dzieciaki jedzące lody
Relikt Gierka za gałkę śmietankowych. Dym wokół świadectw przekroczył granice absurdu Fot. Vitolda Klein / Unsplash / InnPoland.pl

Sieć Good Lood uratowała honor polskiego biznesu po tym, jak Biuro Rzecznika Praw Dziecka uznało, że 25-letnia tradycja dawania darmowych lodów za czerwony pasek na świadectwie to "wykluczenie rówieśnicze" i "toksyczna presja". A urzędnicy powinni zająć się realnymi problemami dzieci, zamiast ścigać budki z lodami.

REKLAMA

Myślałem, że w polskiej debacie publicznej widziałem już wszystko. Przeżyłem debaty o zakazie kopulacji osłów w zoo, przeżyłem polityczne kłótnie o kształt krzywizny banana. Ale to, co wydarzyło się na koniec roku szkolnego, oficjalnie przebija skalę absurdu. Oto Państwowy Urząd – Biuro Rzecznika Praw Dziecka – postanowił rzucić urzędnicze siły na odcinek walki z... darmowymi lodami dla dzieciaków z dobrą średnią.

Gdy mała, rodzinna Lodziarnia Pod Dębem w Pszczynie ogłosiła, że po 25 latach kończy tradycję rozdawania lodów za czerwony pasek, bo dostała z Warszawy oficjalne pismo piętnujące tę akcję jako "wykluczającą", w sieci zawrzało. Rzeczniczka Monika Horna-Cieślak natychmiast zaczęła się tłumaczyć, że "to nie był zakaz, to manipulacja".

Umówmy się: kiedy oficjalna instytucja państwowa wysyła imienne pismo do mikroprzedsiębiorcy, to dla małego biznesu nie jest to "luźna sugestia przy kawie". To jest miękki nacisk aparatu władzy. A że potrafi on uprzykrzyć życie zwykłej lodziarni, wiemy nie od dziś – wystarczy przypomnieć, jak pewną sprzedawczynię ukarano, podczas wręczania paragonu klientowi. Gałka lodów potrafiła kosztować ją 3 tysiące złotych kary.

Wejście z RIGCZ-em: Good Lood uratował honor wolnego rynku

Na szczęście w tym całym oceanie poprawnościowej paranoi ktoś zachował pełen RIGCZ (Rozum i Godność Człowieka). Gdy lokalny biznes w Pszczynie został wystraszony, do gry weszła sieć Good Lood w duecie z Kanałem Zero.

Zamiast płakać nad urzędniczą nowomową, zrobili to, co wolny rynek robi najlepiej: odpalili ogólnopolską akcję odwetową. Mobilne strefy z darmowymi lodami dla uczniów z wyróżnieniem staną w Warszawie, Krakowie i – a jakże – w samej Pszczynie, tuż pod nosem zdezorientowanych urzędników.

Przesłanie jest proste: w wolnym kraju prywatny przedsiębiorca ma pełne prawo rozdawać swój legalnie wytworzony towar, komu tylko chce. Może go dawać osobom rudym, osobom leworęcznym, albo dzieciakom, które przez dziesięć miesięcy kłuły regułki na pamięć. Państwu nic do tego.

Zakażmy WF-u i zamknijmy dyskoteki!

Idźmy tropem myślenia Biura RPD. Według nich nagradzanie za oceny "generuje nadmierną presję psychiczną i promuje niezdrową rywalizację". Jeśli darmowa gałka sorbetu truskawkowego wywołuje u dzieci traumę wykluczenia, to spójrzmy na inne dziedziny życia.

Lekcje WF-u: jeden dzieciak biega setkę w 13 sekund, skacze pod sufit i dostaje na koniec roku szóstkę oraz brawa od klasy. Drugi ma nadwagę, astmę, sapie po pierwszym okrążeniu i kończy z nędzną trójką. Czy to nie jest wykluczenie? Czy Rzeczniczka zakaże wystawiania ocen z wychowania fizycznego, bo promują "niezdrową rywalizację sylwetek"?

