu, jak i najmu dla zwykłych mieszkańców.
  • Że taki ruch mógłby zadziałać na portfele lokatorów, widać po danych z rynku najmu. Jak opisywaliśmy już w InnPoland.pl, aż dziwne, że ludzie nie chcą mieszkać w Łodzi – rozstrzał cenowy między miastami jest gigantyczny, a tam, gdzie podaż mieszkań rośnie, czynsze hamują albo wręcz spadają. Dokładnie taki efekt chcą wywołać rzeszowscy aktywiści.

    Dlaczego problem dotyka głównie młodych

    Cała ta batalia toczy się przede wszystkim o jedno pokolenie. Młodzi nie liczą na własne mieszkanie tylko na cud – coraz więcej osób przed trzydziestką godzi się z myślą, że będzie wynajmować lokale do końca życia, a eksperci kredytowi otwarcie mówią, że nie każdy będzie miał mieszkanie na własność. Pustostany trzymane przez fundusze tylko pogłębiają tę frustrację.

    Co gorsza, gdy inwestorzy wycofują lokale z obiegu, dla najemców robi się jeszcze ciaśniej. Maleje liczba mieszkań na wynajem, rosną ceny wynajmu – kurcząca się podaż natychmiast przekłada się na skokowy wzrost stawek, sięgający nawet kilkudziesięciu procent w największych miastach. To właśnie ten błędny krąg chce przeciąć rzeszowska uchwała.

    Urzędniczy detektyw: jak sprawdzić, czy ktoś tam mieszka?

    Pomysł wywołuje olbrzymie kontrowersje, a sceptycy natychmiast pytają: jak urzędnicy chcą weryfikować, czy lokal jest pusty? Czy będą sprawdzać liczniki wody i pukać po nocach do drzwi?

    Projektodawcy odpowiadają, że Ameryki nie trzeba odkrywać na nowo – wystarczy skopiować model, który działa już w Katowicach czy Krakowie. Ciężar dowodu zostaje przerzucony na właściciela. Miasto wysyła pismo do instytucjonalnych właścicieli (nie do prywatnych osób posiadających jedno dodatkowe mieszkanie) z żądaniem uzasadnienia, dlaczego korzystają z preferencyjnej, niskiej stawki mieszkaniowej. To deweloper lub fundusz musi udowodnić przed urzędem (np. umową najmu czy rachunkami), że lokal faktycznie spełnia funkcje mieszkalne, a nie jest tylko martwym zapisem w arkuszu Excela.

    Branża deweloperska ma zresztą za sobą trudny okres weryfikacji. Skala ściemy wobec klientów zapiera dech – uruchomiony rejestr cen transakcyjnych obnażył, że realne kwoty bywają o tysiące złotych na metrze niższe od ogłoszeniowych. Przejrzystość, czy to cen, czy zasiedlenia lokali, staje się dla branży coraz bardziej niewygodna.

    Czy radni odważą się na ten krok?

    Rzeszów stoi przed trudnym, ideologicznym wyborem. Z jednej strony są młodzi ludzie i lokatorzy, którzy z powodu kosmicznych cen nie mają szans na własny kąt. Z drugiej – potężne lobby deweloperskie i inwestorzy, którzy napędzają lokalny rynek budowlany.

    Warto pamiętać, że dotychczasowe próby systemowego wsparcia kupujących też budziły spore emocje. Pokazywaliśmy to w tekście "Krytyka kredytu na start. Co z programem mieszkanie na start" – flagowy rządowy program dopłat tonął w sporach koalicyjnych, a część ekspertów ostrzegała, że zamiast pomóc, może jedynie dalej windować ceny. Rzeszowska "rzeź pustostanów" to próba zaatakowania problemu z zupełnie innej, podażowej strony.

    Warszawa podobny projekt odrzuciła, uznając go za zbyt radykalny; Śląsk i Małopolska przetarły szlaki. Teraz piłka jest po stronie rzeszowskich radnych. Bez względu na to, czy uchwała przejdzie, dyskusja o "rzezi pustostanów" jasno pokazuje, że w 2026 roku cierpliwość społeczna wobec spekulacji na rynku nieruchomości zaczyna się ostatecznie kończyć.