
System kaucyjny stworzył w Polsce nową, nieformalną gałąź gospodarki. Dla jednych zbieranie porzuconych opakowań to sposób na przetrwanie lub realny zastrzyk gotówki, dla innych... powód do internetowych drwin. Na TikToku pojawił się trend niszczenia butelek, byle tylko nikt na nich nie zarobił. Powiedzieć "cringe" to za mało.
Wprowadzenie systemu kaucyjnego miało być wielkim krokiem w stronę mniej zaśmieconej nowoczesności. I pod wieloma względami jest – Polacy błyskawicznie nauczyli się, że plastik, aluminium i szkło mają realną wartość.
Niestety nowoczesność przyniosła ze sobą także patologię, której nie przewidział żaden algorytm ani ustawodawca. Na platformach społecznościowych, z TikTokiem na czele, eksplodował trend, który trudno nazwać inaczej niż festiwalem małostkowej głupoty.
Internauci, często wyłącznie dla żartu i wyświetleń, dokumentują tam celowe niszczenie opakowań objętych kaucją. Autorom filmików nie zależy na odzyskaniu pieniędzy. Chodzi im o to, by nikt inny nie mógł dostać kaucji za zwrócone butelki.
System kaucyjny skłonił do wyjścia na ulice emerytów, studentów i ludzi sprytnych, którzy wypracowali już własny kodeks etyczny, by nie blokować automatów w sklepach. Niestety, napotykają na opór, jakiego nikt się nie spodziewał: zorganizowaną, bezinteresowną złośliwość młodego (na ogół) pokolenia. Do dziś w sieci krążą zresztą skargi, w których ludzie zastanawiają się, czy naprawdę okradł ich butelkomat – choć zwykle winna jest po prostu nieznajomość zasad.
Dla przeciętnego konsumenta wyrzucenie butelki do zwykłego kosza to lenistwo. Dla internetowych (i życiowych) trolli zniszczenie jej kodu kreskowego to zabawa. Jednak dla rosnącej armii profesjonalnych zbieraczy w Polsce, takie zachowanie to bezpośredni cios w ich skromny budżet.
Niszczenie butelek kaucyjnych na TikToku. Wojna z kodem kreskowym na złość "zbieraczom"
Trudno znaleźć racjonalne uzasadnienie dla tego zjawiska. W sieci setki wyświetleń zdobywają filmy, na których ludzie niszczą etykiety i gniotą puszki tak, by butelkomaty ich nie przyjęły. A to oznacza, że nie zwrócą również tych 50 groszy za opakowanie.
Polski system kaucyjny zderzył się z murem ludzkiej głupoty. To zresztą nie jedyna patologia, jaka wokół niego narosła – bywa, że hakerzy i gangi okradają system kaucyjny na skalę niemal przemysłową.
Z kolei zbieracze dokumentują swoje znaleziska: opakowania zniszczone dokładnie w taki sposób, by uniemożliwić ich oddanie do butelkomatów.
Osoby, które próbują podreperować swoje domowe budżety, coraz częściej dzielą się w sieci zadziwiającymi relacjami. Znajdują w koszach butelki zrolowane i sprasowane tak, że nie da się ich już "nadmuchać" do pierwotnego kształtu, co jest warunkiem przyjęcia przez butelkomat. Złośliwcy miażdżą puszki w poprzek, by bezpowrotnie zniszczyć strukturę loga systemu kaucyjnego. Nie zależy im na zwrocie kaucji: pragną za to, by tych pieniędzy nie dostał nikt inny.
Jeden z młodych influencerów zajmujących się ekoodzyskiem pokazał na swoim profilu plastikową butelkę, której etykieta została precyzyjnie... wypalona zapalniczką. Sama butelka była nienaruszona, ale brak czytelnego kodu kreskowego zamienił ją w bezwartościowy śmieć.
"Dla Ciebie to tylko 50 groszy, które z lenistwa lub złośliwości skazujesz na wysypisko. Dla kogoś to ułamek kwoty na chleb, leki czy opłacenie rachunków" – komentuje sprawę jeden z internautów.
Znalazłem też filmiki, na których osoby nie tylko niszczą opakowania, ale... zakopują je w lesie czy piasku. To już nie tylko działanie wbrew rachunkowi ekonomicznemu, ale zaśmiecanie Polski (gdyby zapytać pewnie okazałoby się, że sprawcy uważają się za patriotów).
Piekielnym paradoksem tej sytuacji jest fakt, że koronnym argumentem przeciwników systemu kaucyjnego jest "robienie z nich śmieciarzy". No właśnie nie: ładowacz nieczystości to pożyteczny i godzien szacunku zawód, niezbędny do funkcjonowania społeczeństwa. Śmieciarzami są ludzie niedbający o swoje otoczenie.
Za tym trendem na TikToku nie stoi żaden sensowny powód czy ideologia. To czysta, destrukcyjna schadenfreude – radość z cudzego nieszczęścia, podsycana toksyczną chęcią zablokowania komuś możliwości zarobku.