Kluby nocne i dyskoteki: standard na polskim rynku to wejście za darmo dla dziewczyn w piątek, podczas gdy facet na wejściu musi wybulić 50 złotych tylko za to, że urodził się mężczyzną. Gdzie jest interwencja urzędników w sprawie dyskryminacji ze względu na płeć przy zakupie biletu?

Życie nie jest idealnie równe. Ludzie mają różne talenty – jeden świetnie liczy całki, drugi genialnie maluje, a trzeci strzela bramki na boisku. Nagradzanie za twarde wyniki to element przygotowania do dorosłości, a nie powód do płaczu.

Naprawdę Rzeczniczka Praw Dziecka nie ma w tym kraju poważniejszych problemów? Zapaść psychiatrii dziecięcej, plaga depresji, przemoc rówieśnicza w sieci – to są tematy dla Rzecznika. Tymczasem urzędnicy wolą bohatersko walczyć z lodami. Przecież sam czerwony pasek to już przeżytek, więc walka o jego "wykluczający" charakter jest tym bardziej kuriozalna.

Skąd w ogóle wziął się ten nieszczęsny "czerwony pasek"?

Skoro wokół tego biało-czerwonego paska toczy się dziś wojna kulturowa, warto sprawdzić, w jakich bólach rodził się ten polski symbol prymusa.

Krótka lekcja historii: pionowy, biało-czerwony pas na świadectwie szkolnym to nie jest żaden uświęcony tradycją przedwojenny order. To czysty wymysł z czasów głębokiego PRL-u. Wprowadzono go w 1977 roku za czasów Edwarda Gierka. Wdrażano wtedy wielką (i ostatecznie niedokończoną) reformę tzw. "dziesięciolatek". Pasek miał być socjalistycznym motywatorem, elementem budowania propagandy sukcesu wśród młodzieży.

Polskie szkolnictwo bardzo się zmieniło od tego czasu. Co ciekawe, na początku zasady były o wiele luźniejsze niż dziś. Do końca lat 90. wystarczyło mieć na świadectwie same czwórki (wtedy oceny "dobre") i bardzo dobre zachowanie. Dopiero od roku szkolnego 2000/2001 próg drastycznie podniesiono do obecnej średniej minimum 4,75.

Jedyne sensowne zastosowanie paska

W dorosłym życiu ten mityczny czerwony pasek jest – powiedzmy to sobie wprost – absolutnie o kant wiadomo czego potłuc. Większość z nas, dorosłych, uczyła się w tym systemie i doskonale wie, jak to działa.

W dorosłym życiu, na rozmowie o pracę w korporacji, w banku czy przy zakładaniu własnego startupu, nikt nigdy nie zapyta cię, czy miałeś pasek w szóstej klasie. Nikogo to nie obchodzi. Liczą się umiejętności, elastyczność, odporność na stres i kreatywność. Czerwony pasek nie daje wyższej emerytury, nie skraca kolejki do lekarza, ani nie gwarantuje szczęścia.

I tu dochodzimy do najpiękniejszego paradoksu tej afery. Przez blisko 50 lat istnienia tego komunistycznego reliktu polscy przedsiębiorcy znaleźli dla niego jedyne realne, namacalne i sensowne zastosowanie w prawdziwym życiu: darmową gałkę lodów na początku wakacji. Chodzi nie tylko zresztą o lody – swego czasu Auchan Piaseczno dawał bon 50 zł za czerwony pasek na świadectwie, a sieci handlowe od lat traktują wyróżnienie jako pretekst do promocji.

I właśnie to jedyne logiczne zastosowanie urzędnicy postanowili Polakom obrzydzić. Dobrze, że rynek nie dał się zwariować. Czas dorosnąć i zjeść loda.