
To już oficjalne: ponad połowa tantiem wypłaconych przez Spotify w Polsce trafiła do artystów, którzy nie mają podpisanych kontraktów z wielkimi wytwórniami. Polscy słuchacze masowo odwracają się od zagranicznego popu na rzecz rodzimych twórców.
Podczas gdy w Sejmie trwają burzliwe debaty o tym, czy podatnicy powinni zrzucać się na emerytury dla twórców, Spotify publikuje najnowszy raport Loud & Clear. Liczby za miniony rok są poważne. W 2025 roku polscy artyści wygenerowali na platformie rekordowe 219 milionów złotych.
Liczba polskich twórców zarabiających rocznie ze Spotify setki tysięcy złotych podwoiła się w ciągu kilku lat.
Polacy na Spotify. Streamingowe eldorado?
W cieniu wielkich, ogólnokrajowych dyskusji o tym, czy polscy artyści przymierają głodem i czy państwo powinno dopłacać im do składek ZUS, na rynku pojawiły się dane, które rzucają na sprawę zupełnie nowe, cyfrowe światło. W minionym roku polscy artyści oraz właściciele praw do muzyki wygenerowali na tej jednej platformie łącznie niemal 219 milionów złotych.
To kolejny historyczny rekord i potężny, 41-procentowy wzrost w zaledwie dwa lata. W 2023 Spotify wypłaciło "naszym" 150 mln zł, rok później 190 mln, teraz ta suma wzrosła do 219 mln zł.
Ponieważ inne platformy streamingowe (takie jak Apple Music czy Tidal) tradycyjnie milczą i nie udostępniają podobnych danych dla naszego kraju, raport Loud & Clear to jedyny tak precyzyjny wyznacznik kondycji finansowej branży muzycznej w Polsce. I jest to kondycja niezwykle dobra.
Wyniki polskich muzyków na Spotify. Wielkie wytwórnie tracą monopol
Najciekawszy i najbardziej rewolucyjny wniosek z raportu brzmi tak: ponad połowa wszystkich pieniędzy z tantiem trafiła do artystów niezależnych, czyli takich, którzy nie są związani kontraktami z wielkimi, globalnymi wytwórniami płytowymi (tzw. majorsami).
Niezależność przestała być niszowym marginesem dla pasjonatów – stała się głównym sposobem na biznes muzyczny w Polsce. Współcześni twórcy mają łatwy dostęp do domowych studiów nagraniowych, doskonale rozumieją prawa autorskie i potrafią sami zarządzać swoim marketingiem w social mediach. Wolą wydać singiel sami i zgarnąć lwią część zysków, zamiast oddawać wysoki procent korporacjom.
I to się opłaca. Liczba polskich muzyków, którzy generują w Spotify rocznie powyżej 50, 100 czy 500 tysięcy złotych, zwiększyła się od 2021 roku ponad dwukrotnie. Obecnie już ponad 70 polskich artystów przekracza próg pół miliona złotych rocznego przychodu i to biorąc pod uwagę wyłącznie pieniądze płynące z tego jednego serwisu!
A przecież dochodzą do tego koncerty, kontrakty reklamowe, sprzedaż ubrań (merchu) oraz zyski z innych platform. Skala bywa naprawdę imponująca – gdy Taco robi "6 zer", czyli ponad milion złotych obrotu, widać, że najlepsi raperzy dawno wyszli z poziomu "family biznesu".
Polski rap to nasz nowy towar eksportowy
Kolejna petarda z raportu to globalna ekspansja polskojęzycznej muzyki. Okazuje się, że polscy artyści przestali grać "do kotleta" wyłącznie rodakom nad Wisłą. Aż jedna trzecia wszystkich tantiem wygenerowanych przez Polaków pochodziła od słuchaczy mieszkających poza granicami kraju.
Język polski stał się jednym z najszybciej rosnących segmentów językowych na całej globalnej platformie. Wartość tantiem z utworów śpiewanych po polsku wzrosła o 28 proc. rok do roku i o astronomiczne 74 proc. w stosunku do sytuacji sprzed dwóch lat.
Obcokrajowcy po prostu polubili brzmienie naszych producentów i raperów – i nabijają im streamy, nie rozumiejąc prawdopodobnie ani jednego słowa. Bo aż trudno uwierzyć, że taki ruch są w stanie wygenerować sami Polacy z zagranicy.
Zobacz także
Na naszym krajowym podwórku dominacja jest wręcz miażdżąca. Rodzimi artyści odpowiadają za około dwie trzecie wszystkich pozycji w codziennym rankingu Spotify Poland Daily Top 50. Zagraniczne megahity od Madonny czy Taylor Swift muszą ustąpić miejsca polskiemu hip-hopowi i popowi. Ponadto blisko 3 tysiące polskich twórców trafiło na oficjalne, redakcyjne playlisty Spotify, docierając do zupełnie nowych słuchaczy rekordowe 963 miliony razy.
Jak działa ta maszyna? Demaskujemy mit "stałej stawki"
Przy okazji raportu Spotify ponownie postanowiło uderzyć w najpopularniejszy mit, który od lat krąży w internecie – mityczną "stałą stawkę za jeden stream" (np. że za jedno odtworzenie artysta dostaje ułamek grosza). Nic takiego nie istnieje.
Mechanizm rozliczeń działa w systemie udziału w rynku (stream share) i wygląda następująco:
Cyfrowy zarobek zamiast zapomogi
Pieniądze trafiają do pośredników lub bezpośrednio do niezależnych twórców, w zależności od tego, jak elastyczne umowy podpisali. To zresztą szerszy fenomen polskiej gospodarki cyfrowej – podobny mechanizm samodzielnego zarobku widać, gdy sprawdzamy, ile zarabia youtuber w Polsce: także tam pieniądze płyną z reklam, własnych marek i lojalnej społeczności, a nie z państwowej kasy.
Jak widać na cyfrowej rewolucji da się w Polsce zarobić ogromne, w pełni legalne i rynkowe pieniądze. Bez proszenia kogokolwiek o zapomogi. Tym bardziej kuriozalnie brzmi argument, że to właśnie listonosz i nauczyciel zafundują ZUS artystom – czyli ludzie zarabiający minimalną krajową mają dokładać się do składek grupy, której najzdolniejsi przedstawiciele liczą przychody w milionach.
