
Kiedy w koszmarne upały w komunikacji publicznej pada klimatyzacja, pozostaje nam tylko walczyć o przetrwanie. Jedni są w stanie to przetrzymać, dla innych podróż rozgrzaną puszką kończy się zagrożeniem życia. Nikomu za to nie pomagają wybuchy agresji. Awanturnikom udaje się pogorszyć już i tak kryzysową sytuację.
Gdybym był złośliwy powiedziałbym, że przydałoby się rozpalić w kraju modę na nakrycia głowy, bo niektórym słoneczko ewidentnie przygrzewa za mocno. Przegrzany pociąg, tramwaj czy autobus to paskudna sprawa, szczególnie jak nie możemy szybko wysiąść pomiędzy przystankami. Z doświadczenia wiem, że jeszcze gorzej jest, kiedy w takich warunkach ktoś wpadnie na "genialny" pomysł, by wszcząć awanturę.
Podróż w upał. "Klimę byś włączył, a nie gwiżdżesz!"
Czerwcowa niedziela, wracam wieczornym pociągiem z Piaseczna. Nie jest latwo. W Warszawie znów remonty i SKM nie jeżdżą, więc więcej pasażerów wciska się na KM-ki.
Niepokój poczułem już na peronie: pociąg przyjechał z opóźnieniem, a w dodatku wagony pamiętały lepsze czasy. Na dodatek pociąg wyjątkowo długo stał na dworcu, a po wejściu do środka pasażerów witało mnóstwo awarii – padła wentylacja, głośniki milczały, a konduktorzy musieli nadawać komunikaty ustnie.
W Warszawie nie tyle wysiadłem, ile wypłynąłem na peron. Haust świeżego powietrza był jak podmuch z Antarktydy. Ale to nie upał i brak klimatyzacji mnie tak wykończył: to roszczeniowi pasażerowie.
Większość ludzi w wagonach przekazywała sobie okrzyki konduktorów pocztą pantoflową. Podawali dalej między innymi ważne przypomnienie, że w czasie postoju z opóźnieniem powinni wyjść na zewnątrz.
Niestety to był ten moment, gdy część pasażerów zaczęła złorzeczyć na awarie, które nie są ani winą motorniczego, ani konduktorów. Może gdyby ta grupa podróżnych nie zaczęła wrzeszczeć, dotarłaby do niej wieść od konduktorów i nie pociliby się w dyskomforcie.
Mieli jednak dość sił, aby agresywnie, wulgarnie i donośnie wyrażać swoje zdanie o stanie kolei i temperaturach w wagonie. A potem jeszcze rzucić z okna konduktorowi przy odjeździe: "klimę byś włączył, a nie gwiżdżesz!".
Jechałem może z godzinę do Warszawy, słuchawki na uszach trochę zagłuszały maruderów, ale i tak docierały do mnie fragmenty ich głośnej dyskusji z drugiego końca wagonu o upale i (wstaw popularne przekleństwo) Kolejach Mazowieckich. Zastanawiałem się: co ci pasażerowie chcą osiągnąć? Czy agresywne żądanie naprawienia awarii w trakcie drogi (co jest niemożliwe) sprawi, że przestanie być gorąco?
Znany internetowy żart o człowieku z Florydy powstał z kilku powodów, ale największym winowajcą jest tamtejszy klimat: wysoka wilgotność i upały. W takich warunkach ludzie robią się rozdrażnieni, tracą hamulce, robią głupie rzeczy i potem stają się antybohaterami informacji w mediach.
Letnia gorączka w Polsce jeszcze nie eskalowała do poziomu znanego z USA, ale po ostatnich doświadczeniach w komunikacji miejskiej uważam, że wskazówka nerwowo drgnęła w tym kierunku.
Upał w komunikacji miejskiej i awantury pasażerów."My tu mdlejemy!"
Lubię poruszać się komunikacją miejską i pociągami: kondycję mam daleką od idealnej, młody też nie jestem. Ryzyko omdlenia jest dla mnie realne. W weekend rekordowych temperatur 27-28 czerwca 2026 r. doszło do wielu niebezpiecznych incydentów w pociągach PKP związanych z upałem.
Z oficjalnych komunikatów spółkiwynika, że technika nie nadąża za rosnącymi temperaturami. Kiedy to piszę, PKP odwołuje pociągi przez upały z powodu m.in. deformacji torów. Takie sytuacje utrudniają życie pasażerom i powodują straty gospodarcze. Nie jest to powód do radości, ale do wydzierania się na szeregowych pracowników komunikacji miejskiej – tym bardziej.
