
Mija rok od momentu, gdy Karol Nawrocki złożył przysięgę prezydencką. Pierwsze 12 miesięcy jego kadencji w Pałacu Prezydenckim upłynęło pod znakiem bezprecedensowego poziomu napięcia na linii prezydent – rząd. Głównym orężem w tym starciu stał się prezydencki długopis, używany niezwykle chętnie do wetowania ustaw uchwalanych przez parlamentarną większość.
Przez rok Karol Nawrocki zawetował aż 41 ustaw, a dwie kolejne – bez podpisu – skierował do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Choć ponad połowa odrzuconych projektów (24 ustawy) nie rodziła bezpośrednich skutków finansowych, to pozostałe uderzyły w finanse publiczne niczym taran. Polityczny opór Pałacu Prezydenckiego kosztował państwową kasę gigantyczną fortunę. Kiedy zapytano Tuska o rocznicę Nawrockiego – premier najpierw długo milczał, a potem wskazał weto, które zaskoczyło go najbardziej. To na szczęście udało się obejść, ale mogło nas kosztować o wiele więcej, niż inne.
Rachunek na 8,2 miliarda złotych. Jak wyciekały pieniądze z budżetu?
Odrzucenie ustaw podatkowych i uszczelniających system sprawiło, że do państwowej kasy w 2026 roku nie wpłyną miliardy złotych, na które liczyło Ministerstwo Finansów. Gdyby nie decyzje głowy państwa, budżet centralny zyskałby w tym roku dodatkowe 7,3 mld złotych, jak wyliczył portal Money.pl. Kwota ta rośnie do 8,2 mld złotych, jeśli doliczymy środki, które miały zasilić bezpośrednio Narodowy Fundusz Zdrowia.
Lista strat według Ocen Skutków Regulacji
Na co złożyła się ta astronomiczna suma? Oto szczegółowa "lista strat" stworzona na podstawie oficjalnych Ocen Skutków Regulacji (OSR, dołączanych do każdej projektowanej ustawy):
Na co wystarczyłaby ta kwota?
Żeby uświadomić sobie skalę utraconych dochodów, warto zestawić 8,2 mld zł z wydatkami socjalnymi i zdrowotnymi państwa. Kwota, która przepadła przez prezydenckie weta, to w przybliżeniu:
Odrzucone przez prezydenta 850 mln zł z opłaty cukrowej mogłoby z kolei uratować wiele napiętych budżetów szpitali i skrócić kolejki do lekarzy specjalistów w całej Polsce.
Zobacz także
Wielki paradoks. Troska o deficyt czy rzucanie kłód pod nogi?
Decyzje prezydenta wywołują ogromne kontrowersje wśród ekonomistów z powodu wyraźnego braku spójności. Karol Nawrocki wielokrotnie publicznie wyrażał głęboki niepokój stanem finansów publicznych i rosnącym deficytem budżetowym. Gdy w styczniu 2026 roku podpisywał ustawę budżetową (kierując ją jednocześnie do kontroli następczej do TK), grzmiał w oświadczeniu:
"Stan finansów publicznych od dłuższego czasu głęboko mnie niepokoi. Tymczasem kolejne miliardy znikają z budżetu. To pieniądze, które mogłyby ratować zdrowie Polaków, wspierać seniorów i wzmacniać bezpieczeństwo państwa."
Eksperci wskazują tu na rażącą sprzeczność. Z jednej strony prezydent apeluje o ratowanie budżetu, a z drugiej – odrzuca ustawy, które ten budżet miały zasilić. Tymczasem kondycja finansów państwa budzi coraz większe obawy również za granicą: Niemcy pełni są obaw o przyszłość Polski, wskazując na brak wiarygodnego planu zwiększania dochodów podatkowych.
Konstytucyjny klincz: weto bez odpowiedzialności
– Za kształt polityki podatkowej odpowiadają przede wszystkim rząd i większość parlamentarna. Prezydent ma konstytucyjne prawo weta także wobec ustaw podatkowych, ale powinien traktować je jako instrument wyjątkowy i stosować proporcjonalnie – zauważa na łamach Money.pl prof. Paweł Wojciechowski, główny ekonomista Business Centre Club i były minister finansów.
Ekonomista przypomina, że prezydent nie ma konstytucyjnego prawa do zawetowania samej ustawy budżetowej. Blokowanie ustaw dochodowych tworzy więc niebezpieczny i nielogiczny klincz: rząd ma obowiązek sfinansować wydatki państwa, ale odbiera mu się narzędzia do pozyskania na nie środków. A koszt obsługi rosnącego długu rośnie tym szybciej, że wciąż nie mamy euro w Polsce – to jedna z cen płaconych za obstawanie przy złotówce.
Chronienie gigantów i zdrowie publiczne w koszu
Profesor Wojciechowski zwraca również uwagę, że weta w sprawach akcyzy na alkohol czy opłaty cukrowej uderzyły w propozycje popierane przez Światową Organizację Zdrowia (WHO), które oprócz celu fiskalnego miały jasny wymiar prozdrowotny – ograniczenie konsumpcji używek. Zasłanianie się przez Pałac Prezydencki argumentem o "zbyt krótkim vacatio legis" nie uzasadniało odrzucenia całych reform. Można było po prostu przesunąć termin ich wejścia w życie.
Windfall tax w Trybunale, a rachunek u podatników
Jeszcze poważniejszy zarzut dotyczy zablokowania podatku od nadzwyczajnych zysków koncernów paliwowych (windfall tax). Rząd wprowadził wcześniej pakiet obniżek cen paliw na stacjach, czego koszt poniósł budżet państwa – a więc wszyscy podatnicy. Podatek od nadmiernych zysków miał sprawić, by spółki paliwowe, które zarobiły na kryzysie krocie, oddały część środków do wspólnej kasy. Skierowanie tej ustawy do TK przez Karola Nawrockiego sprawiło, że ciężar pozostał na barkach obywateli.
Jedyny wyjątek. Banki zapłacą wyższy CIT
W ciągu całych 12 miesięcy był tylko jeden znaczący wyjątek, kiedy prezydent zgodził się na dokręcenie śruby podatkowej. Pod koniec zeszłego roku Karol Nawrocki podpisał ustawę podnoszącą podatek CIT dla sektora bankowego.
Zgodnie z wyliczeniami resortu finansów, dzięki tej jednej decyzji budżet państwa zyska w tym roku ponad 6,5 mld złotych. To dowód na to, że gdy Pałac Prezydencki chce współpracować w kwestiach budżetowych – potrafi to zrobić. W przypadku pozostałych 8 miliardów złotych górę wzięła polityczna wojna na weta.






