sklep sieci E.Leclerc
E.Leclerc otworzył "czytelnię" w niedzielę. Minister już nasłała inspektorów Fot. Adam bartosik / Shutterstock

Zakaz handlu w niedziele w teorii uszczelniono, ale praktyka znowu wyprzedziła ustawodawcę. Po Szczecinie przyszedł czas na Radom – tamtejszy hipermarket zaprosił na "spokojne popołudnie z książką i codzienne zakupy w jednym miejscu". Sprawą zajął się już Główny Inspektor Pracy.

REKLAMA

Polacy nagle zakochali się w literaturze pięknej – zwłaszcza w niedziele niehandlowe i zwłaszcza między regałami z nabiałem. Dwie placówki sieci E.Leclerc postanowiły wykorzystać kolejny wyjątek w ustawie i otworzyły strefy czytelnicze. Reakcja minister Agnieszki Dziemianowicz-Bąk była natychmiastowa. Czy czeka nas powtórka z walki z "placówkami pocztowymi"?

Kreatywność polskich menedżerów handlu zasługuje na biznesowego Nobla. Najnowszy pomysł na otwarcie sklepów w niedziele niehandlowe to strefy kulturalne z darmową kawą i książkami. Jak donosił naTemat, wystarcza prosty trik, w gronie kombinatorów znalazły się m.in. Społem, Polomarket i Delikatesy Centrum.

"Weź głęboki oddech i zrób zakupy". Czytelnie w hipermarketach

Polski handel detaliczny nie znosi próżni, a polscy przedsiębiorcy od lat udowadniają, że potrafią znaleźć lukę w każdym, nawet najbardziej zabetonowanym przepisie prawnym. W połowie 2026 roku hitem niedzielnego podziemia handlowego stają się... czytelnie.

Na rewolucyjny krok zdecydowały się dwa hipermarkety działające pod szyldem E.Leclerc – najpierw w Szczecinie (pod koniec maja), a dwa tygodnie później w Radomiu. Mechanizm jest prosty: w niedzielę niehandlową sklep otwiera wydzieloną strefę z książkami, kanapami, świeżą kawą i słodkościami. Klient przychodzi poczytać, a przy okazji – zupełnie "przypadkiem" – może wjechać wózkiem między regały i zrobić pełne, codzienne zakupy.

Wpisy w mediach społecznościowych placówek nie pozostawiały złudzeń, o co naprawdę chodzi w tej kulturalnej rewolucji. "Odwiedź otwartą czytelnię, a przy okazji zrób wygodne zakupy w sklepie. To idealne miejsce na spokojne popołudnie z książką i codzienne zakupy w jednym miejscu" – zachęcał na Facebooku E.Leclerc w Radomiu.

Kreatywność godna podziwu, ale dla Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej to była czerwona płachta na byka. Szefowa resortu, Agnieszka Dziemianowicz-Bąk, nie bawiła się w dyplomację. Zwróciła się bezpośrednio do Głównego Inspektora Pracy o wszczęcie pilnej kontroli w Radomiu i objęcie całego procederu specjalnym nadzorem. Efekt? Wpisy promujące niedzielne zakupy z książką w tle natychmiast wyparowały z profili społecznościowych radomskiego sklepu. Strach przed karami zrobił swoje.

Ewolucja niedzielnych uników: od listonosza do mola książkowego

Nowy pomysł z czytelniami to tylko kolejny odcinek telenoweli, którą oglądamy od momentu wprowadzenia zakazu handlu. Taktyka sieci zmieniała się etapami:

  • Epoka 1.0 (na listonosza): sklepy masowo podpisywały umowy z operatorami pocztowymi. Żabki, Biedronki i Intermarché na moment stały się "placówkami pocztowymi". Lukę zamknięto wymogiem, by przychód z usług pocztowych wynosił min. 40 proc.
  • Epoka 2.0 (na sportowca / podróżnika): otwarcia sklepów jako klubów czytelnika, punktów medycznych czy placówek dworcowych.
  • Epoka 3.0 (na mola książkowego – rok 2026): wykorzystanie zapisu o wyłączeniu z zakazu placówek prowadzących działalność kulturalną, w tym czytelni i bibliotek.
  • Gdy w lutym 2022 roku zaostrzano przepisy, zakaz handlu w niedziele szybko okazał się fikcją, bo nowe zasady pokonała Żabka dzięki wyłączeniu dla przedsiębiorców działających na własny rachunek. Zasady są proste: jeśli za ladą stoi właściciel sklepu, to inspektorzy nie mają się do czego przyczepić. A w zasadzie wszystkie sklepy tej sieci prowadzone są przez niezależnych przedsiębiorców.

    Sam patent z biblioteką też nie jest nowy – już wtedy głośno było o tym, że zakaz handlu w niedzielę obszedł Intermarche w Lipnie, który został czytelnią. Zapis miał chronić np. sklepik w bibliotece, a sieci "dobudowały" bibliotekę do sklepu.

    Centrala umywa ręce: "To nie my, to niezależni biznesmeni"

    Wizerunkowy pożar natychmiast spróbowała ugasić centrala Grupy E.Leclerc w Polsce. W oficjalnym oświadczeniu sieć bardzo wyraźnie odcięła się od rewolucyjnych pomysłów swoich partnerów.

    Model franczyzowy E.Leclerc opiera się na pełnej autonomii i odpowiedzialności lokalnych przedsiębiorców. Każdy właściciel hipermarketu działa na własny rachunek i sam podejmuje decyzje operacyjne. Centrala nie ma zamiaru świecić oczami przed Państwową Inspekcją Pracy za pomysły radomskich czy szczecińskich menedżerów.

    Co z tego wynika? PIP rusza na kontrole

    Próba zamiany supermarketu w bibliotekę to ruch desperacki, pokazujący, jak mocno zakaz handlu w niedziele wciąż uwiera część branży. Choć z danych rynkowych wynika, że rok 2026 nie sprzyja zakupowej brawurze ze względu na chłodniejszy klimat na rynku pracy, to obroty z niedzielnego utargu najwyraźniej wciąż są warte ryzyka mandatu.

    Wniosek o kontrolę PIP to zresztą sprawdzona metoda resortu – niedawno także Stokrotka trafiła pod lupę Ministerstwa Pracy po sygnałach związkowców. A sam spór o niedziele to konflikt o wartości.

    Jedno jest pewne: inspektorzy PIP w najbliższą niedzielę nie będą czytać książek w Radomiu. Będą skrupulatnie sprawdzać, ile wspólnego z krzewieniem kultury ma nabijanie na kasę kostki masła i proszku do prania. Ta literacka przygoda może franczyzobiorców E.Leclerc kosztować bardzo drogo.