
Związki zawodowe chcą wyższej płacy minimalnej. Proponują, by w 2027 roku wzrosła o co najmniej 8,2 proc. i wynosiła około 5200 zł brutto. To kwota znacznie wyższa niż wcześniejsze prognozy ekonomistów i punkt wyjścia do gorących negocjacji z rządem.
Wspólny postulat przygotowały NSZZ "Solidarność", OPZZ oraz Forum Związków Zawodowych. Dokument trafił już do ministra finansów Andrzeja Domańskiego.
Płaca minimalna w górę? Związki zawodowe żądają rekordowej podwyżki
Obecnie płaca minimalna wynosi 4806 zł brutto. Propozycja związkowców znacząco przekracza wcześniejsze szacunki ekspertów. Jeszcze kilka tygodni temu główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich Łukasz Kozłowski oceniał, że najniższa pensja krajowa mogłaby wzrosnąć jedynie do około 4860–4975 zł brutto. Wyliczenia opierały się na rządowych prognozach makroekonomicznych na lata 2026–2030.
Ostateczna wysokość podwyżki płacy minimalnej nie jest jednak przesądzona. Negocjacje w Radzie Dialogu Społecznego oficjalnie rozpoczną się 15 czerwca. Jeśli związki zawodowe i organizacje pracodawców nie osiągną porozumienia, decyzję podejmie rząd – najpóźniej do połowy września.
Na samej płacy minimalnej postulaty związków się nie kończą. Organizacje domagają się również co najmniej 15-procentowych podwyżek dla pracowników budżetówki oraz wyższej waloryzacji emerytur i rent. Według propozycji świadczenia powinny rosnąć nie tylko wraz z inflacją, ale także uwzględniać minimum połowę realnego wzrostu wynagrodzeń.
Wyższe pensje zderzają się z zamrożonymi progami
Jak pisaliśmy w InnPoland, wzrost wynagrodzeń w Polsce coraz wyraźniej zderza się jednak z problemem zamrożonych progów podatkowych. Coraz więcej osób wpada do drugiego progu podatkowego, mimo że trudno uznać je za ludzi zamożnych.
Dziś 2,4 miliona Polaków płaci podatek według stawki 32 proc. To już około 10 proc. wszystkich podatników. Jeszcze rok wcześniej takich osób było niespełna 2 miliony. W ciągu zaledwie 12 miesięcy liczba podatników objętych wyższą stawką wzrosła o pół miliona.
To nie znaczy, że Polacy nagle stali się bogaczami. Problem wynika z tzw. pełzania podatkowego. Progi podatkowe pozostają praktycznie zamrożone, podczas gdy pensje, napędzane inflacją i rosnącymi kosztami życia regularnie rosną.
W 2009 roku, gdy wprowadzano obecny system, próg podatkowy wynosił 85 528 zł rocznie. Minimalne wynagrodzenie było wtedy na poziomie 1276 zł brutto, a przekroczenie limitu dotyczyło niewielkiej grupy najlepiej zarabiających. Aby wejść w wyższą stawkę, trzeba było zarabiać ponad pięciokrotność pensji minimalnej.
Dziś drugi próg zaczyna się od 120 tys. zł rocznie, czyli około 10 tys. zł brutto miesięcznie. Problem w tym, że przy obecnych realiach gospodarczych taka pensja przestała być symbolem luksusu. W dużych miastach często pozwala jedynie na względnie stabilne utrzymanie rodziny.
Zobacz także
Czy progi podatkowe powinny rosnąć? Eksperci apelują o pilne zmiany
Jeszcze kilkanaście lat temu wyższy próg podatkowy miał obejmować wąską grupę najbogatszych. Obecnie coraz mocniej dotyka klasy średniej. W praktyce osoby zarabiające niewiele ponad dwukrotność pensji minimalnej zaczynają wpadać w wyższą stawkę podatkową.
Polski system podatkowy coraz częściej krytykowany jest za brak płynności. W wielu krajach zachodnich podatki rosną stopniowo wraz z dochodem. W Polsce przekroczenie progu oznacza gwałtowny skok stawki z 12 proc. do 32 proc. . Niektórzy komentatorzy nie mają wątpliwości, że obecny polski system podatkowy to patologia, skoro karze ludzi za nominalny wzrost pensji.
Dlatego ekonomiści i część ekspertów apelują o waloryzację progów podatkowych i powiązanie ich ze średnim wynagrodzeniem. Dzięki temu limity rosłyby razem z gospodarką i realnymi zarobkami obywateli.
Źródło: Money.pl
