
W sieci nie brakowało śmieszkowania, a znani publicyści wyśmiewali samą nazwę. Tymczasem idea "lasów społecznych" jest do bólu prosta i dotyczy każdego z nas. Chodzi o odpowiedź na jedno pytanie: czy ulubiony las pod twoim miastem ma być fabryką drewna dla ciężkich maszyn, czy miejscem spacerów, odpoczynku i czystego powietrza? Rozkładamy na czynniki pierwsze nowy pomysł Ministerstwa Klimatu i Środowiska.
Masz dość wyciętych do gołej ziemi polan i rozjechanych przez harwestery ścieżek w swoim ulubionym lesie? Ministerstwo Środowiska tworzy nową kategorię terenu. Sprawdzamy, gdzie dokładnie powstaną lasy społeczne, kto decyduje o ich granicach i co w praktyce oznacza to dla zwykłego człowieka.
Mniej piły, więcej przestrzeni. Co tak naprawdę zyskamy na lasach społecznych?
Kiedy Ministerstwo Klimatu i Środowiska ogłosiło plan stworzenia lasów społecznych, w internecie natychmiast ruszyła giełda kpiarskich komentarzy. Publicyści i komentatorzy – z Krzysztofem Stanowskim na czele – drwili z samej nazwy, dopytując przekornie, czy drzewa zaczną teraz płacić składki ZUS albo czy "społeczny las" wyprodukuje socjalne jagody.
Śmieszkowanie w mediach społecznościowych chwyciło, bo nazwa faktycznie brzmi nieco pokracznie. Tymczasem pod tym terminem kryje się rewolucja, na którą fani spacerów, biegania, jazdy na rowerze czy zbierania grzybów czekali od dekad. Żeby to zrozumieć, warto wyjść od prostej życiowej sytuacji.
Przykład z życia: dlaczego do tej pory wpadałeś w zachwyt... i w złość?
Wyobraź sobie, że mieszkasz pod Warszawą, Krakowem, Wrocławiem albo Gdańskiem. Od lat w każdy weekend idziesz na spacer do "swojego" lasu. Znasz w nim każde drzewo, dzieci budują tam szałasy, pies biega po ścieżkach.
Pewnego dnia przychodzisz w to samo miejsce i widzisz krajobraz jak po przejściu tornada. Cała połać lasu wycięta do gołej ziemi (tzw. zrąb zupełny), w ziemi wyorane na metr głębokie, błotniste koleiny po gigantycznych maszynach (harwesterach), a twoja ulubiona ścieżka spacerowa zamieniła się w rozjechane pobojowisko.
Dlaczego tak się działo? Bo dla Lasów Państwowych ten twój ulubiony, "piękny las pod miastem" był w świetle prawa dokładnie tym samym, co pole pszenicy dla rolnika. Miał urosnąć, zostać ścięty, sprzedany do tartaku i posadzony na nowo. I leśnicy robili to absolutnie legalnie, realizując swoje plany pozyskania drewna. To zresztą smutna reguła w skali kraju – jak w rozmowie z naTemat gorzko zauważali eksperci, polskie lasy to często nie lasy, tylko plantacje desek, gdzie z 10 tys. sadzonek starości dożywa 30–40 drzew.
Las społeczny to prosta decyzja państwa: "Stop. Ten konkretny kawałek lasu nie służy już głównie do produkcji desek. Ten kawałek ma służyć ludziom do odpoczynku, rekreacji i ochrony ich zdrowia".
Czy w lesie społecznym w ogóle nie będzie się wycinać drzew?
To jeden z największych mitów. Las społeczny to NIE JEST rezerwat ścisły. To nie oznacza, że leśnicy zostaną stamtąd całkowicie wyrzuceni, a drzewa będą rosnąć bez jakiejkolwiek ingerencji. Piły i siekiery nadal tam zobaczymy, ale na zupełnie innych zasadach.
Po pierwsze, obowiązuje zakaz zrębów zupełnych: nie będzie sytuacji, że znika od razu cały hektar lasu, pozostawiając pustynię i pniaki. Po drugie, dopuszczalne pozostają cięcia pielęgnacyjne i sanitarne: jeśli drzewo jest chore, zagraża spacerowiczom, może się zwalić na ścieżkę albo trzeba zrobić miejsce dla młodych dębów – zostanie ścięte.
Po trzecie, priorytetem staje się ochrona starych drzew: dęby czy sosny mające po sto i więcej lat nie pójdą pod topór tylko dlatego, że "osiągnęły wiek rębności" i tartak da za nie dobrą cenę. Po czwarte, prace mają być prowadzone z użyciem mniejszej ilości ciężkiego sprzętu, tak aby nie niszczyć ścieżek, nie rozjeżdżać runa leśnego i nie płoszyć ludzi szukających ciszy.
