
Nad Europą krąży nowa plaga, która uderzy pasażerów po kieszeniach. Kolejni tradycyjni przewoźnicy drastycznie zmniejszają limity darmowego bagażu podręcznego, wprowadzając zasady ostrzejsze niż w tanich liniach. Podczas gdy giganci tacy jak Lufthansa czy AirBaltic tną wymiary toreb, by oszczędzać na paliwie, Ryanair zaostrza kontrole na lotniskach, płacąc pracownikom premie za wyłapywanie zbyt dużych walizek. W tym bagażowym szaleństwie chlubnym wyjątkiem pozostaje polski LOT, który idzie pod prąd i nie planuje żadnych cięć.
Europejski rynek lotniczy mierzy się z plagą, która mocno uderzy pasażerów po kieszeniach. Linie lotnicze masowo tną dopuszczalne wymiary bezpłatnego bagażu podręcznego. Jeśli do tej pory uważaliście, że polityka tanich linii lotniczych to przesada, to najnowsze decyzje tradycyjnych przewoźników kompletnie Was zaskoczą.
Bagaż podręczny i jego limity. Kryzys cenowy zmusza branżę lotniczą do oszczędności
Trudna sytuacja ekonomiczna zmusza rynek lotniczy do bolesnych zmian. Fala upadłości dotyka nawet zakorzenione na rynku linie, a drastyczny wzrost kosztów paliwa zmusza pozostałych graczy do szukania oszczędności. Najczęstszą ofiarą tych cięć pada bezpłatny bagaż podręczny, którego wymiary kurczą się w oczach. Na szczęście narodowy polski przewoźnik wyłamuje się z tego trendu i zachowuje dotychczasowe standardy.
Skalę turbulencji widać dobrze przy okazji nowych umów i strategii – jak wiemy, ostatnio linie lotnicze zmieniają zasady bagażu podręcznego. Argumentem przewoźników są niższe koszty paliwa, bo mniejszy bagaż to mniejsza masa startowa samolotu.
Przez długi czas to właśnie podejście do bagażu podręcznego stanowiło główną kartę przetargową tradycyjnych linii lotniczych. Kupując bilet pasażerowie mieli gwarancję, że oprócz drobnego plecaka czy torby bez dopłat wniosą na pokład pełnowymiarową walizkę kabinową.
Te czasy jednak bezpowrotnie mijają. W dobie szukania oszczędności na paliwie i walki o każdy dodatkowy grosz od klienta, przewoźnicy masowo rezygnują z dotychczasowych standardów.
Lufthansa i AirBaltic wyciągają rękę po pieniądze pasażerów. Zmiany zasad ws. bagażu podręcznego
Na czele tych zmian stanęła niemiecka Lufthansa, która jako jedna z pierwszych zmieniła swoje przepisy. Na trasach krótkiego i średniego zasięgu pasażerowie mają do dyspozycji nową, tańszą taryfę Economy Basic. Haczyk? W cenie mieści się jedynie mały bagaż osobisty o wymiarach 40x30x15 cm, w którym realnie zmieści się co najwyżej laptop.
Pozorna oszczędność wynosi tu zaledwie około 40 zł. Wystarczy bowiem dopłacić tę kwotę, by przejść na pakiet Economy Light, który pozwala wnieść na pokład zarówno wspomnianą małą torbę, jak i standardową walizkę kabinową (55x40x23 cm). Trzeba jednak pamiętać, że łączna waga Twojego bagażu wciąż nie może wtedy przekroczyć 8 kg.
Zobacz także
Na identyczny krok zdecydowały się linie AirBaltic, które również szukają ratunku przed drożejącym paliwem. Wybierając ich najtańszy bilet, na pokład wniesiesz jedynie "przedmiot osobisty" o maksymalnych wymiarach 40x30x15 cm. To obecnie absolutnie najbardziej rygorystyczny limit w Europie.
Dla porównania, tak często krytykowany za wyśrubowane normy Ryanair wciąż pozwala na plecak o wielkości 40x30x20 cm – różnica w gabarytach uszczupla przestrzeń na Twoje rzeczy o blisko 6 litrów pojemności. Skąd ten radykalny ruch? Matematyka przewoźników jest prosta: mniejszy i lżejszy bagaż pasażerów to mniejsza masa startowa samolotu, a w konsekwencji niższe zużycie paliwa.
Pasażerowie próbują nadążyć za zmianami w wymiarach bagażu podręcznego, sięgając po wyspecjalizowane rozwiązania. Niedawno opisywaliśmy, że Action ma plecak do samolotu za 45 zł, który jest niepozorny, a miażdży drogie marki – plecak Spilbergen o wymiarach 25x20x40 cm idealnie wpasowuje się w wymogi większości tanich linii.
Wymiary bagażu podręcznego w Ryanair. Limity bez zmian, ale kontrole będą ostrzejsze
Ryanair oficjalnie zadeklarował, że na razie nie zamierza iść w ślady konkurencji i nie planuje dalszego zacieśniania limitów bagażowych. Obowiązujące wytyczne pozostają bez zmian, co jednak nie oznacza taryfy ulgowej na lotniskach – pasażerowie wciąż muszą liczyć się z drobiazgowymi kontrolami przy bramkach.
Dla przewoźnika i obsługi naziemnej każda zbyt duża torba to przecież idealna okazja do podreperowania budżetu i naliczenia słonej dopłaty.
Jak pisaliśmy, Ryanair podkręca kontrole bagażu, a pracownicy mają premię za każdego złapanego turystę. Premia wzrosła z 2,5 do 3,5 euro za każdą wykrytą ponadwymiarową walizkę, a górny limit wynagrodzenia został zniesiony.
Strategia ma swoje uzasadnienie biznesowe – z dwucyfrowych wzrostów na polskich lotniskach widać, że tanie linie kładą konkurencję na łopatki, a Ryanair w III kwartale 2025 r. przewiózł aż 47,5 mln pasażerów.
Choć dyscyplina w egzekwowaniu zasad ma rosnąć, Ryanair sygnalizuje też ustępstwa. Przewoźnik wydłuża czas nadania bagażu – z 40 do 60 minut przed odlotem. To miłe ułatwienie, choć kontroli przy bramkach nie ubędzie.
Darmowy bagaż podręczny i poczęstunek. PLL LOT idzie pod prąd europejskim trendom
Od ogólnoeuropejskiego trendu twardo odcina się również PLL LOT. Polski przewoźnik zapewnia, że nie zamierza wprowadzać żadnych restrykcji bagażowych.
– W Locie bez zmian każdy pasażer może zabrać jeden bagaż podręczny oraz dodatkową sztukę podręczną typu torebka, parasolka i w tej materii się nic nie zmieni – mówi w rozmowie z naTemat Krzysztof Moczulski, rzecznik prasowy PLL LOT.
Rzecznik zapewnił również, że LOT nie zamierza rezygnować z darmowego poczęstunku na pokładzie. W zależności od dystansu podróżni nadal mogą liczyć na napoje oraz słodkie przekąski. Przewoźnik stawia na wygodę klientów i w najbliższym czasie nie planuje żadnych cięć w ofercie pokładowej.
Strategia LOT-u idzie pod prąd rynkowym trendom. Wkrótce jednak całą branżę mogą czekać odgórne zmiany – w UE trwa debata nad wprowadzeniem obowiązkowego, darmowego bagażu podręcznego i wyższych odszkodowań dla pasażerów w przypadku złamania ich praw przez przewoźnika. Jeśli te przepisy wejdą w życie, do ustępstw zostanie zmuszony nawet Ryanair.






