damska ręka z butelką wody
Mandat za życzliwość. Szefowa Izby: Prowokacje skarbówki to element całkowicie zbędny Fot. MART PRODUCTION / Pexels / Montaż: InnPoland.pl

Sprzedaż butelki wody w upalny dzień, tuż przed oficjalnym otwarciem lokalu, skończyła się dla debiutującej szczecińskiej pierogarni mandatem od KAS. Po fali potężnego oburzenia w internecie, oficjalne stanowisko w sprawie kontrowersyjnej prowokacji skarbówki zajmuje Północna Izba Gospodarcza. Prezes Hanna Mojsiuk mówi wprost: to niszczenie i tak kruchego zaufania.

REKLAMA

Sprawa lokalu "Ciasto i Farsz", który został ukarany przez urzędniczkę za pomoc spragnionej klientce, wywołała dyskusję o granicach absurdu w działaniach fiskusa. Szczecińskie środowisko biznesowe staje murem za restauratorami. Przedsiębiorcy głośno pytają, dlaczego zamiast dialogu i zapowiadanej deregulacji, państwo wciąż stawia na bezwzględną machinę mandatową.

KAS poluje na paragony przed otwarciem. Szczeciński biznes murem za ukaraną pierogarnią

Wokół działań Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) znowu wrze, a szczeciński rynek gastronomiczny stał się areną jednego z najbardziej kontrowersyjnych konfliktów na linii państwo-biznes tego lata. Wszystko za sprawą incydentu w nowo otwartej pierogarni "Ciasto i Farsz" przy ulicy Witkiewicza w Szczecinie.

Kilka minut przed godziną 11:00, czyli przed oficjalnym otwarciem lokalu i uruchomieniem kasy fiskalnej, do środka weszła spragniona kobieta, prosząc o butelkę wody za 5 złotych. Pracownicy, chcąc po prostu wykazać się ludzką życzliwością w upalny dzień, sprzedali produkt. Chwilę później okazało się, że "klientka" to etatowa kontrolerka skarbowa, a jej wizyta była klasyczną prowokacją w ramach zakupu kontrolowanego. Efekt? Mandat w wysokości 500 złotych i gigantyczna burza w mediach społecznościowych.

To żadna nowość – już kilka lat temu opisywaliśmy, że nabycie kontrolowane dla urzędników skarbówka projektowała w nowych przepisach, a mechanizm wprowadzony w ramach Polskiego Ładu od 2022 roku tylko przybiera na sile.

Głos w tej bulwersującej sprawie oficjalnie zabrała Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie. Jej przedstawiciele stoją na twardym stanowisku, że nadmierne karanie mikroprzedsiębiorców i celowe prowokowanie ich do określonych zachowań brutalnie niszczy i tak niezwykle trudne zaufanie pomiędzy administracją publiczną a światem biznesu.

Hanna Mojsiuk: potrzebujemy państwa przewidywalnego, a nie opresyjnego

Do sprawy odniosła się Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. Choć zaznacza ona, że przestrzeganie przepisów to absolutny fundament uczciwej konkurencji i zaufania do rynku, to jednocześnie wskazuje na całkowity brak proporcjonalności w działaniach lokalnej skarbówki.

"Ważne jest, aby organy państwa stosowały prawo w sposób rozsądny, proporcjonalny i uwzględniający okoliczności konkretnej sytuacji. W tym np. sezonowość działania podmiotu gospodarczego czy fakt, że przedsiębiorca powinien mieć możliwość wytłumaczenia się z potencjalnej nieprawidłowości. Sprawa szczecińskiej pierogarni, która odbiła się szerokim echem pokazuje, jak istotne jest zachowanie równowagi pomiędzy skuteczną kontrolą a partnerskim podejściem do przedsiębiorców" – punktuje Hanna Mojsiuk.

Szefowa izby podkreśla, że walka z szarą strefą jest oczywiście potrzebna, ale urzędnicy nie mogą traktować każdej incydentalnej pomyłki czy odruchu czystej życzliwości jako celowej próby obejścia prawa. Głośnym echem odbiła się niedawno inna sprawa z tej samej kategorii – ta, w której tajniacy fiskusa zamówili pizzę i wyciągnęli legitymacje po pierwszym kęsie krewetki, a gdańska pizzeria dostała mandat na 2500 zł.

"Uznajemy, że stosowanie prowokacji jest elementem zbędnym, a kontekst tego konkretnego zakupu kontrolowanego wymaga wyjaśnień, bo budzi duże emocje i dyskusje. Nowoczesna administracja publiczna powinna nie tylko egzekwować przepisy, ale również budować kulturę zaufania i dialogu z przedsiębiorcami. To właśnie takie podejście sprzyja rozwojowi gospodarczemu" – dodaje prezes Izby.

Pytanie retoryczne: gdzie podziała się zapowiadana deregulacja?

Przedstawiciele KAS i związkowcy skarbowi bronią decyzji o ukaraniu lokalu, tłumacząc, że prowadzenie sprzedaży bez użycia kasy fiskalnej – nawet na kilka minut przed otwarciem – jest jawnym wykroczeniem skarbowym. Trzeba pamiętać, że formalnie brak paragonu za zakupy to wykroczenie, które grozi karą grzywny, a każda transakcja powinna przejść przez kasę.

Dla środowiska gospodarczego to jednak sygnał, że zapowiedzi o "państwie przyjaznym przedsiębiorcom" pozostały wyłącznie na papierze. Hanna Mojsiuk w swoim komentarzu zadaje niezwykle celne pytanie o ogólny klimat wokół prowadzenia małego biznesu w Polsce.

"Czy przedsiębiorcy czują się nadmiernie kontrolowani? Czy przedsiębiorcy czują, że w ostatnim czasie kładzie się większy nacisk na mandat, a nie na rozmowy i pouczenia? To pytanie retoryczne. Przedsiębiorcy są kontrolowani m.in. przez Inspekcję Pracy, Inspekcję Handlową, Inspekcję sanitarne, urzędy miar, Krajową Administrację Skarbową itp. itd. A tak marzyliśmy o większym poszanowaniu pracy małych firm i deregulacji..." – podsumowuje rozgoryczona prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Warto dodać, że skala tych działań jest ogromna – jak wynika z doniesień, gdy skarbówka rozpoczęła anonimowe kontrole i sprawdza paragony, mowa o "dziesiątkach tysięcy prowokacji" rocznie, a na pierwszej linii frontu stoją gastronomia, handel detaliczny i usługi. Podobne emocje budzą metody kontroli po drugiej stronie kraju, o czym pisał naTemat, opisując historię, gdy pewien sprzedawca poprosił o bułkę za 50 groszy, a potem urzędnik wystawił mandat na 300 zł.

Sprawa szczecińskiej pierogarni błyskawicznie stała się symbolem systemowej opresyjności. Właściciele lokalu zapowiedzieli już, że mimo straty 500 złotych nie zamierzają się zniechęcać i dalej będą wkładać całe serce w lepienie świeżych pierogów.

Niesmak jednak pozostał, a lokalny biznes wysyła jasny komunikat: polska gospodarka potrzebuje skutecznych, ale przede wszystkim przewidywalnych instytucji, które potrafią odróżnić groźnego przestępcę podatkowego od zmęczonego pracownika, podającego butelkę wody w upalny dzień.