Kierunek jest więc odwrotny niż w głośnych sprawach ostatnich miesięcy. Przypomnijmy, że gdy szykowała się warmińska masakra piłą mechaniczną, drogowcy chcieli ściąć 7 tysięcy drzew przy samej ziemi, protest wylał się poza region i pokazał, jak łatwo traktuje się drzewa czysto instrumentalnie.
Zobacz także
Czy lasy społeczne powstaną tylko przy dużych miastach?
Głównie tak, ale nie wyłącznie. Pierwszy i najważniejszy rzut wyznaczania lasów społecznych dotyczy otoczenia największych polskich aglomeracji (m.in. Warszawy, Krakowa, Trójmiasta, Wrocławia, Poznania, Łodzi, Katowic, Szczecina, Bydgoszczy czy Torunia).
Dlaczego właśnie tam? Bo tam presja ludzi na las jest gigantyczna. Wokół dużych miast żyją miliony osób, które potrzebują miejsca, by wyjść na świeże powietrze, uciec od hałasu i zresetować głowę po pracy w korporacji czy w miejskim zgiełku.
Ale lasy społeczne mogą powstawać także w innych miejscach: wokół mniejszych miast i miejscowości uzdrowiskowych (gdzie las jest kluczowy dla kuracjuszy), w miejscach o ogromnym znaczeniu historycznym czy kulturowym dla lokalnej społeczności oraz w rejonach intensywnie wykorzystywanych turystycznie.
Jak powstaje taki las? Kto o tym decyduje?
Do tej pory o wszystkim decydowały Lasy Państwowe za zamkniętymi drzwiami. W przypadku lasów społecznych kluczowe staje się słowo konsultacje. Rząd nakazał tworzenie tzw. zespołów lokalnych. Przy jednym stole siadają przedstawiciele Lasów Państwowych (leśnicy), samorządowcy (prezydenci miast, wójtowie, burmistrzowie), organizacje pozarządowe i ekologiczne oraz zwykli mieszkańcy i lokalne aktywy.
To oni wspólnie kreślą mapę: ustalają, które działki leśne wejdą w skład "lasu społecznego", na jakich obszarach wycinki zostaną zredukowane o 70–80 proc., a gdzie całkowicie wstrzymane. To realna zmiana filozofii zarządzania, bo dotąd bilans bywał zatrważający – pisaliśmy, że Lasy Państwowe wydają więcej na billboardy niż na ochronę przyrody.
Co my – jako zwykli obywatele – z tego mamy?
Jeśli mieszkasz w mieście lub na jego obrzeżach, korzyści z lasu społecznego są odczuwalne niemal natychmiast. Pierwsza to święty spokój podczas spacerów: brak widoku pościnanych pni, hałasu ryczących pilarek i rozjechanych przez ciężarówki dróg leśnych. Druga to czystsze powietrze i chłodniejsze lato, bo lasy wokół miast działają jak naturalny klimatyzator i filtr – im starsze i gęstsze drzewa, tym lepiej wyłapują pyły i obniżają temperaturę podczas upałów.
Trzecia to lepsza retencja wody: las bez głębokich kolein i zrębów zatrzymuje wodę jak gąbka, co bezpośrednio chroni przed lokalnymi podtopieniami i suszą. Czwarta to ochrona przyrody: w lasach społecznych zostawia się więcej tzw. martwego drewna (powalonych pni), dzięki czemu do lasu wracają dzięcioły, grzyby, owady i małe ssaki.
Co ciekawe, ta sama logika – ochrona zamiast bezrefleksyjnej wycinki – napędza dziś także inne rządowe projekty. Opisywaliśmy, jak Tarcza Wschód odmieni polskie lasy, a natura stanie się naszą fortecą, rezygnując z części wycinek i zostawiając martwe drewno w terenie. Podobny mechanizm sprawił, że rzeź przydrożnych drzew może się skończyć, bo armia uznała je za obiekty militarne chroniące przed dronami.
Lasy społeczne to po prostu kompromis. Przemysł meblarski i papierniczy w Polsce nadal dostaje drewno – z typowych lasów gospodarczych, leżących z dala od wielkich skupisk ludzi. Z kolei my, mieszkańcy miast i miasteczek, zyskujemy gwarancję, że nasz ulubiony zagajnik za płotem nie zamieni się z dnia na dzień w łyse wyrobisko. Niezależnie od tego, jak bardzo ta nazwa bawi polityków i internetowych śmieszków.
Na koniec: nawiasem mówiąc, lasy społeczne nie są pomysłem obecnej koalicji rządzącej. One teraz zaczęły być tworzone, ale podwaliny pod ich ustanawianie (zarządzenie dyrekcji LP) wprowadzono w 2022 roku, czyli za poprzednich rządów. Ministerstwo Klimatu i Środowiska zaczęło z nich korzystać w roku 2024.
Jak oceniasz pomysł utworzenia lasów społecznych?
0 odpowiedzi






