plaża w Sopocie
9 powodów, dla których powinieneś jechać nad Bałtyk. I przestać marudzić Fot. trabantos / Shutterstock

Polskie morze obrosło mitami. Że zimno, że drogo, że parawany, że wieje. I wiecie co? Wielu Polaków kompletnie się tymi narzekaniami nie przejmuje i rok w rok rusza na północ. Mój Boże, wariaci? Hm, nie – oni mają rację. Bałtyk ma zalety, których nie znajdziecie w żadnym Egipcie, Turcji czy innej Chorwacji.

REKLAMA

Tak się składa, że nad polskim morzem się wychowałem i jest to dla mnie naturalne środowisko wakacyjne. Owszem, lubię pojechać gdzieś indziej, pomoczyć się w Śródziemnym, ale nad Bałtyk też po prostu muszę pojechać. Doskonale znam jego zalety, ale i wady. Wiem też, jak unikać pułapek zastawianych na turystów.

Oto lista powodów, dla których warto spakować parawan i ruszyć nad nasz rdzennie polski, czasami sinicowy, ale ukochany Bałtyk.

1. Jedna, gigantyczna, niekończąca się plaża

Ludzie, którzy wychowali się nad Bałtykiem, często przeżywają szok kulturowy, gdy jadą na południe Europy. Tam "plaża" to często wydzielony, kilkumetrowy skrawek ostrych kamieni, betonowy pirs albo klif, z którego morze można co najwyżej pooglądać z daleka.

Dlatego też jako młodszy człowiek nie mogłem się nadziwić, że ludzie mówią o jakichś ładnych plażach w obcych krajach. W Polsce idziesz po prostu nad morze i masz plażę w lewo i plażę w prawo. U nas nazwa plaży to po prostu określenie jej przynależności terytorialnej, gdzie indziej nazwa konkretnego miejsca, poza którym dostępu do morza nie ma.

Nasza linia brzegowa ma ok. 770 km długości, z czego jakieś 500 km to wybrzeże, w większości jedna wielka, piaszczysta, szeroka plaża z miękkim, białym piaskiem. Możesz iść brzegiem z kocykiem przez trzy godziny i ona się nie skończy. Ba, wielu ludzi latem decyduje się wziąć plecak i śpiwór i w kilka tygodni przejść całe polskie wybrzeże z prawa na lewo bądź odwrotnie. Jedynymi przeszkodami są ujścia rzek, więc trzeba odbić kawałek do mostu.

Tego nie ma niemal nigdzie na świecie. A gdzie w Polsce najlepiej się wyleguje na piasku? Bałtyk ma nową królową po 12 latach – tytuł Plaży Roku 2026 powędrował do Ustki.

Aha, taka rada: z mojego punktu widzenia pchanie się na plażę tuż przy polskich portach czy zejściach nad morze jest dziwne. Wystarczy przejść się 15 minut, by nie kłaść kocyka na kocyku i do sąsiadów się uśmiechać, a nie czuć zapach ich olejku do opalania. Tłok nad Bałtykiem robią ludzie, on jest sztuczny. W rzeczywistości miejsca jest aż nadto.

2. Fauna, która nie próbuje cię zabić

Ucięła cię kiedyś egzotyczna meduza na zagranicznych wakacjach? Mnie ciachnęła w Hiszpanii – paliło i bolało przez kilka dni, bliznę mam do dziś. W Egipcie musisz uważać na jadowite ryby, w Australii na wszystko, a w USA rekiny potrafią podpłynąć pod sam brzeg.

A u nas? Nasze poczciwe, przezroczyste chełbie modre są tak nieszkodliwe, że dzieci rzucają nimi dla zabawy. Meduzy od pół miliarda lat nie wykształciły systemu nerwowego, ale ich męczenie jest oczywiście karygodne i robić tego nie wolno. Groźnych zwierząt u nas brak. Najbardziej niebezpiecznym stworzeniem w wodzie jest pijany, wytatuowany koleś na skuterze wodnym.

Realne zagrożenie to raczej prądy wsteczne i czerwona flaga – warto więc zawczasu sprawdzić, kiedy otwierają się plaże na Pomorzu oraz na których kąpieliskach czuwają ratownicy.

3. Strefa wolna od rosyjskich kuracjuszy

O tym głośno mówi się w kuluarach biur podróży: w wielu zagranicznych kurortach (w Turcji, Egipcie, na Cyprze czy w Grecji) można dostać alergii na wszechobecną, głośną i specyficznie zachowującą się nację zza naszej wschodniej granicy.

Nad Bałtykiem z jakichś powodów ich nie ma. Masz gwarancję świętego spokoju od geopolitycznych zgrzytów podczas stania w kolejce po gofra. Bo trudno się pokłócić z Czechem, Brytyjczykiem czy Ukraińcem.

