Polska flaga z mikrofonem do Niemieckiej, w tle II wojna światowa i złotówki.
Miliardy dla Izraela i Namibii, zera dla Polski. Gra o miliardy z Niemiec wymaga strategii Fot. beast01/Shutterstock/The Everett Collection/Canva/kompozycja SLL

Otóż pewien kraj wymordował 6 milionów obywateli pewnego innego kraju. Możecie kojarzyć. Wiele, wiele lat później, w ramach przeprosin za to "drobne nieporozumienie", pokryli w pełni koszty zakupu dwóch okrętów podwodnych i znaczącą część kosztów 4 kolejnych. Pomyśleć by można, że zrobili to na rzecz tego poszkodowanego kraju. Ależ nie!

REKLAMA

Są takie informacje i historie, o których wiemy, potem o nich zapominamy, ale kiedy znowu je usłyszymy, to ponownie wywołują emocje. Na ogół wściekłości albo śmiechu. Albo czasem raz te, a raz te. Ja np. uśmiechnąłem się, kiedy mój jeden iksowy kolega przypomniał przeokropnie zabawny fakt. Niemcy wymordowali 6 milionów obywateli Polski, a w ramach przeprosin sprezentowali Izraelowi 6 okrętów.

Z kim Niemcy rozliczają się z przeszłością

Jak to Niemcy, nazwali to pięknie niemiecką racją stanu i niemiecką odpowiedzialnością. Bezpieczeństwo Izraela miało stać się dla Niemców fundamentem.

Niemcom było jednak mało. Chcieli uczciwie rozliczyć się ze swoją przeszłością. Rozglądali się intensywnie, komu jeszcze mogą zrekompensować swoje zbrodnicze działania, mordowanie ludzi, niszczenie infrastruktury i szeroko rozumiane barbarzyństwo.

Wybór nie mógł paść na nikogo innego. Los tego kraju od lat poruszał serca Niemców, ich liderów politycznych i gospodarczych. W końcu wymordowanie mieszkańców w walkach i obozach koncentracyjnych nie mogło nie pozostawić skazy na wrażliwym sercu Niemców. Nowo budowane relacje ekonomiczne wymuszały również świeże spojrzenie na sprawę. Ruszył nawet program pojednania między narodami, finansowany oczywiście obficie przez Niemców. Już się czegoś domyślacie, prawda?

Tak, macie rację. Chodzi oczywiście o Namibię. Niemcy, co szokujące, zrealizowali tam "pierwsze ludobójstwo XX wieku" mordując kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców. Postanowili za to przeprosić, pojednać się i przekazać ponad 1 mld euro OczywiścieNieBędąceReparacjami na cele rozwojowe.

Czy nie został ktoś jeszcze?

Uf. Po zamknięciu kolejnego tematu rozgrzani Niemcy nie chcieli przegapić żadnej grupy, wobec której wykazali się względnie niedawno wyjątkowym barbarzyństwem. Całe szczęście trochę im się upiekło, bo narody się skończyły. No poważnie. Kupili okręty Żydom, przeprosili Namibijczyków i nie został już totalnie nikt, komu mieliby wypłacić reparacje, zapłacić za przymusowe roboty, czy oddać kradzione tonami dzieła sztuki.

Postanowili więc hurtowo odhaczyć pomnikami wymordowanych Sintów, Romów, homoseksualistów, niepełnosprawnych, świadków jehowych, żołnierzy sowieckich i niemieckich cywilów.

Wtedy też nasi niemieccy przyjaciele usiedli wygodnie i sięgnęli po piwo z poczuciem dobrze wykonanego obowiązku.

A, tu mnie złapiecie. Ty głupi Szymonie! Kamień! Jest kamień!

No, jest, jest, macie mnie. Postawili kamień, co to kiedyś zamieni się w pomnik. Kiedyś, czyli zaraz po tym, jak wypłacą obiecane odszkodowania dla robotników przymusowych. Dla pewności poczekają jeszcze parę lat, żeby czasem żaden jednak nie dożył wypłaty. 

Kiedy Polska otrzyma reparacje?

No bo tak, kanclerz Niemiec obiecał, że niezwłocznie zajmie się wypłatą odszkodowań dla garstki żyjących jeszcze przymusowych robotników, którzy będą mogli się nacieszyć pieniędzmi z okazji swoich 95 czy 98 urodzin. To "niezwłocznie" nie zamieniło się oczywiście w żadne wypłaty. 81 lat po wojnie to zdecydowanie za szybko i należy jeszcze poczekać, aby mieć pewność, że liczba ofiar nie przekroczy 100, a i oni nie będą już specjalnie pamiętać, co to są te całe Niemcy.

Co prawda Premier Tusk odgrażał się, że jak nic z tego nie wyjdzie, to Polska sama zapłaci te odszkodowania i to w kwotach, które zawstydzą naszych niemieckich przyjaciół i sojuszników. Tutaj oczywiście nie ma nawet co dodawać, czy zapowiedzi zostały zrealizowane.

I nie wiadomo, czy wynika to z raczej luźnego dla tego premiera przywiązania do obietnic, czy może ktoś uświadomił mu, że płacenie przez Polskę odszkodowań Polakom za niemieckie zbrodnie będzie odebrane niezbyt korzystnie.

A po co ten cały złośliwy wywód? Po to, aby przypomnieć, że nie ma czegoś takiego jak "zrzeknięcie się reparacji". O reparacjach należy mówić, należy przypominać, wiercić im dziurę w brzuchu, wyśmiewać, kompromitować, szydzić i krytykować ich brak. Niech świat wie, że zapłacili Żydom. Że zapłacili Namibijczykom. Ale Polakom nie. To potrwa lat 5, 10, 15, 20 a może i 30, aż w końcu któryś niemiecki lider zapyta "no dobra, dogadajmy się, ale już się zamknijcie".

I wtedy właśnie dostaniemy reparacje.