
W poniedziałek 15 czerwca w Katowicach wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski w mocnych słowach podkreślił potrzebę suwerenności cyfrowej w Polsce. Amerykańskie i chińskie big techy dominują, podczas gdy polskie firmy nie mogą się rozwinąć, a kolejne pokolenia są pozbawione możliwości wyboru, gdzie i jak przechowywane są ich dane.
Kiedy uruchamiasz smartfon, komputer czy system płatności, rzadko zastanawiasz się, kto tak naprawdę zarządza architekturą, z której korzystasz. Czasem nawet nie musisz tego robić: bo przecież wiadomo np. że większość komputerów działa na Windows.
W praktyce jako konsumenci żyjemy w świecie cyfrowego oligopolu – nasz wybór drastycznie ogranicza się do rozwiązań garści globalnych gigantów zza oceanu. Podczas poniedziałkowego CYBERSEC EXPO & FORUM w Katowicach wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski postawił sprawę jasno: suwerenność cyfrowa to przede wszystkim prawo konsumenta do wyboru. Prawdziwego wyboru.
Wiceminister o suwerenności cyfrowej Polski
"Z punktu widzenia użytkownika suwerenność cyfrowa to możliwość wyboru rozwiązań nie tylko jednej z trzech firm, które narzucają w ten sposób swój sposób działania, ale również rozwiązań firm europejskich i polskich" – powiedział Dariusz Standerski, cytowany w mediach. Ministerstwo Cyfryzacji zapowiadało już, że Polska zamierza zerwać cyfrowe kajdany.
W ocenie Standerskiego brak jednolitego rynku Unii Europejskiej jest podstawową barierą w rozwoju rodzimych big techów. Jak stwierdził wiceminister, "technologia ma narodowość" i dostrzegamy ją wyraziście w sytuacji, gdy USA ogranicza decyzję o dostępie czipów.
Stany Zjednoczone mają jednak przewagę jednolitego rynku, podczas gdy w Unii Europejskiej firma z Polski musi dostosować się do 26 innych modeli prowadzenia biznesu. To oznacza m.in. różne prawa podatkowe i procedury administracyjne. Przez regulacje przedsiębiorcy obrywają rykoszetem.
Bez ujednolicenia unijnych przepisów i twardego postawienia na dywersyfikację, europejski konsument pozostanie jedynie odbiorcą technologii dyktowanej przez zewnętrzne mocarstwa. Budowanie cyfrowej suwerenności to nie patriotyczny kaprys – to ekonomiczny i bezpieczny fundament dla nas wszystkich, przekonywał minister.
Zobacz także
Big techy z USA dyktują warunki Europie. Co czeka przyszłe pokolenia?
Osoby po 30 roku życia ze szkolnych lekcji informatyki pamiętają pewnie głównie naukę oprogramowania Microsoft Office. Współcześnie, gdy amerykański big tech wymusza aktualizację systemu i wprowadza system sztucznej inteligencji Copilot, eksperci martwią się brakiem realnych alternatyw dla amerykańskiego giganta. Z kolei media społecznościowe pokazują brzydkie oblicze, gdy zarządzające nimi korporacje są niemal bezkarne... czy wręcz zarabiają na rozpowszechnianiu kłamstw, dyplomatycznie nazywanych dezinformacją.
"Wśród najważniejszych dziś umiejętności społecznych, są właśnie te cyfrowe. Ale nie chodzi o to, żeby być programistą – chodzi o tak zwane "miękkie kompetencje" – wyjaśniał Michał Marek z Ośrodka Analizy Dezinformacji w NASK podczas Digital Skills Summit 2026.
Odporność cyfrowa państwa to nie tylko sprzęt i wyspecjalizowani pracownicy. To także świadomość społeczna na temat zagrożeń hybrydowych, wiedza, jak się przed nimi chronić i co robić w przypadku ataku. Odpowiedzią państwa ma być m.in. Centrum Cyberbezpieczeństwa NASK, które ma monitorować i zwalczać zagrożenia w sieci – od propagandy po oszustwa wymierzone w zwykłych obywateli.






