
W jakim stopniu treści widoczne na platformie TikTok w Polsce odzwierciedlają propagandę Komunistycznej Partii Chin? To pytanie postawili sobie badacze z NASK, którzy następnie przeanalizowali prawie 10 tys. filmików z popularnego serwisu. Wnioski płynące z ich raportu są zatrważające: młodzi Polacy za pomocą własnych smartfonów są formowani do tego, by gardzić Europą, a zachwycać się Chinami. I nawet tego nie zauważają. A to wierzchołek góry lodowej.
Raport NASK został zaprezentowany we wtorek podczas konferencji prasowej w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej w Warszawie.
Badaczki i badacze z Ośrodka Analizy Dezinformacji, którzy podając się za ludzi w wieku 18-23 lata założyli nowe konta na TikToku, by algorytm nie miał o nich żadnej wiedzy, poszukiwali w serwisie treści dotyczących kilku tematów związanych z Chinami. Analizowali, co wyskakuje po wpisaniu słów kluczowych takich jak "Sinciang", "Tybet", "masakra na placu Tiananmen", "Tajwan", "prawa człowieka w Chinach" a także "obozy reedukacyjne w Chinach".
– Zdecydowaliśmy się na badanie metodą "podróży użytkownika", ponieważ chcieliśmy zobaczyć TikToka dokładnie tak, jak widzi go zwykły internauta. Nie interesowały nas deklaracje platformy, ale to, jakie treści faktycznie rekomenduje w odpowiedzi na konkretne zapytania – mówi Patrycja Krzyśpiak, analityczka w Ośrodku Analizy Dezinformacji NASK, współautorka badania.
NASK sprawdził, co młodzi ludzie w Polsce znajdą o Chinach na TikToku
Co się okazało? O ile 76,6 proc. treści związanych z masakrą na placu Tiananmen miało charakter krytyczny wobec Chin (o tym, czy to dużo, można dyskutować, biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z – no cóż – masakrą), o tyle w przypadku innych kwestii niewygodnych dla Chin wywodzący się stamtąd TikTok oferuje już znacznie bardziej pluszowy lub przypadkowy przekaz.
I tak młode Polki lub młodzi Polacy wpisujący na TikToku nazwę Sinciang – regionu, w którym Chiny dopuszczają się ludobójstwa Ujgurów – dostają do obejrzenia filmiki, które w większości powtarzają tezy chińskiej propagandy (58,7 proc.). Niższy, ale nadal znaczący odsetek treści prochińskich występuje po wpisaniu słowa "Tybet" (44,5 proc.).
Bardziej zorientowani tiktokerzy z Polski, którzy w wyszukiwarkę platformy wpisują "obozy reedukacyjne w Chinach" (w których więzieni są właśnie Ujgurowie), są za to zalewani randomowymi treściami w rodzaju... najlepszych ćwiczeń fizycznych na redukcję wagi. Stanowią one aż 89 proc. filmików podsuwanych przez TikToka.
– Taki zabieg ma zniechęcić użytkowników do dalszych poszukiwań – wyjaśnia dr Agnieszka Lipińska, kierownik OAD. – W odbiorcy wywołuje to po prostu frustrację. Poszukiwanie informacji o istotnym temacie zderza się z treściami mniej angażującymi intelektualnie – dodaje.
Zobacz także
Chiny na TikToku. Algorytm jako forma cenzury
W przypadku Tajwanu lwia część materiałów proponowanych przez algorytm ma charakter neutralny (92 proc.). Natomiast na hasło "prawa człowieka w Chinach" korzystny dla władz tego państwa był więcej niż co trzeci pokazywany filmik (35 proc.).
– Wnioski z badania jasno pokazują – TikTok stosuje różne strategie dobierania treści dla różnych tematów. Nie powinniśmy jednak skupiać się wyłącznie na działaniu jednego algorytmu. To pytanie o to, kto i w jaki sposób kształtuje obraz świata, który codziennie widzą miliony użytkowników – mówi Antoni Mazek, analityk w Ośrodku Analizy Dezinformacji NASK, współautor raportu.
Jak podkreślano podczas konferencji, w taki sposób TikTok może manipulować użytkownikami z każdej grupy wiekowej i na każdy temat, kształtując poglądy i wpływając na wybory społeczeństw z krajów demokratycznych. To, co ukrywa, co promuje, a co przykrywa algorytm TikToka, wpisuje się więc w kontekst wojny kognitywnej: chodzi o takie urobienie użytkowników, by Chiny nie kojarzyły się im się z państwem autorytarnym, ale dobrem, pięknem i zachwytami influencerów. Docelowo gra toczy się o urny wyborcze.