Oczywiście trzeba jeszcze brać poprawkę na specyfikę mediów społecznościowych. Niektórzy "twórcy" w pogoni za klikami mogą jedynie pozorować swoje działania. Ale nagrywanie takich głupot i namawianie do nich innych i tak jest ze wszech miar godne potępienia, bo naśladowcy zawsze się znajdą.
Ile można zarobić na zbieraniu butelek?
Podczas gdy internetowe trolle niszczą puszki, na ulicach polskich miast rośnie profesjonalna grupa ludzi, dla których system kaucyjny stał się regularnym źródłem dochodu. Stawki są proste: 50 groszy za butelkę plastikową (PET) oraz puszkę aluminiową, a także 1 złoty za zwrotną butelkę szklaną.
Przyjrzyjmy się twardej ekonomii tego procederu. Poświęcając niewiele czasu, można ponoć zebrać (przy okazji spaceru) nawet ok. 30 puszek i butelek dziennie. To daje 15 złotych na dobę, które w skali miesiąca sumują się do 400 złotych. Profesjonaliści, którzy obskakują tereny imprez masowych, potrafią uzbierać nawet kilkaset opakowań dziennie.
W przypadku dużych wydarzeń, koncertów czy weekendów w turystycznych kurortach, "dniówka" sprawnego zbieracza może przekroczyć nawet 300-400 złotych. W skali miesiąca mówimy o kwotach, które dla wielu osób stanowią równowartość minimalnego wynagrodzenia lub solidnej emerytury.
Zobacz także
Zwrot kaucji bez podatku – i jego granice
Co niezwykle istotne z punktu widzenia prawa finansowego: od pieniędzy z kaucji nie płaci się podatku dochodowego (PIT). Ministerstwo Finansów ma jasne stanowisko: zwrot kaucji to odzyskanie wcześniej wpłaconego zabezpieczenia, a nie przychód. Z drugiej strony jeśli nie oddasz butelki, to system kaucyjny zabierze ci kasę – jednak nieodebrana kaucja nie znika, lecz zasila budżet i operatora systemu.
Nawet jeśli zbierasz butelki porzucone przez innych, w świetle prawa dokonujesz utylizacji odpadów i odzyskujesz przypisaną do nich wartość zabezpieczającą. Dla urzędów skarbowych ten temat praktycznie nie istnieje, co czyni ten biznes jednym z niewielu całkowicie legalnych i nieopodatkowanych zajęć w kraju.
Z jednym zastrzeżeniem: hurtowe zbieranie butelek z kaucją już się pojawia na celowniku skarbówki, bo przy masowym, zorganizowanym odbiorze cudzych opakowań fiskus może dopatrzyć się działalności gospodarczej.
Armia zbieraczy butelek – kim są profesjonaliści systemu kaucyjnego
Choć w Polsce nie prowadzi się oficjalnych rejestrów "zawodowych zbieraczy", organizacje pomocowe i socjologowie szacują, że tą działalnością może zajmować się od 40 do 60 tysięcy osób w całej Polsce.
Stereotyp faceta z marginesu społecznego grzebiącego w śmietniku powoli odchodzi w przeszłość. Dziś trzon kaucyjnej armii stanowią:
Savoir-vivre butelkomatów, czyli kultura porannych zbieraczy
Wraz z profesjonalizacją branży, wśród zbieraczy wykształciła się specyficzna kultura i niepisany kodeks etyczny. Ci najbardziej doświadczeni i myślący dalekowzrocznie doskonale wiedzą, że ich obecność z wielkimi workami pełnymi butelek przy sklepowych automatach może budzić irytację zwykłych klientów, którzy chcą oddać zaledwie trzy sztuki po porannych zakupach.
Dlatego profesjonaliści wybierają bardzo wczesne godziny poranne (między 6:00 a 7:30) lub późnonocne, tuż przed zamknięciem marketów, by oddać uzbierane opakowania.
Do naprawy system kaucyjny czy ludzie?
Ekonomia systemu kaucyjnego broni się sama – wskaźniki recyklingu w Polsce rosną, a setki ton plastiku zamiast do lasów trafiają do ponownego przetworzenia.
Problem w tym, że kaucja w potrzasku logistyki bywa realną barierą – wielu z nas odda butelkę tylko wtedy, gdy będzie to równie łatwe, co wyrzucenie jej do kosza. Niestety, system nie obronił się też przed deficytem społecznej empatii.
Niszczenie opakowań kaucyjnych tylko po to, by "ten drugi" nie zarobił, to smutny dowód na to, jak łatwo wirtualna rozrywka potrafi znieczulić na los drugiego człowieka. Pozostaje mieć nadzieję, że tak jak nauczyliśmy się segregacji, tak samo z czasem nauczymy się szacunku do cudzej, ciężkiej pracy – nawet tej wycenianej na 50 groszy za sztukę.






