
Kiedyś doba hotelowa oznaczała standardowe 22 godziny pobytu w obiekcie. W praktyce jednak ten czas drastycznie się kurczy – dziś zdarzają się przypadki, gdy wynosi on zaledwie 16 godzin! Sprawdziliśmy ofertę pięciu hoteli, sieci i resortów w Polsce, które skracają czas pobytu gości, i skonfrontowaliśmy je z pytaniami o uczciwość takich praktyk.
Tradycyjne 22 godziny doby hotelowej powoli odchodzą do lamusa, a my musimy coraz bardziej dostosowywać się do nowych realiów. Sam zauważyłem ten trend zupełnym przypadkiem. Podczas zagranicznej delegacji musiałem nagle pędzić z powrotem do pokoju, by szybko się wymeldować i oddać kartę magnetyczną – dopiero na miejscu uświadomiono mi, że check-out zaplanowano znacznie wcześniej, niż zakładałem.
W mediach społecznościowych aż huczy od narzekań na podobne niespodzianki. Czy goście mają powody do złości? Zapytałem u źródła – czyli samych hotelarzy.
Shrinkflacja, wielka ściema, czy smutna konieczność?
Konrad Bagiński na łamach InnPoland nazwał to zjawisko "wielką ściemą doby hotelowej". Obecnie standardem staje się schodzenie z dobą hotelową poniżej granicy 22 godzin – w skrajnych przypadkach nawet do 16 – podczas gdy ceny za nocleg pozostają bez zmian. Jeśli chcemy zyskać dodatkowe godziny na sen czy spokojne spakowanie walizek, najczęściej musimy dopłacić.
Czy to zwykły skok na kasę? Wielu klientów bez wahania odpowie, że tak. Patrząc pragmatycznie: jeśli utnie się kilka godzin rano i po południu, nagle w szczycie sezonu zyskuje się czas na "płynną wymianę" gości i zakwaterowanie kolejnej rodziny z dziećmi. Albo na wyciągnięcie dodatkowej stówki za wcześniejsze zameldowanie lub późniejszy wyjazd.
Gdy pomnożymy to przez liczbę pokoi, a w przypadku sieci – przez liczbę obiektów, otrzymujemy gigantyczne kwoty. Ale czy to rzeczywiście wina gości, że nie chcą zrywać się na śniadanie o 6 rano, bo światem rządzi dziś reżim rannych ptaszków?
Hotelarze najczęściej bronią się jednym argumentem: te brakujące 4–5 godzin są im absolutnie niezbędne na dokładne posprzątanie pokoju. Współcześni turyści są niezwykle wyczuleni na punkcie czystości i oczekują wnętrz "jak spod igły". Aby sprostać tym rygorystycznym standardom, hotele potrzebują po prostu więcej czasu na sprzątanie.
Argumenty o porządku nie brzmią zupełnie bezsensownie. Dodatkowo mało który gość reprezentuje podejście w stylu: "zapłaciłem za całą dobę hotelową, więc wykorzystam ją co do minuty". Z kolei Brytyjczycy mają uzasadnioną opinię bałaganiarzy tak bardzo, że nawet w ich kraju mają ich serdecznie dość.
Zobacz także
Trudno jednak uznać żale konsumentów za bezpodstawne. Na całym świecie klienci dotkliwie odczuwają tzw. shrinkflację.
To irytujące zjawisko polegające na tym, że na rynku po cichu odbiera się nam część usługi lub produktu bez obniżania ceny – niezależnie od tego, czy mówimy o kurczącej się gramaturze tabliczki czekolady, rezygnacji z fizycznych wydań gier wideo, czy właśnie o krótszym pobycie w hotelu. A przecież nierzadko bywa wręcz drożej!
Pytamy o krótsze doby hotelowe
Przeglądając oferty, trudno jednoznacznie wskazać, co decyduje o długości doby hotelowej. Niektórzy twierdzą, że to domena nowoczesnych obiektów w atrakcyjnych lokalizacjach. Z drugiej strony mamy jednak takie przykłady jak niesławny Hotel Gołębiewski w Pobierowie – gigantyczny, nowo otwarty kolos bez problemu utrzymuje tradycyjny, 22-godzinny standard. Można? Można.
Postanowiłem przyjrzeć się bliżej pięciu popularnym markom działającym w Polsce, które oferują dobę hotelową w godzinach 16:00 – 11:00 (co daje 19 godzin pobytu): Crystal Mountain, znany z viralowych filmów Elements, Linea Mare, Belmonte oraz międzynarodową grupę All Accor.
Do każdego z tych podmiotów wysłałem zestaw tych samych pytań:
Większość obiektów poprosiliśmy o odniesienie się do konkurencji oferującej pełne 22 godziny.
W przypadku grupy Accor sprawa była jeszcze ciekawsza, bo przeanalizowaliśmy ich własne portfolio. Jeśli szukamy noclegu w markach takich jak Ibis, Novotel czy Mercure, możemy trafić na rozstrzał od 19 do 22 godzin. Przykładowo, w Warszawie standardem w tej grupie są wciąż 21-godzinne doby hotelowe. Tymczasem w Gdańsku dwa nowoczesne hotele nadmorskie należące do sieci – Hotel Mercure Gdańsk Poseidon oraz Novotel Gdańsk Marina – skróciły czas pobytu gości do 19 godzin.
W imieniu grupy odpowiedział nam Wojciech Kęsik, dyrektor Hotelu Novotel Warszawa Centrum. Z jego wyjaśnień wynika, że w grupie Accor długość doby zależy bezpośrednio od profilu hotelu, wielkości apartamentu oraz jego wyposażenia.
Wojciech Kęsik
dyrektor Hotelu Novotel Warszawa Centrum
Jedno jest pewne: konsumenci wyraźnie odczuwają ten trend i coraz głośniej wyrażają swoje niezadowolenie w sieci. Można też śmiało założyć, że mniejsi gracze na rynku będą bezrefleksyjnie naśladować działania branżowych gigantów, czego efektem będzie upowszechnienie tych praktyk na rynku.
Minęło już kilka dni, a my wciąż czekamy na odpowiedzi od pozostałych hotelarzy – gdy tylko się pojawią, natychmiast je opublikujemy. Być może jednak doba jest zbyt krótka, by przedstawiciele hotelu mogli odpisać.
Czy przeszkadza Ci coraz krótsza doba hotelowa?
10 odpowiedzi






