
Podczas gdy straty ze spożycia alkoholu co roku demolują krajowy budżet, państwowa instytucja postanowiła dołożyć do tego biznesu miliony z kieszeni podatnika. Finansowanie przez NCBiR rzekomo "nowatorskiego" piwa wywołało uzasadnioną burzę. Oto historia dotacji, która obnaża porażającą niekonsekwencję systemu: promowanie substancji szkodliwej za publiczne pieniądze i pakowanie jej w cyniczny, marketingowy slogan "fit".
Spożywanie alkoholu generuje dla Polski wielomiliardowe koszty, które drastycznie przewyższają wpływy z podatków. W tym świetle decyzja NCBiR o przyznaniu milionowej dotacji browarowi Perła na stworzenie "nowatorskiego" piwa brzmi jak ponury żart. To nic innego jak fundowanie za publiczne pieniądze kolejnego alkoholowego bubla. Próba opakowania go w szaty nowoczesnej innowacji nie sprawi, że produkt ten będzie miał cokolwiek wspólnego z byciem "fit".
Premiera "Perły Fit" w cieniu krytyki
Premiera "Perły Fit" na początku kwietnia przeszła bez większego echa. Prawdziwa burza i fala krytyki nadeszły jednak dopiero teraz. Browar od samego początku zasypywał rynek marketingowymi zachwytami. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", w oficjalnych materiałach promocyjnych producent deklaruje: "Perła Fit to lekkie piwo (alk. 3,4 proc. obj.) o obniżonej kaloryczności i niskiej zawartości cukrów. Zawiera zaledwie 1 g cukru w 100 ml, zachowując przy tym to, co najważniejsze – pełny smak Perły".
Władze browaru dodają, że to nowatorska opcja stworzona z myślą o konsumentach, którzy szukają lżejszej alternatywy, ale nie zamierzają całkowicie rezygnować z tradycyjnego alkoholu na rzecz piw bezalkoholowych. Wydaje się to jednak być po prostu chwyt marketingowy. Dużo Polaków przestaje pić, więc próba pakowania alkoholu w fitnessową otoczkę wygląda raczej na rozpaczliwą obronę pozycji branży.
38 milionów z publicznej kasy na piwo
Bulwersujący jest fakt, że na realizację tego projektu przeznaczono aż 38,2 mln zł z publicznych środków – unijnych oraz państwowych dotacji z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Całkowity budżet zasilił dodatkowo wkład własny browaru w kwocie 57,3 mln zł, a przyznane miliony miały pokryć koszty prac badawczych oraz start nowej linii produkcyjnej.
Na pytania "Gazety Wyborczej" o celowość tej dotacji NCBiR odpowiada wymijająco. Urzędnicy uciekają od odpowiedzialności za dzisiejszy efekt, przypominając jedynie, że umowę podpisano w maju 2019 roku, a wniosek przeszedł weryfikację w konkursie ogłoszonym jeszcze w 2018 roku w ramach starej perspektywy UE.
Zobacz także
NCBiR ucina dyskusję stwierdzeniem, że: "zgodnie z procedurą, projekt został poddany merytorycznej ocenie niezależnych ekspertów i na podstawie ich rekomendacji został wybrany do dofinansowania". Urzędnicy bronią swojej decyzji, dodając, że wykorzystanie tej nowej technologii ma umocnić pozycję browaru na rynku i zapoczątkować prawdziwą rewolucję w całym sektorze.
Ubieranie alkoholu w szatę zdrowotnego napoju ma długą i wstydliwą tradycję. Wystarczy przypomnieć, jak Guinness jeszcze w latach 50. i 60. promował swoje piwo niemal jak panaceum, z hasłami w stylu "Guinness is good for you", sugerującymi, że alkohol pomaga w trawieniu, dodaje sił, a nawet wspiera kobiety w połogu. Dziś takie reklamy wydają się absurdem – ale współczesne dopiski "fit" są ich bezpośrednim dziedzicem.
Innowacja za państwowe miliony... wcale nie jest innowacją
Co ciekawe, ów rzekomo "nowatorski" produkt wcale nie jest unikalny na tle konkurencji. "Perła Fit" ma niewiele mniej kalorii od zwykłych, klasycznych piw, a na rynku od lat bez problemu można znaleźć specjalne wersje o znacznie niższej kaloryczności. W tej sytuacji wydanie milionów przez NCBiR na taki pomysł wydaje się co najmniej zastanawiające. Nie zmienia to również faktu, że żaden z tych produktów nie jest zdrowy i nie stanowi lepszej alternatywy dla napojów bezalkoholowych.
Świadczy o tym, chociażby fakt, że to nie chwilowa moda, a długotrwała zmiana – 6 trendów odżywiania na 2026 jasno pokazuje, że konsumenci masowo ograniczają spożycie alkoholu, szukając produktów z prostym, przejrzystym składem. "Fit” na etykiecie piwa to dokładne przeciwieństwo tego, czego oczekuje rynek.
186 miliardów złotych strat państwa
Alkohol to substancja szkodliwa i według wytycznych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) nie ma jego bezpiecznej dawki. I choć ogółu negatywnych skutków picia alkoholu nie da się wycenić, to według analizy Bartłomieja Szulca, EMBA (Executive Master of Business Administration) w ochronie zdrowia (SGH–WUM) dla Onetu z 2025 roku, łączne spożycie alkoholu kosztuje nasze państwo 186 miliardów złotych. Przychody z alkoholu dla Polski to zaledwie 16,5 miliarda złotych, czyli wielokrotnie mniej.
Jest to więc skandaliczne, że państwowe instytucje na promocję alkoholu wykładają jeszcze pieniądze. W piwie nie ma i nie będzie nic nowatorskiego. Żaden marketingowy wybieg, nowoczesna linia produkcyjna ani dopisek "fit" na etykiecie nie zniwelują niszczycielskich skutków społecznych i zdrowotnych, z którymi Polacy muszą się mierzyć każdego dnia. Dotowanie producentów napojów procentowych z kasy państwa, które rzekomo walczy z uzależnieniami, to nie tylko rażąca niekonsekwencja, ale przede wszystkim głębokie nieporozumienie.