Upały odbierają ludziom rozum. Krzyczą na kierowców i konduktorów
Chciałbym, aby doświadczenie z Piaseczna było odosobnione, ale niestety nie ogranicza się do pociągów. Trwa lato, a stołeczne autobusy i tramwaje dziarsko rozbrzmiewają agresywnymi krzykami pasażerów w stylu "dlaczego nie włączasz klimatyzacji?!" lub "otwórz okna, my tu mdlejemy!". To drugie często wtedy, gdy klima jest już włączona, a jej chłodzący efekt jest niweczony właśnie przez otwieranie okien.
Skręca mnie, gdy wciąż znajdują się ludzie, którzy w takiej sytuacji atakują konduktora, kierowcę lub motorniczego. Przecież przy 37 stopniach w cieniu nie wyłączają klimy na złość. Jeśli faktycznie masz człowieku zemdleć, to nie pruj się wulgarnie na człowieka, który w tym skwarze ciężko pracuje, abyś dojechał na miejsce.
Gorąco napędza emocje."Ej! Co ty wyrabiasz?!"
Wcześniej rzuciłem przykładem z Florydy, ale faktem jest, że upał napędza przemoc. Analizy ujawniły bezwzględny wzorzec: już w 1892 roku badacz Leffingwell ustalił korelację między wzrostem przestępczości w Angli i Walii, a sezonem letnim.
Przyczyna zjawiska nie jest dokładnie ustalona do dzisiaj, ale łatwo się domyślić, że pewne sytuacje bardziej nas drażnią, niż inne. Do tych "bardziej" należą niekomfortowe podróże w komunikacji miejskiej: jest duszno, ścisk, spoceni ludzie na nas naciskają... w takich warunkach trudno zachować stoicki spokój.
Tylko co to da, że rozpętasz karczemną awanturę, gdy ktoś przypadkiem nastąpi ci na stopę? Chcesz doprowadzić drugą osobę do płaczu, by wysiadła wcześniej, najlepiej pomiędzy przystankami i zniknęła ci z oczu?
Zobacz także
Moją uwagę podczas szczególnie zwrócił pan pasażer, który wyrażał swoje niezadowolenie okrzykiem "Ej! Co ty wyrabiasz?!" gdy zatłoczony autobus hamował i ktoś niechcący go potrącał. Lub uderzał w plecak, którego gość oczywiście nie zdjął mimo tłoku, bo po co.
Facet zachowywał się, jakby to były celowe działania przeciw niemu i na cały pojazd dawał wyraz swojemu niezadowoleniu. Obwiniał każdego, kto ośmielił się go (przypadkiem!) tknąć. Pasażerowie wytrwale go ignorowali, ale agresją osiągnął mikrocel: wywalczył sobie kilka milimetrów więcej miejsca, bo nikt nie chciał stać obok niego.
Biała gorączka w komunikacji miejskiej
Drugą stroną medalu jest to, że czasem po prostu trzeba warknąć na jednego czy drugiego, bo inaczej nie przyswoją. Rozumiem to.
Niektórzy turyści po prostu są niekulturalni: muszą stanąć na środku metra i rozmawiać tak głośno, aby usłyszał ich maszynista w pociągu na linii obok. Rowerzysta wejdzie i ustawi rower tak, by wysiadający musieli uprawiać lekką atletykę. I jeszcze będzie miał pretensje, gdy ktoś zahaczy o jego drogocenną maszynę.
Ktoś inny posadzi psa na siedzeniu, zamiast na swoich kolanach i nie ustąpi miejsca potrzebującym. Dziecko rzuca się na krześle jak opętane i głośno ogląda filmy ze smartfona, bo opiekunowi nie chce się z nim rozmawiać (chce mu się za to awanturować, gdy ktoś poprosi, by maluch założył słuchawki).
Gdyby problemów z kulturą pasażerów nie było, to w stolicy nie oglądałbym codziennie kampanii ZTM "Nie bądź jak…". Ludzie i bez upałów bywają bezmyślni lub agresywni, a co dopiero latem. Bądźmy szczerzy: ciężko się myśli, gdy tkanka w naszej głowie ścina się od gorąca na jajecznicę.
Upały w Polsce zostaną na długo. Musimy myśleć, jak się do nich dostosować nie tylko pod kątem adaptacji w domach, czy maksymalnych dopuszczalnych temperatur w pracy, ale również społecznym. Myśleć, jak zachowywać się wobec innych, gdy wszyscy cierpimy. Bo przykład Florydy pokazuje, że długotrwały skwar bez cienia refleksji wywołuje małpi rozum.
Podróże komunikacją miejską i publiczną w rekordowe upały nie będą komfortowe, ale bezsensowne nerwy nie poprawią naszej sytuacji, a tylko popsują drogę wszystkim innym. Serio: od wybuchów randomowej wściekłości robi się tylko goręcej.






