stacja kolejki na Gubałówkę
Górale tną ceny na potęgę. Dziecko niemal za darmo i wolny co drugi pokój Fot. Krzysztof Bubel / Shutterstock

Spóźnialscy mają w tym roku ogromne szczęście. Pokaźna baza noclegowa, stawki od 300 zł za dobę z wyżywieniem i symboliczne dopłaty za dzieci tworzą idealne warunki do wyjazdu na ostatnią chwilę. W górach najłatwiej o wolny pokój i atrakcyjne ceny. Wyjaśniamy, jak mądrze zaplanować końcówkę wakacji bez przepłacania.

REKLAMA

Sierpień za pasem, a w mediach jak bumerang powraca narracja o "zatłoczonych kurortach", "braku wolnych miejsc" i "paragonach grozy". Rzeczywistość okazuje się jednak zupełnie inna, a analiza danych rezerwacyjnych obnaża kilka rynkowych absurdów i bardzo przyjemnych dla naszego portfela niespodzianek.

Góry królują, ale to tam zrobisz najlepszy interes

Analiza ofert w obiektach 3–5* przygotowana przez portal Travelist.pl pokazuje jasne wnioski: spóźnialscy, którzy dopiero planują urlop na ostatnie tygodnie wakacji, znajdują się na wygranej pozycji. Oto najważniejsze i nieoczywiste wnioski z sierpniowej mapy noclegowej Polski.

Paradoks gór: największy popyt, a ceny i dostępność zachęcają

To chyba największe zaskoczenie tego sezonu. W rezerwacjach dokonywanych od maja do lipca polskie góry wyraźnie pobiły Bałtyk – odpowiadały za 43 proc. rezerwacji, podczas gdy nad morze wybiera się 38 proc. turystów. Wyraźny, 13-procentowy wzrost zainteresowania południem Polski nie przełożył się jednak na drożyznę ani brak miejsc. To zresztą kontynuacja trendu, o którym pisaliśmy już przy okazji długiego weekendu, gdy nocleg na czerwcówkę od 350 zł zrobił z jednego regionu czarnego konia sezonu.

Zamiast ciasnoty, w Beskidach, Karkonoszach czy Tatrach na turystów czeka aż 60 proc. wolnych pokoi. Jak to możliwe? Górskie kurorty dysponują ogromną i wciąż rozbudowywaną bazą hotelową, która bez problemu wchłania nawet tak duży ruch. Co więcej, przekłada się to na bardzo atrakcyjne stawki.

W Ustroniu nocleg ze śniadaniem lub wyżywieniem w obiekcie o wysokim standardzie kupimy już od 330 zł za dobę dla dwóch osób. Krynica-Zdrój oferuje znakomity standard od 350 zł za dobę, a baza w Karpaczu pod Śnieżką startuje od 360 zł.

Dla porównania popularne nadmorskie kierunki, takie jak Międzywodzie czy Kołobrzeg, startują od 440 zł, a Gdynia aż od 480 zł za dobę. Oznacza to, że wybierając górskie uzdrowiska zamiast plaży, w kieszeni zostaje nam dziennie nawet 100–150 zł.

Góry vs. Bałtyk

  • Udział w rezerwacjach: 43 proc. / 38 proc.
  • Dostępność wolnych pokoi: ok. 60 proc. / ok. 50 proc.
  • Najniższe ceny (dla dwojga): Ustroń od 330 zł / Międzywodzie/Kołobrzeg od 440 zł
  • Warto dodać, że nad morzem ta nadpodaż uderza nawet w największych graczy – jak opisywaliśmy, Hotel Gołębiewski w Pobierowie już zmienia własny cennik, a bałtycki kolos spuszcza z tonu, bo poza sezonem stawki mają spaść nawet o kilkaset złotych.

    Dziecko "na doczepkę" za grosze. Przepłacają tylko nieuważni

    Kolejny nieoczywisty wniosek płynący z danych dotyczy wyjazdów rodzinnych w modelu 2+1 (dwóch dorosłych + dziesięcioletnie dziecko). Utarło się przekonanie, że zabranie dziecka na wakacje drastycznie podnosi koszt doby hotelowej. Tymczasem w wielu analizowanych miejscowościach różnica między najtańszą ofertą dla pary a wariantem rodzinnym wynosi zaledwie 50–100 zł za dobę.

    W Ostródzie (absolutnym cenowym hicie wakacji) para płaci od 300 zł, a rodzina 2+1 od 350 zł (zaledwie 50 zł dopłaty). W Łebie skok wynosi ze 320 zł do 420 zł, a w Jastrzębiej Górze rodzina dopłaca zaledwie 80 zł do stawki bazowej (400 zł vs. 480 zł). W cenę pakietu w większości obiektów wliczone jest już wyżywienie (śniadania lub obiadokolacje) oraz dostęp do stref basenowych czy wellness.

    W praktyce wyżywienie i rozrywka dla dziecka za 50–80 zł dziennie w obiekcie 3-5* to stawka, której nie da się powtórzyć, jedząc w miejskich restauracjach. Trzeba tu jednak uważać na haczyki, bo jak ostrzegaliśmy, wielka ściema doby hotelowej sprawia, że hotele robią z nas idiotów w biały dzień, skracając pobyt i każąc dopłacać za dawny standard.

    Ostróda i Łeba: prawdziwe bastiony taniego wypoczynku

    Jeśli kluczowym kryterium jest budżet, tegoroczne zestawienie wskazuje dwóch wyraźnych liderów. Ostróda (Pojezierze Iławskie / Mazury) to za 300 zł za dobę dla dwóch osób nocleg nad Jeziorem Drwęckim w obiekcie o wysokim standardzie, ze śniadaniem, dostępem do śródlądowego mola i promenady. To najtańsza propozycja w całym kraju.

    Z kolei Łeba to nadmorski czarny koń. Podczas gdy w Gdyni czy Kołobrzegu trzeba głęboko sięgnąć do kieszeni, Łeba oferuje noclegi od 320 zł dla pary oraz 420 zł dla rodziny. Bliskość Słowińskiego Parku Narodowego i Wydmy Łąckiej robi z niej bezkonkurencyjną bazę wypadową.

    Ten nadmorski paradoks pustych pokoi potwierdza też naTemat: nie tak miały wyglądać wakacje nad Bałtykiem, a hotelarze czekają na sierpień, bo rezerwacji jest jak na lekarstwo, a wolny pozostaje co drugi pokój.

    Jak mądrze rezerwować końcówkę wakacji?

    Wysoka dostępność obiektów (nad morzem i jeziorami wolny jest co drugi pokój, a w górach 60 proc.) tworzy idealne środowisko do tzw. elastycznego planowania. Zamiast przywiązywać się do jednej, konkretnej miejscowości, opłaca się wybrać pożądany region (np. Beskidy czy Mazury) i porównać pakiety w promieniu 20–30 kilometrów.

    Bardzo często nieznaczna zmiana lokalizacji pozwala podnieść standard hotelu o jedną gwiazdkę przy zachowaniu tego samego budżetu. Ten sam mechanizm działa zresztą za granicą, tyle że w drugą stronę – jak wyliczaliśmy, wakacje w Europie zdrożały dwa razy szybciej niż inflacja, a trzy kraje bolą najbardziej, przez co krajowy urlop na ostatnią chwilę wypada dziś wyjątkowo korzystnie.