Kiedyś, jeszcze w liceum, postanowiliśmy wystartować w konkursie na hasło promujące naszą rodzinną Ustkę. Szymon, dziś poważny przedsiębiorca, zaproponował "U nas nie ma rekinów". Nie przeszło. Ale może dziś by przeszło "U nas nie ma ruskich"?

4. Mit "paragonów grozy" to bzdura dla leniwych

Drogo? Jak idziesz do modnej restauracji na samym molo w Sopocie albo w centrum Ustki i zamawiasz świeżego halibuta (który i tak przypłynął z Atlantyku), to zapłacisz jak za zboże.

Cztery gofry, lody i kawa na dzień dobry potrafią przebić 100 zł. Ale wystarczy wejść jedną uliczkę głębiej. Nad polskim morzem wciąż królują genialne, kultowe stołówki i domowe bary mleczne, gdzie zjesz pyszny, dwudaniowy obiad z kompotem za grosze. Masz wybór, na który pozwala każda kieszeń.

5. Klimat, w którym da się oddychać

Podczas gdy na południu Europy w lipcu i sierpniu temperatury regularnie dobijają do morderczych 43°C w cieniu, a wyjście z klimatyzowanego pokoju grozi udarem, nad Bałtykiem masz klimat do życia. Nawet w upalne dni od morza wieje rześka bryza.

Można normalnie funkcjonować, spacerować, biegać i żyć, a nie tylko wegetować w basenie z drinkiem. Nie bez powodu zagraniczni turyści zaleją Sopot, a polskie morze wygrywa z Hiszpanią w rankingach chłodniejszych kierunków, bo coolcation to dziś prawdziwy hit.

Czasem wieje i pada? Tak. Masz wtedy okazję, by pozwiedzać zabytki, odwiedzić atrakcje turystyczne albo po prostu pospacerować.

6. Zachody słońca wpadające prosto do wody

To czysta geografia, ale jakże piękna. Dzięki temu, że polskie wybrzeże jest usytuowane na północy, idąc wieczorem na plażę, widzisz spektakl idealny: wielka, czerwona kula słońca "gasi się" bezpośrednio w falach morza. W wielu miejscach w Europie słońce zachodzi za góry, za hotele albo za plecy. U nas masz pełen, panoramiczny romantyzm.

7. Jod, czyli darmowe sanatorium

Bałtyk to fabryka jodu, zwłaszcza gdy trochę wieje i fale rozbijają się o brzeg, tworząc tzw. aerozol morski. Spacer brzegiem morza przy gorszej pogodzie to najlepsze, darmowe lekarstwo na tarczycę, drogi oddechowe i odporność dla twoich dzieci.

Nad ciepłym, stojącym jak zupa Morzem Śródziemnym takiego stężenia jodu nie uświadczysz. A na ucieczkę od żaru w chłodniejsze, "jodowe" rejony stawia coraz więcej osób – jak choćby ci, którzy ruszają na coolcation do Włoch.

8. Brak "jet laga" i lotniskowego chaosu

Pakujesz walizki, wsiadasz w auto lub pociąg i za kilka godzin jesteś na miejscu. Nie stoisz w gigantycznych kolejkach do odprawy paszportowej, nie modlisz się, żeby linia lotnicza nie zgubiła twojego bagażu i nie przeżywasz katuszy z powodu opóźnionego lotu.

Często możesz poczytać, że do Egiptu leci się tyle samo, co jedzie nad polskie morze. Haha. Jeśli chciałbym pojechać nad morze, to wsiadłbym w samochód i po 3,5 godzinach (z Warszawy, czyli mniej więcej środka Polski) moczyłbym stopy w morzu. Pociągiem zajmie mi to niewiele dłużej.

Żeby polecieć do Egiptu, muszę wyjść z domu 3 godziny przed lotem, lecieć te mniej więcej 4 godziny i przynajmniej godzinę poświęcić na wydostanie się z lotniska, a potem godzinę czy dwie na dotarcie na miejsce wczasów. To nie są "4 godziny lotu", to dotarcie na miejsce "tego samego dnia".

9. Rybka z frytkami smakuje tylko tutaj

Możesz jeść owoce morza w Portugalii, możesz jeść kalmary w Chorwacji, ale nic, absolutnie nic nie zastąpi tego specyficznego, polskiego klimatu: smażalnia ryb, zapach frytury, flądra na papierowej tacce, zestaw surówek i zimne piwo. To jest element naszej wakacyjnej popkultury. Bez tego nie ma lata. Jeśli rachunek za rybę bywa wysoki, to często z konkretnego powodu – wyjaśnialiśmy już, dlaczego dorsz jest taki drogi i za co właściwie płacisz w smażalni.

Przestańmy narzekać na Bałtyk. Polskie morze ma swój niepowtarzalny, surowy urok, kapitalne plaże i daje pełną wolność wyboru. Pakuj ręcznik, bierz parawan (choćby po to, żeby nie wiało) i ruszaj nad Bałtyk.